sobota, 26 grudnia 2015 16:16

Powstańcza kartka z kalendarza - 26 grudnia 1918

 
Pruski pomnik upamiętniający zwycięską wojnę Prus z Austrią (1866) oraz z Francją (1870-71). Pomnik stał u zbiegu ul. Chrobrego i ul. Łubieńskiego. Pruski pomnik upamiętniający zwycięską wojnę Prus z Austrią (1866) oraz z Francją (1870-71). Pomnik stał u zbiegu ul. Chrobrego i ul. Łubieńskiego.

Przypadające w tytułowym roku święta Bożego Narodzenia, obchodzone w gnieźnieńskich domach, nie należały do zbyt radosnych. Zarówno Niemcy, jak i Polacy żyli od kilku tygodni w wielkim napięciu.

Tę atmosferę niepewności potęgowało wiele czynników. Najwięcej powodów do zmartwienia mieli Niemcy, których ojczyzna przechodziła ogromne zmiany. Poczynając od zakończonej niedawno, przegranej dla kraju wielkiej wojny, przechodząc przez dramatyczną sytuację gospodarczą, a kończąc na rewolucji, która wciąż toczyła się przez Niemcy. Na domiar tego, cesarz Wilhelm II abdykował, a władza państwowa i lokalna została w zasadzie podzielona na kilka odrębnych. Przykładowo, wzorem innych miast niemieckich, także i w Gnieźnie 10 listopada 1918 roku utworzono Radę Żołnierską, która w pierwszej odezwie wezwała mieszkańców do zachowania spokoju i kontynuowania wykonywanych przez siebie obowiązków. Ponieważ w skład rady wchodziło 20 Niemców i tylko 3 Polaków, ci drudzy postanowili powołać swoją Radę Robotniczą, składającą się  z 18 Polaków i 4 Niemców. Przewodniczącym rady został fabrykant Bolesław Kasprowicz, jego zastępcą był lekarz Stanisław Wierzbiński, a sekretarzami zostali dr Zygmunt Karpiński i Stefan Żak.

Władza w ręce ludu

W tych samych dniach w niedalekim Witkowie, mieszkańcy poczynili podobne kroki, jak gnieźnianie, jednak dalsze ich ruchy miały radykalniejszy charakter - całe wydarzenie zapisało się w kronikach jako "Rewolucja Witkowska". Tymczasem sytuacja w całym powiecie się zaostrzała - rady powstały w innych miejscowościach, takich jak Czerniejewo, Powidz, Kłecko, Kiszkowo. Co zyskiwała gnieźnieńska Rada Robotnicza? Wszelkie zarządzenia władz miejskich były z nią ustalane, a w zamian Polacy uznali władzę w osobie burmistrza Nollnera. Dziś jest to odczytywane jako osłabienie tempa zmian, zmierzających do wyrugowania niemieckiej administracji z miasta, jednak działacze polscy zdecydowali się nie działać zbyt pochopnie.

Wygaszanie rewolucji listopadowej na terenie całych Niemiec spowodowało osłabienie znaczenia Rad Robotniczych, także i w Gnieźnie. Decyzją z 16 grudnia burmistrz miasta stwierdził, że tutejsza rada przestała funkcjonować.

Inna sytuacja była w przypadku kolejnej niepodległościowej inicjatywy - Rady Ludowej, która jednak miała charakter bardziej ideologiczny i skupiała jedynie Polaków, stawiając na tworzenie struktur przyszłych władz polskich. Dlatego też, korzystając z odbywających się wyborów dzielnicowych, zgłaszali już swoich kandydatów, popartych licznie przez rodzimych wyborców. Znaczenie Polaków w tej części Prus wzrastało w tempie niespotykanym od prawie wieku. Lokalne Rady Ludowe zaczęły podejmować rezolucje, które miały zmierzać do poprawy sytuacji Polaków. Organem, który w tym wybitnie pomagał, była prasa - chociażby Lech. Gazeta Gnieźnieńska, która od 1895 roku była orędownikiem spraw polskich w całym regionie.

Władza w ręce rad

Niemcy tymczasem byli bierni w wielu sprawach, w których inicjatywę coraz częściej przejmowali Polacy. Przykładem mogłoby być chociażby apel o repolonizację 36-osobowej Rady Miasta. Ordynacja wyborcza, jaka obowiązywała do tej pory sprawiła, że zasiadali w niej jedynie Niemcy i Żydzi. Propozycja, wygłoszona 15 grudnia 1918 roku przez dziennik Lech, była jasna - nadanie równego prawa wyborczego wszystkim mieszkańcom powyżej 20 lat, co zwiększyłoby reprezentatywność radnych (oczywistym było, że wtedy większość stanowiliby Polacy). 21 grudnia Rada Ludowa zaproponowała, by do miejskiej rady odgórnie dołączyć 36 Polaków. Tej sugestii, podanej na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, nie zdążono nawet przedyskutować. Rozbudzała ona jednak nadzieje Polaków, że prędzej czy później będzie musiało coś podobnego nastąpić. Reprezentacja społeczeństwa była wśród władz nierównomierna, a polskojęzyczni pracownicy administracji zajmowali głównie niższe stanowiska urzędnicze.

Niemcy informowali władze centralne o problemach, jakie się piętrzą w związku z rozszerzaniem się polskich ruchów narodowo-wyzwoleńczych, ale stolica rejencji oraz kraju pozostawały wciąż bierne i nakazywały jedynie działania doraźne. Obawiano się bowiem, że w obliczu następującego odrodzenia się Polski na terenie zaboru rosyjskiego, Wielkopolska chwyci za broń i zacznie odgrywać się na Niemcach za to, czego doznali z ich strony przez tyle dekad. Poza tym, wciąż borykano się z rewolucją w kraju i wydarzenia na pruskich kresach wschodnich były póki co odczytywane jako marginalne.

Zbrojenia

Koniec wielkiej wojny oznaczał powrót zdemobilizowanych żołnierzy do swoich domów. Wracali i opowiadali o rewolucji w Niemczech oraz o nastrojach w innych częściach kraju. Przyjeżdżali do polskich miejscowości nie tylko z wieściami, ale także z wojskowym doświadczeniem i drylem, który pozwalał w ten sposób tworzyć struktury przyszłych polskich kadr wojskowych.

Żołnierze od kilku tygodni spotykali się w swoim towarzystwie oraz z mieszkańcami miasta w budynku kina Apollo przy ul. Chrobrego. Jego właściciel Józef Politowicz w trakcie wojny został zaciągnięty do pruskiego wojska i służył w miejscowym garnizonie przy ul. Chrobrego. Stamtąd to, działając w konspiracji z niemieckim sierżantem Wachsonem, wynosił... broń i amunicję. Donos do niemieckiej Rady Żołnierskiej sprawił, że Politowicz został aresztowany i od śmierci przez rozstrzelanie uratowała go interwencja polskiej Rady Robotniczej. Jak się później okazało, udało mu się przez kilka tygodni wynieść z koszar 30 tys. sztuk amunicji i 1000 zamków karabinowych.

Cisza przed burzą

Do wigilijnych stołów Polacy i Niemcy zasiadali pełni niepokoju o jutro, nieufni wobec władz lokalnych i państwowych, wyczekujący z napięciem dalszych działań. Na ten świąteczny czas atmosfera w mieście uspokoiła się, jednak modlitwy w kościołach i domach krążyły wokół tematów polskich tak silnie i swobodnie, jakby Wielkopolska już prawie miała być wolna... Informacja o przypłynięciu do portu gdańskiego Ignacego Paderewskiego, zaiskrzyła w sercach Polaków i uderzyła w dumę Niemców. Ci pierwsi, na wieść o jego przyjeździe do Poznania oczekiwali z napięciem na słowa, które powie do swoich rodaków. Ci drudzy robili wszystko, by pianista nie dotarł do stolicy Wielkopolski, albo przynajmniej zmienił swoje plany. Na próżno. Pociąg z Ignacym Paderewskim przyjechał 26 grudnia późnym wieczorem do Poznania, o czym wieść do Gniezna dotarła dopiero następnego dnia...

Odradzająca się od półtora miesiąca Polska, której pruska granica była niespełna 30 - 40 kilometrów od wciąż niemieckiego Gniezna, potęgowała tęsknotę za niepodległością. Jak się okazało później, wydarzenia listopadowe 1918 roku były iskrą, która podpaliła lont do wybuchu Powstania Wielkopolskiego. 26 grudnia 1918 roku nikt jeszcze nie wiedział, że ten lont powoli się dopala...

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane