czwartek, 12 lipca 2018 18:00

Dawno, dawno tymu...

  Maria Ciążyńska
Młodzi gnieźnianie w trakcie parady (Żakinada?) - 1963 rok Młodzi gnieźnianie w trakcie parady (Żakinada?) - 1963 rok źródło: Fotopolska.pl - Archiwum rodzinne - Justyna Wajnikonis-Maciejewska. Autor zdjęcia: Stanisław Wajnikonis

Swojygu czasu po skończyniu podstawówy (za Gomuły „Tysiąc szkół na tysiąclecie”) moje kompele i jo zdawalim do Szesnachy. Dostalim sie, a potym 4 lata migły nom jak wew śpiku. Cheba tymu, że razym z klasom dźwigalim, wew pocie i łzach, tyn kaganek oświaty.

Nasza lania była w cyntrum, na Mieszka I, wew taki budzie z downych lat. Tu zaczynali wew 1863! I po co te Koszczeskiygu? Kómu to przeszkodzolo? Wiare mielim fajnom. Tero to z niej różne derektory, doktory, docynty i wew wogle. Jo tyż żodny sroce spod ogóna nie wypadłam, ale tak kochom tyn nasz wielgopolski język łojczysty, że ino tak moge blubrać.

Czasym z dziewuchami godomy, jak bylim młode siksy, kto nos uczył i takie tam.

Profesory byli prima - sort. Same szpece od różny wiedzy. Chłopy przychodzili do roboty wew dychtownych ancugach i krawatkach, kobiycka – w cwyterkach abo garzonkach zez kómisu, bo w innych składach nic porzundnygu nie uświadczyło sie, a o lompeksach nikt nie marzył. My, ucznioki, musielim być schludni. Chłopoki oblykali bluzy zez białym kołnierzykiym, mieli ochrympane kłaki, a dziewuchy – związane wew kite. Nosilim czorne i granatowe fartuchy, a gnietły sie te lompy jak diaski i były szyte ze ślizgiygu towaru. Żadnych porów! Dziywcze ni mogło lakierować pazurów, ani nie nosić pierścianków. Żodnych papci na korkach!

Już widze, jak te dzisiejsze salachy by brynczały, że nic ni można! My psioczylim, ale aby po cichu, żebym nie dostali od rodziców wew chacie wiksówy, że nie chcymy słuchać nauczycieli. Takom sztame óni czymali!

Co rano mielim fefry – bydzie en-de, czy ujdzie na sucho? Przed budom stojoł derektor i sprawdzał granatowe beretki i tarcze na rękawach, czy fest przyszyte.

Nojwiyncy sie cieszylim na imprezy: jesiyniom – wybiyrki pyrów w pegeerze, wiosnom – sadzynie lasu i żakinade. Pochodów piyrszomajowych celowo nie wymieniom. I tak był to dziyń wolny, a my sie sympilim na dni zez lejami, żeby nom przepodały. Już wolelim harować przy pyrach, a wew przerwach opowiadać se wyce i śrutować buły zez leberkom od pegeerowców. Do bułów kawa zbożowa przywożono wew kankach. To był dziyń!

Żakinada – takie zocjalistyczne świynto młodości. Cieszylim sie. Żylim w ty rzeczywistości! Wpływu nie mielim. No może ino to, że wew chacie słuchało sie Wolny Europy.

Na te okazje przebieralim sie, jak chcielim. Trzeba było lotoć i szukać lompów po ciotkach, babusiach, kuzajach, żeby jakoś wyglądać. W Składach były ino panie -ekszpedientki i nic wiyncy. A tu człowiek młody, wiync miał potrzeby.

Każdy gdzieś wymaroł coś du sie i szlim całym pochodym na Weneje, do amfiteatru. Dali nie pamiyntom, ale nie żeby zamgliło, bylim porzóndnom wiarom.

Pa maturze wszyscy sie rozpryślim w różne stróny. Teroz już zez siwymi kłakami i zmarszczkami opowiodomy se na spotkaniach, jak to było i tej…momy wrażynie, że nom życie sie cofło!

3 komentarzy

  • Link do komentarza Małgosia wtorek, 14 sierpnia 2018 22:47 napisane przez Małgosia

    Kochani, czytam te Wasze komentarze i zaśmiewam się do łez! Tak było naprawdę i nie ma tu żadnej przesady. To były czasy!Mimo szarości było wesoło. Język pasuje do epoki. Pozdrawiam wszystkich, u których budzą się wspomnienia i emocje z tamtych czasów.

  • Link do komentarza babcia czwartek, 12 lipca 2018 20:12 napisane przez babcia

    Oj było, było. Szkoły średnie nam podzielili jakiś czas potym na żeńską i męską. Do kitu taki podział. Dziewuchy i chłopoki osobno, jakby tych płci obu nie było. A do budy ani sie ubrać, ani wypindraczyć, bo dla kogo? Dla starych psorów? Raz na rok robili nam w garbarni zabawe, jasne, ze do kupy. Ale znowu, dziewuchy w białych bluzkach i granatowych spódnicach, a chłopoki w ubraniach. Siedzieć kazali osobno i gapić się na siebie. Dopiero jak orkiestra zagrała, to chłopaki mogli sunąć po upatrzoną dziewuchę. Żadnych nylonów na girach, żadnych koturnów, ino skromnie, jak z nowicjatu. Chłopoki krótko poobcinane. No ale jakoś porobiły się pary i niektóre do dziś som ze sobom, ale wzieli śluby, nie to, co teraz. Rewia mody to była w niedziele po kościele w ganizonowym. Kareją był obowiązkowy spacer w te i we wte, nawet po kilka razy. Dych były to czasy w deche i spominać można latami. Zaś w domu na obiad były pyry, karmunada, kapucha i legumina. A jak było ciepło, to całóm familiom jechali my ślepą Ulą do Jelonka .Rozkładali my sie na kocu, były skibki, gotowane jajka, a na miejscu matka kupowała oranżadę i czasem landrynki. To były czasy!

  • Link do komentarza wicek1 czwartek, 12 lipca 2018 19:51 napisane przez wicek1

    Nie wszystko za komuny było złe. Ale to była młodość ,Każdy z nas pamięta swoją.Bez względu jakie to były czasy.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane