poniedziałek, 18 czerwca 2018 17:09

Stonka Amerykanka

  Maria Ciążyńska

Miyszkom wew Gniyźnie, ale na wygnajewie. Naobkoło bałery mają pola i różniste uprawy. Najbarzy lubie widzieć radlonki zez pyrami. Pyry to nie ino same bulwy i myślynie o futrowaniu plyndzów, frytków, krychanych, polonych smalcem zez skrzyczkami – jednym słowym – palce lizać!

Tero o tym czasie pyry majom kwicie: jedne – filetowe, inne – biołe i tak wew wogle – fajnie wyglądają.

No pojawio się jedyn problem: Czy jakieś stwory nie uprzedzą nas w futrowaniu pyrów? Bydom zdżyrać liściory, zostaną aby łynty i wszystko skapucieje. Mom na myśli stonke, takiego owada w pasioku na plechach.

Wychowywałam się wew bambrejewie kole Czymeszna. Babusia i dziadzia mieli gospodarke, a jo u nich spędzałam dzieciństwo. Do przeczkola się nie nadawałam. Ciyngiym dudlałam, nie miałam kompelki i trzeba było pić ciepłe mlyko. Wiukom do dziś, jak to wspómne.

Tam zaczyłam moją szkolnom edukacje. Wiocha była mało, ale szkołe, kościół i kolonialke miała.

Do szkoły lazłam aby kawołyszek, nie tak jak dziecioki z Bulerbyn, choć żyło mi sie rychtyk jak wew Bulerbyn. Wew szkole stalowali nam różniste imprezy i każdom lubielim. Jedna z nich dotyczyła pyrów. Na wiosne liście pyrek obsiodała stónka, którą ponoć Amerykony, te zgniłe kapitalisty, szpecjalnie zrucali zez samolotów, żebym my, uczciwy lud pracujący, nie mieli co futrować. Więc była kontrakcja – lud pracujący zbiyroł stone na złość tym szplinom zza żelazny kurtyny. Nie było wtedy oprysków – nie trulim się chemiom.

Jednygo słonecznego dnia pani zapowiedziała, że jutro idymy na pole pegeeru. Radocha nie z ty zimi! Bez lejów: pisanio, czytanio, liczynio słupków! Każdy nazorgował flaszke z naftom i do boju od samygo rana! Ścigalim się, kto ma więcej stonki zdechłej wew nafcie. Dla ogarów szucherno zabawa, a peegerowcy bez kiwnięcia pazurom mieli oczyszczóne pole zez podłych wylyngów!

Ciekawe, co by dziś godały te różne narwańce od ochróny przyrody? Łejejku, łejejku…

Kómu by się oberwało? Pani? Dzieciorom? Nafcie? Pyrom? PGR-owi? Cheba nie stónce!


Tym samym kontynuujemy cykl spotkań z gwarą wielkopolską, którą z zamiłowania poznaje i stara się w niej utrwalać swoje wspomnienia p. Maria Ciążyńska. Zapraszamy do lektury i jednocześnie komentowania - także w gwarze!

2 komentarzy

  • Link do komentarza a1rh- czwartek, 21 czerwca 2018 16:03 napisane przez a1rh-

    Jo chodziłym do ósymki na Tajwanie i do budy miołym kawoł drogi. Byłym małym gzubym, ale nikt mnie nie odprowodoł ani nie odwoził. Tośtać musiolym ze sobą cinżki tornister z dektury, chlebok ze śniodanim i wielgochne liczydło, com je dostoł łod gwiozdora. Nikt z nos ni mioł wtedy żadnych kómórek; były łone owszym ale na podwyrku i nazywały sie szopki, a wnich chowalim króle, czasym kury, gołymbie lub gulorze. Lubiołym, jak mama na śniodanie dawała dwie klapsztule po dwie sznytki chleba ze szmolcym i skwarkami, a do tygu kiszonygu łogura abo świżygu pomidora, to dopiro był cymes. Kole ósymki były tory ciuchci, a zaro za nimi mało górka i stawek. Zimom zjyżdżali my na ślizgowie w dybkach prosto do tygo stawku. Jak lód był cinki to robilim dindowe i nie jedyn roz, jak sie lód zarwoł, to unoralim sie aż do pasa. Kiejsiś latym chciołym z ty góry zjechać na liczydle, ale sie połamało, no i łociec musioł wymierzyć mi dyszczyplinom sprawiedliwość, za co jestym mu do dzisiej wdzińczny. My tyż, jak to Pani, co tutej tak ładnie po naszymu na blogu pisze, zbiralim stunke amerykanke. We flaszki lolim wode, nafte, lub bryntke. Przy tym zbiraniu, to my wincy psocili sie siksom, niż szukali tych stunek, a jak coś znależli, to sie psocilim kumu sie dało i stunka wrzucali albo siksom za jaczke, albo jakimuś kumplowi w hoje. Śmichu było co niemiara, tylko nauczycielka czasami zdzieliła po łepetynie i nikt nie lecioł ze skargą do rodziców, bo wtedy dopiro by smary dostoł za to, że sie nauczyciela nie sucho. Wtedy, to nie było taki gupizny jak dzisiej, że zaro rodzic leci ze skargom do dyrechtora łabo do Rzecznika Praw Dziecka. My byli wychowywani surowo, ale sprawiedliwie, jak człowiek dostoł po tyłku, to wiedzioł za co. Dzisiej naćpany tatuś łabo mamusia wali dzieciokiym ło podłoge, bo mo zwidy i uwożo, że gzuby powinna wychowywać szkoła, a nie łona i to jest tragedia wspołczesności.

  • Link do komentarza senior poniedziałek, 18 czerwca 2018 21:06 napisane przez senior

    Z tymi frytkami to trochę Pani poleciała do przodu. Bo nie były one popularne, szczególnie w rodzinach, skąd ta gwara pochodzi. Pojawiały się co prawda, ale w rodzinach drobnomieszczańskich, ale tam takiej gwary nie używano. Ale ogólnie dobrze się czyta i przypomina dawne czasy z jednym maleńkim zastrzeżeniem. Po co pisać fonetycznie Trzemeszno? Fakt, ze wymawiamy inaczej niż się pisze, ale to do gwary nie należy.
    No a tera moje spomnienie. Jak matka gotowała na obiad ajntopf, do tego skibki chleba, czasem zes smalcem, to było bez większy roboty, bo i statków do mycia nie było dużo.Nieraz my ten smalec posypali sznytlochem. Chichrali my sie tyż przy obiedzie, bo brachol jak tako glajda, zawsze rojbrował i potem była poruta.
    Pozdrawiam

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane