środa, 24 czerwca 2015 18:31

Jak Chrobry „kupił” cesarskie względy

 

Pielgrzymka, polityczny ruch i łączenie sił – takie były cele i efekty podróży Ottona III do grobu św. Wojciecha w 1000 roku.

Kolejny wykład z cyklu otwartych wykładów o historii odbył się w miniony wtorek w Miejskim Ośrodku Kultury. W strategiczne założenia podróży cesarza niemieckiego do Gniezna, przybliżył zainteresowanym dr hab. Leszek Wetesko.

Historyk zmuszony był na początku przedstawić idee, jakie przyświecały samemu zjawisku pielgrzymowania. Jak przekazał, o samym zjeździe dowiadujemy się z dwóch zasadniczych przekazów – od niemieckiego biskupa Thietmara i polskiego kronikarza Galla Anonima. Ten pierwszy był nieprzychylny polskiemu władcy, ale zmuszony był opisać ją w taki sposób, aby został zawarty odpowiedni przekaz. Dziś, zdaniem Leszka Wieteski, to właśnie jego relacja jest o wiele bardziej prawdopodobna niż opisywana przez Galla Anonima. Zwrócił tu uwagę przede wszystkim na przedział czasowy, jakie dzieliły te zapisy – Thietmar dokonał tego na początku XI wieku, wkrótce po wydarzeniach, a polski kronikarz wiek później.

Jakie motywy kierowały Ottonem, który postanowił się wybrać do Gniezna? Zdaniem Leszka Weteski było ich kilka. Poza samym aspektem pielgrzymki, za którą przemawiały cuda dziejące się za wstawiennictwem św. Wojciecha, była to po prostu podróż do grobu... przyjaciela. Thietmar bowiem opisał, że przyszły męczennik przebywając na dworze cesarskim, był stałym rozmówcą Ottona, przez co nawzajem zaczęli darzyć się przyjaźnią. Innym motywem, często powtarzanym, była próba odnowienia potęgi Cesarstwa Rzymskiego. Za takim gestem przemawia kilka czynników – podarowanie polskiemu księciu kopii włóczni św. Maurycego, gest nałożenia diademu na głowę czy dar naszego władcy w postaci 300 pancernych wojowników.

Zdaniem prelegenta, Zjazd Gnieźnieński nie był decyzją „ad hoc”. - To musiało być długofalowe, wielomiesięczne przygotowanie do całości. Nierealnym byłoby wyruszenie wkrótce po podjęciu decyzji, a dodajmy, że orszak był pełen dostojeństwa, duchownych i arystokracji. Do przełomu X i XI wieku nie praktykowano tego typu podróży. To było wielkie przedsięwzięcie - wyjaśniał dr hab. Leszek Wetesko. Konieczne było rozesłanie posłańców, informujących wszystkich na trasie przejazdu orszaku, trzeba było skopiować włócznię św. Maurycego, a czeski kronikarz Kosmas pisał też o złotych płytach na ołtarz do gnieźnieńskiej świątyni. W owym czasie jedynie około 18 kościołów w całej Europie mogło się poszczycić takimi ozdobami, których przygotowanie zajmowało dużo czasu. Ponadto trzeba było uzgodnić program całej wizyty w Gnieźnie i jej przebieg: - Szacuję, że takie przygotowania mogły zająć co najmniej pół roku - stwierdził Leszek Wetesko.

Historyk w większości swojej wypowiedzi odniósł się do relacji Thietmara, który jego zdaniem opisał Zjazd Gnieźnieński w formie kuluarowego wydarzenia. Gall natomiast stworzył z tego ogromną uroczystość, której przepych i bogactwo opisu miejscami może zastanawiać. Niemniej, w wielu aspektach są one sobie wspólne, przy czym niemiecki biskup nie szczędzi uszczypliwości względem polskiego władcy, któremu Otton III założył na głowę koronę: - Niech Bóg wybaczy cesarzowi, że trybutariusza uczynił panem i wyniósł go tak wysoko - czytamy u Thietmara. Odprowadzenie cesarza przez polskiego księcia do Magdeburga i udział w niedzieli palmowej, odczytywane zostało wówczas jako zawarcie paktu między oboma władcami.

Leszek Wetesko stwierdził też, że jego zdaniem w czasie zjazdu w Gnieźnie nie znajdowała się żadna trójnawowa świątynia jak to się często przekazuje. Wzniesienie takiego budynku sakralnego w przeciągu niespełna trzech lat od śmierci św. Wojciecha, byłoby niemożliwym, stąd jego zdaniem w owym czasie tutejszy kościół był raczej skromną rotundą. Same złote płyty, przywiezione przez Ottona III, miały pełnić funkcję uzupełniającą dla relikwiarza, znajdującego się w ołtarzu. Te zaś zostały skradzione w 1038 roku w trakcie najazdu Brzetysława Czeskiego

Samą relikwię, podarowaną cesarzowi od polskiego księcia, rozdawano później w różnych kościołach niemieckich i włoskich. Zdaniem historyka jest to znaczący gest, świadczący o tym, że Ottonowi dar ten przypadł nie tylko do gustu, ale dzięki niemu obdarzył Bolesława Chrobrego uznaniem godnym władcy europejskiego: - W 1000 roku po prostu kupił on niemieckiego cesarza i jego dwór znakomitościami, którymi ich ugościł tu na miejscu, a także wyprawił w drogę. Został przez to uznany za równego.

 

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane