środa, 16 września 2015 09:40

Gnieźnieński „złoty pociąg”

 

Od kilku tygodni Polska żyje doniesieniami o rzekomym pociągu, spoczywającym w jednym ze wzniesień w rejonie Wałbrzycha. Legenda miejska czy nie – takie same funkcjonują również w Gnieźnie.

W naszym regionie gór ani tuneli nigdy nie było, a z kopalniami Pierwsza Stolica Polski miała tyle wspólnego, że przez nasz rejon przewożono kiedyś cały węgiel do gdańskich portów, a i wielu gnieźnian wyjeżdżało do pracy na Śląsk. Tymczasem to właśnie opuszczone i zasypane sztolnie, jakich w tamtej części kraju jest tysiące, generują wiele historii o wjeżdżających do środka ciężarówkach z nieznanym ładunkiem. Wszystko sprowadza się do jednego, mrocznego okresu w polskiej historii - okupacji niemieckiej.

To właśnie w tym czasie wytworzyło się w naszym kraju wiele legend, które przetrwały przez lata i wciąż są powtarzane przez współczesnych. Wszystkie jednak sprowadzają się do zwyczajowego - „słyszałem”, „kuzyn sąsiada opowiadał”, „jak wujek był mały, to widział”. Mowa oczywiście o legendach miejskich, które - jak mówi sama nazwa i rozwinięcie tego terminu - są powszechnie znane, ale nigdy nie zostały zweryfikowane.

Największa swastyka w Europie

Do dziś jedną z największych (dosłownie) takich legend, funkcjonujących na terenie Gniezna, jest osiedle Grunwaldzkie. Trudno powiedzieć, kiedy ten mit się pojawił, za to można z pewną dozą powagi przyznać, kto przyczynił się do jego powstania. Mowa oczywiście o barakach, które złośliwi przezywają „leżącymi blokami”.

Dzisiejsze Osiedle Grunwaldzkie zostało pobudowane jako obóz wojskowy i jeniecki w okresie II wojny światowej. Nie zachowała się żadna większa dokumentacja na ten temat, natomiast można od samego początku stwierdzić, że zabudowa nie miała mieć charakteru stałego. Wykonana różną technologią, w założeniu miała służyć jeńcom i żołnierzom, skoszarowanym na ówczesnych przedmieściach miasta. Minęło 70 lat, miasto się rozrosło, a baraki nadal stoją i służą mieszkańcom miasta.

Inna sprawa, że prawdopodobnie wkrótce po wojnie (albo jeszcze później), pojawiły się pogłoski, jakoby osiedle Niemcy zaplanowali w kształt... swastyki. Gdyby tak było, dziś byłaby ona bez wątpienia największą w Europie. Plotkom tym sprzyjał oczywiście miejscami dziwny układ baraków, leżących równolegle lub prostopadle do siebie. Nie bez znaczenia miał tu też miejsce fakt, że wybudowano go „za Niemca”, a przecież w III Rzeszy swastyka była elementem zdobienniczym wszystkiego – od biżuterii po samochody i gmachy publiczne. Oczywiście tej legendzie zaprzeczać mogą już same mapy niemieckie z okresu II wojny światowej, na których osiedle zostało wyrysowane i - choć wytężyć wzrok - nie idzie tam odnaleźć nawet jednego, złamanego ramienia od rzeczonej swastyki.

Labirynt korytarzy

Taki mit jest już tradycją w każdym szanującym się mieście, posiadającym starówkę. Choć ta gnieźnieńska nie liczy sobie jeszcze 200 lat (najstarsze budynki przy ul. Tumskiej i Rynku powstały na początku lat 20. XIX wieku), to przecież nie może ona istnieć bez tajemniczych przejść między budynkami.

Wśród gnieźnian chodzą pogłoski o starym, rzekomo średniowiecznym tunelu pomiędzy kościołem franciszkańskim a Farą, czy przejściem od Katedry do budynków w okolicach Rynku. Nikt jednak nie sprawdzi, że sama płyta głównego placu miasta była kilkukrotnie obniżana - po raz pierwszy po pożarze w 1819 roku, a ostatnio w 1925 roku, kiedy to m.in. uformowano schody przy kamienicach po północnej stronie (wcześniej ich nie było). W sumie szacuje się, że w wyniku tych działań zdjęto do nawet 3 metrów ziemi, które na pewno skutecznie mogłyby odsłonić rzeczony korytarz. Inna sprawa, że przez te działania, skutecznie zniszczono warstwy kulturowe, które bez wątpienia mogłyby dać wiele informacji archeologom o dziejach naszego miasta. Korytarz z katedry tymczasem, musiałby pokonać... koryto rzeki Srawy (dziś skanalizowanej) która przepływała w dolnej części ul. Tumskiej.

Do powstania legendy o labiryncie korytarzy, przyczynili się ponownie... Niemcy. W szczytowym okresie działań wojennych, kiedy na froncie wschodnim trwały zacięte walki, III Rzesza zaczynała padać na kolana pod alianckimi bombardowaniami. Rozpoczęto więc masową akcję budowy schronów i szczelin przeciwlotniczych, mogących chronić miejscową ludność (oczywiście niemiecką) przed skutkami takich nalotów. W Gnieźnie takich schronów powstało kilkadziesiąt, głównie w piwnicach kamienic, ale rękoma polskich robotników przymusowych, Niemcy wybudowali jeszcze kilka szczelin przeciwlotniczych - m.in. dwie na Rynku, jedną na Targowisku, dwie w Parku im. T. Kościuszki oraz przy obecnej Szkole Podstawowej nr 2.

W roku ubiegłym ponownie odżył temat podziemnych korytarzy miasta - tuż po odsłonięciu szczeliny na gnieźnieńskim Rynku, w trakcie budowy nowej fontanny. Odkrycie wzbudziło zainteresowanie tematem, który jednak dość szybko wygasł. Tymczasem sam obiekt nie jest zbyt szczególny, gdyż powstał według jednego i tego samego projektu - wąski (ok. 1 m szerokości) i kręty korytarz, posiadający dwa otwory wejściowe. Podobny odsłonięto na Targowisku w 2013 roku, w trakcie budowy parkingu - dziś już go nie ma, został zniszczony, podobnie jak ten przy SP nr 2 (w trakcie budowy hali sportowej).

Urzędnicy nie posiadają pierwotnej dokumentacji tych obiektów - nie zachowały się. Nie jest więc znany ich stan techniczny, ale jak można podejrzewać, to właśnie ta aura tajemniczości powoduje, że rodzą się wokół nich legendy o rzekomych przejściach. Czy jest w nich ziarnko prawdy? Każdy, kto był kiedyś w piwnicy którejkolwiek z kamienic w centrum miasta, na pewno miał szansę odnaleźć zamurowane wnęki (choć nie wszędzie one są widoczne). Często bowiem, budynki były połączone między sobą na tym poziomie - w jakim celu, dziś trudno powiedzieć. Dawniej jednak na pewno można było spokojnie przejść między niektórymi kamienicami, a od takich tajnych korytarzy do legendy jest bardzo krótka droga...

„Wenecja” pełna skarbów

Ta legenda jest równie żywa, jak już wcześniej wymienione. W jeziorze Jelonek spoczywać miała już: ciężarówka, samolot, czołg (a nawet kilka), skrzynie ze skarbami itd. We wszystkich historiach pojawia się styczeń 1945 roku i - albo uciekający Niemcy, albo pijani Rosjanie. Ci pierwsi mają skracać sobie drogę ucieczki przez zamarznięte jezioro, a ci drudzy w amoku szarżować pojazdami po lodzie. Jak można się spodziewać, w opowieści lód pęka i grzebie sprzęt na dnie akwenu.

Fakt jest jednak taki, iż mimo wielokrotnych prac przeprowadzanych na jeziorze, także przy badaniu dna oraz oczyszczaniu jeziora (kiedy to opuszczono poziom wody), nie znaleziono nic, co mogłoby wskazywać na istnienie w tym miejscu jakichkolwiek wymienionych obiektów. Inna sprawa, że w trakcie prac melioracyjnych, prowadzonych kilkanaście lat po wojnie, przy brzegu odnajdywano... radia, sztylety czy powstańcze bagnety. To wszystko zostało wrzucone do wody przez Polaków, wkrótce po wkroczeniu Niemców do Gniezna we wrześniu 1939 roku. Pozbywano się radia, gdyż okupant konfiskował je polskim właścicielom. Bagnety i sztylety wrzucali powstańcy wielkopolscy, którzy chcieli ukryć swoją wojskową przeszłość i uniknąć rozstrzelania, które im niechybnie groziło.

Legenda o skarbie (jakie by ono nie było) na dnie jeziora jest o tyle żywa, że jak zwykle nie ma świadków tych zdarzeń, a są to jedynie powtarzane historie. Trudno powiedzieć bowiem, jak Niemcy chcieli uciekać ciężarówką przez jezioro w stronę zbocza przy ul. Poznańskiej, które było bardzo strome. Historia co prawda pasuje do Rosjan, którzy swoimi poczynaniami na froncie wryli się w pamięć, także mieszkańców Gniezna - podpalając chociażby bez powodu katedrę dwa dni po zajęciu miasta. Skoro udało im się na wiele lat ukryć oficjalną wersję pożaru, może ukryto tak zatopiony czołg?

Niepewność w pełnym odrzuceniu tej legendy budzi jeszcze jeden fakt - jezioro Jelonek ma bardzo dużą miąższość dna, w którym - gdyby się postarać - można by odnaleźć wiele skarbów archeologii, związanych z historią Pierwszej Stolicy Polski. Akwen ten, dawniej bezpośrednio sąsiadował z piastowskim grodem, a później przez 1000 lat spływały do niego miejskie ścieki i odpadki. Kto wie, co spoczywa w grubej, kilkumetrowej warstwie dna...

W poszukiwaniu atrakcji

"Złotego pociągu" w Gnieźnie co prawda nie ma, ale również mamy legendy miejskie, które żyją w świadomości mieszkańców. Nie chcemy wiedzieć, a często nie obchodzi nas, czy jest to w ogóle prawda, bo przecież - „słyszałem”, „kuzyn sąsiada opowiadał”, „jak wujek był mały, to widział” itd. Taka prawda objawiona, choć przecież, jak przyjęło się mówić, w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Czy jeśli "złoty pociąg", nawet jeśli nie będzie złoty, odnajdzie się, nie trzeba będzie chociażby spróbować poszukać podobnych atrakcji w Gnieźnie? Ziemia i wody w naszym mieście, wciąż na pewno ukrywają wiele tajemnic.

8 komentarzy

  • Link do komentarza jawiemlepiej czwartek, 17 września 2015 00:43 napisane przez jawiemlepiej

    @Dozorca: Jeżeli tobie nie pomaga, to dlaczego doradzasz mi to samo? Masz tam jakieś udziały?

  • Link do komentarza dozorca środa, 16 września 2015 21:54 napisane przez dozorca

    Panie "jawiemlepiej" radzę wizyte u psychiatry,naprawdę, to moja bardzo dobra rada, choć nie wiem, czy Panu pomoże. To z tego powodu, ze pan ma jakieś omamy dotyczące związków gnieźnieńskich polityków z kurią. Naprawdę, jeszcze raz dobrze radzę i moja rada jest całkowicie bezpłatna. proszę się dac zbadać, bo za jakiś czas moze być za późno!

  • Link do komentarza jawiemlepiej środa, 16 września 2015 20:54 napisane przez jawiemlepiej

    @Koryfeusz: Kiedy do Świętokrzyskiego płynęły jeszcze ścieki z garbarni i cukrowni, a było to zaledwie 30 lat temu, można było używać wód tego jeziora do preparowania czaszek dla studentów medycyny.

  • Link do komentarza jawiemlepiej środa, 16 września 2015 20:51 napisane przez jawiemlepiej

    @Towarzysz: To nie legenda. Po 1989 roku zwyciężył Komitet Obywatelski "Solidarność", ale rozpadł się na mniejsze części, gdy dominującą pozycję zdobyła grupa silnie powiązana z kurią. Ok. 2000 roku zaistniało Nowe Gniezno-Nowy Powiat i wygrało wybory, wprowadzając swojego prezydenta. Niestety, ten prezydent zdradził swoich protektorów i wszedł w koalicję z SLD. Od tamtej pory prawica w tym mieście nie umie się pozbierać. Jest stu królów i jeden tron. Jest więc królobójstwo.

  • Link do komentarza jawiemlepiej środa, 16 września 2015 20:45 napisane przez jawiemlepiej

    @Sindbad Żeglarz: Tak to legenda. Nawet w 35-tysięcznym Gnieźnie w 20-leciu nie wystarczało pracy dla wszystkich mieszkańców. Tzw. dziadostwo pomagało przetrwać ok. 15 procentom dorosłych. Dominowały prace dorywcze i sezonowe oraz niedochodowe usługi. Zatrudnienie pełne to okres ok. 25 lat, od połowy lat 70. do początku lat 90. XX w. Po upadku fabryki butów czarnych i brązowych sytuacja wróciła do początku. Połowa dorosłych straciła zatrudnienie etatowe.

  • Link do komentarza Sinbad Żeglarz środa, 16 września 2015 19:37 napisane przez Sinbad Żeglarz

    A słyszeliście legendę o niskim bezrobociu i o prężnie działających fabrykach? Podobno Gniezno miało kiedyś wysoko rozwiniętą gospodarkę. Pradziadek mi opowiadał...

  • Link do komentarza Koryfeusz środa, 16 września 2015 13:35 napisane przez Koryfeusz

    Sam słyszałem wiele legend miejskich. Te o jeziorze to jak najbardziej są popularne, że czołgi tam były, armaty z czasów Napoleona i kto wie co jeszcze? Jest nawet historia, że na górce naprzeciw cmentarza św. Piotra jest zakopany czołg.
    Słyszałem nawet legendę o dziewczynie, która porzuciła swojego chłopaka i uciekła z pielgrzymką, bo zakochała się w innym chłopaku z tej pielgrzymki.
    Podobno z jezioro świętokrzyskiego ludzie wyławiali ludzkie czaszki, ale to akurat może być jak najbardziej prawda.

  • Link do komentarza Towarzysz środa, 16 września 2015 10:53 napisane przez Towarzysz

    legendą miejską jest także to, że kiedyś podobno gnieźnieńska prawica trzymała się razem;)

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane