Jesteś tutaj:Blogi Kto to jeszczy pamiynta?
środa, 06 czerwca 2018 18:50

Kto to jeszczy pamiynta?

  Maria Ciążyńska
Kto to jeszczy pamiynta? ul. Chrobrego w latach 60.

Jak ostatnio stojałam na przystanku, to lubiałam patrzeć na wielgolachny kasztan kole pómnika świyntygu Wojtasa. Drzewo pełne kwicia! Co to oznaczo? Mature!

Oż ciary lotajom po krybónach. No ni ma co wspóminać. Czasym aby sie przyśni, ale… było - minyło!

Pamiyntom za dziecioka, jak rosły tu dwa kasztany. Ogrómniaste! My z kompelami przychodzilim tu zez lani. Szlim powłócząc giyrami bez całom Kareje od stróny Gazowni. Uczylim sie wew stary siódymie, wew parku pod nazwom generała – „tegu, co sie kulom nie kłanioł”. W ciepłe dni, jak klara świyciła, pod te kasztany, przytośtała sie tako babusia zez drzewianym wózkiym. Jak mi sie to podobało! Bo to była lodziara! Tyn wózek, barzy kista, mioł dwa dekle. Pod jednym deklym były lody waniliowe, pod drugim – owocowe, różowe – szczyt moich marzyń. Nie było bejmów, moja famuła mało zarobiała za Gomuły, to sie nie kupywało. Ino patrzałam jak jakoś wiara podchodzi, a kobiycko wydobywo tyn luksus. Lody cheba sama wyrobiała – były prostokuntne, wew wachelku, takim barzy andrucie. 

Roz jedyn uszparowałam se złotówe i tyż se lajsłam loda. Jaki trudny wybór! Wagowałam sie – żółte czy różowe? Smaka była na oba. 

No i, wiaruchna, uwożejcie! Dzisiejsze lody niech sie schowiom! Abo te „ą, ę” – to już wogle śmiech! Szpece od lodów nigdy nie jedli naturalnych. Stalujom sie zez tom ekologiom, że niby wszystko najlepsze, zdrowe. A zwykło babusia robiła prima-sort – zez mlyka, cukru, jajów i nie jakiygoś proszku. Kto widzioł jaja wew proszku?! Producynci robiom jaja, ale z nos! 

Ciekawe, co by dziś powiedział Sanepid? Pewno babusia  nie wyjrzałaby zez kicia, a jo bym nie miała co wspóminać. 

 


Tym samym rozpoczynamy cykl spotkań z gwarą wielkopolską, którą z zamiłowania poznaje i stara się w niej utrwalać swoje wspomnienia p. Maria Ciążyńska. Zapraszamy do lektury i jednocześnie komentowania - także w gwarze!

11 komentarzy

  • Link do komentarza Promyczek czwartek, 14 czerwca 2018 11:16 napisane przez Promyczek

    Ach, te lody u babci z drewnianą lodziarnią, truskawkowe i zabajone... Było biednie to prawda, ale te 50 groszy to szło uszparować a babcinka wiedziała że dzieciaki paluszki obgryzają. Może i majątku na swoim interesiku nie zrobiła, ale na zawsze została w pamięci tamtych roczników. Jedno z moich bardziej słodkich wspomnień z dzieciństwa. Pozdrawiam fanów lodów babci spod kasztana na Chrobrego

  • Link do komentarza kibolo wtorek, 12 czerwca 2018 08:48 napisane przez kibolo

    Oj pamiynto sie pamiynto.Jak babcie drypcium.A na śwjyntygu Wojciecha zawsze sie szło na szlake.A lody krajała na pu i po 50 gr. klopła.Se lajsłym nie roz i sie spucowało.Fantastyczne smaki dzisiaj nie do podrobienia.

  • Link do komentarza a1rh- niedziela, 10 czerwca 2018 11:16 napisane przez a1rh-

    W naszym fyrtlu miszkało wincy szczunów, niż dzieuch. Rojbrowali my na tyn czas strasznie, a na dzisiej, to my byli anioły. Czynsto chodziło sie na harynde, a to na glupki, a to na ulyngołki, świntojanki, pantrol, a nawet robarber , pyry i sznytloch. Jak nos gospodorz złapoł to wrzeszczoł "bo jak cie szczynioku rne w tom gupiom pape to ci pory spadną". Gdy sie łojciec dowiedzioł, broł dyszczypline, co to na goździku wisiała na framudze, a na ni pińć rzymini i loł, aż dupsko swendziło; jo sie drapołem po nim i wrzeszczołym " kochany tatulku już wincy nie byde". To wincy było do nastynpnygo razu, co to był już na drugi dziń. Czasym jesiniom rozpolalim gore i pieklim w niej pyry, a z łyntów robili ćmiki; kożdy udawoł wielkiygo penera ze szojderkom w kiejdzie.
    Dziękuję pani Marii za felieton, gdyż wywołał wspomnienia, które drzemią w głębokiej pamięci, a są tak bliskie i jakże odmienne od wrażeń i gnieźnieńskiej gwary dnia dzisiejszego.

  • Link do komentarza senior sobota, 09 czerwca 2018 16:54 napisane przez senior

    Cieszę się na miłą odpowiedż ijestem rad, że autorka nie ma mi za złe moich życzliwych uwag. Będzie mi miło czytać kolejne felietony, ale w razie innych wyrażeń, które pamiętam z dzieciństwa będę się starał uzupełniać. Pozdrawiam

  • Link do komentarza moher sobota, 09 czerwca 2018 14:41 napisane przez moher

    Jo tysz godum po naszymu, ciyngiym i wszyndzie. Godają na mnie róznie. Przeważnie bamber, bo gupole myślum, a szczególnie Galuny, że tak ino godo wiara ze wsi. A tych Galunów to po wojnie najechało do miasta pełno.
    Mój Opa godoł, że uni na bosjera weśli na drzewo a w buciorach złazili.
    Tysz na nich godali "drewniane łychy".

  • Link do komentarza Maria Ciążyńska sobota, 09 czerwca 2018 13:27 napisane przez Maria Ciążyńska

    Szanowni Państwo!

    Cieszę się, że mój felieton gwarowy spotkał się z odzewem. Pięknie dziękuję za każdy komentarz.
    Pragnę tymi artykulikami wywołać uśmiech na twarzy oraz powspominać, jak to kiedyś było. Myślę, że te różne wspomnienia łączą nas, gdyż w Gnieźnie upływało nasze dzieciństwo i młodość. Nie opieram się na opracowaniach uniwersyteckich prof. Gruchmannowej i prof. Walczaka , lecz na tekstach literackich J. Kubla oraz żywej mowie ludzi starszych ode mnie. Dziękuję też p. dr. Bulikowskiemu za to, że swojego czasu napisał „Gniezno na szage”. Pozdrawiam wszystkich Czytelników!
    Maria Ciążyńska.

  • Link do komentarza senior czwartek, 07 czerwca 2018 23:17 napisane przez senior

    Nie "lobok" ino "kole kolektury". Nie "lajnoł" tylko "lajsnoł".

  • Link do komentarza Gnieźnianin czwartek, 07 czerwca 2018 18:40 napisane przez Gnieźnianin

    "Po krybónach" , co takiego ?

  • Link do komentarza a1rh- czwartek, 07 czerwca 2018 16:48 napisane przez a1rh-

    Jo tyż pomintom te paniom, jak w niedziele ubrono w biały kitel sprzedawała te lody łobok kolektury na Mieczysława. Szlim z łojcym z garnizonowego po mszy co była ło dwunasty i czasami, jak łociec był przy forsie, to mi loda za złotówke lajnoł. Jaka to była smaka, do dziś jom pamiyntom. Po łobiedzie w niedziele był żużel. Forsy nie było, chyba że sprzedali my z wiarom troche złomu, co go wymamralim na koleji, wjync włazili my na drzewa morwy za płotym, by szpykać, co sie na torze wyprowio, szpryca od szlaki z pirszygo wiraża niesła sie oż do nos. Na morwach siedzieć było dobrze, bo za darmoche widać było, a morwy tyż można było poszamać, tylko czasym wonsiony właziły w gacie. Pamintom jak jeżdzili Gierdol, Łodrzywolski, bracia Pogorzelscy Andrzej i Teodor, co to późni mechanikim zostoł, no i jeszczy Ryczkowski. Wincy stary drużyny ni pomintom. Ech wiaruchna, to były czasy, bidno było ale wesoło.

  • Link do komentarza Camilo czwartek, 07 czerwca 2018 13:25 napisane przez Camilo

    Witam cozy Pani Maria Ciazynska byla w przeszłości polonistka w szkole podstawowej ?

  • Link do komentarza senior środa, 06 czerwca 2018 19:10 napisane przez senior

    Znam gwarę i często nawet do dzisiaj się nią posługuję. Ale nie wszystkie wyrazy przytoczone w powyższym opowiadaniu sa gwarowe i nigdy ich nie słyszałam w wydaniu wielkopolskim. Nie używało się wyrazów "lubiałam, stojałam" w gwarze. Owszem, ludzie tak mówili i do dzisiaj mówią, ale to jest niepoprawna mowa nie mająca nic wspólnego z gwarą. Nigdy tez nie było mowy o "świntym Wojtasie," ino i świntym Wojciechu.
    Nie "uwożejcie" ino "uwożejta".
    Ogólnie jest dobrze, ale wtrącane są też zbyt literackie wyrażenia.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane