wtorek, 14 sierpnia 2018 11:38

Coś na ząb

  Maria Ciążyńska
Coś na ząb źródło: Fotopolska

Tej, wiara, kto wie, co to były kanoldy? Kożden jeden gzub lubi śrutować klymy. Obojętnie jakie! Mogą być szkloki do cyckania, mogą być grylażowe, czekuladowe i wszystkie, aby ino słodkie.

Pamiyntom za dziecioka, jak wew sobote po południu szlim z rodzicami do Wedla – nikt nie godoł, że to fyrma 22 Lipca na pamiątke Manifestu zez Lublina. Wedel to Wedel – jak za sanacji.

Skład znajdował sie na Kareji. Była zatym okazja, żeby se machnąć rundke, poobglądać wystawy, poblubrać zez tymi, co mieli te same zainteresowanie w sobote po robocie.

Zaopatrzynie było fest. Wiadomo, za Gómuły wiara mało zarobiała, to nie wykupiła całygo towaru – tak było zaś później.

Jak weszlim, od razu po kluce uderzał zapach czekólady. W ogónku ździebko postojelim, ale było warto. Mamuchna brała mieszanke wedloskom, którą zwalim kogutem. Czekóladowe bonbony znajdowały sie w czerwónym pudełku z namalowanym kokotem. Mielim tam Bajeczne, Pierroty, Toledo, Tarragone, Chińskie, Paryskie, Duety – smaka nie z tej ziemi! Ino Miami nikt nie lubiał i sie zjadało je na samy końcu.

Czasem kupowalim czekólade Jedyną, abo takie mini, a jo zaś se zbiyrałam papiórki i bawiłam sie w skład. Mieli tyż dobry piernik zez pralinom. Obwinięty był wew brązowy cylofanik, który po sfutrowaniu zawartości, leżoł w mojej książce do budy, cięgiem pachnioł i robił smake.

Te kobiycka, co sprzedawały, były dychtownie obleczone w sukienki, a na kłakach miały wsuwkami przypięty biały paseczek korónki, niby że towar bez włosa. Zazdrościłam im roboty w tym interesie, bo sie mogły nawąchać do woli czekóladowygo towaru. Wąchanie bezpieczne, a przyjemność nie do opisania!

Patrzałam, jak ważą klymy, knypem hajtają trójkolorową galaretkę abo blok na wage. Potem słodkiej jedzy musiało starczyć na tydzień. Ale my, gzuby, mielim inny ulubiony słodki składzik. Pamiyntacie? Na Dąbrówki jedyn prywaciarz (nazwiska nie podom, bo nie wiem, czy zabrónione) mioł skład jak w Ameryce. Ślypia nom wyłaziły, jak widzielim różniste kolory i wzory lizawków, klymów, a nawet bejmów w pakłótku. Łejery! Do tego sklepowa sprzedawała obrazki zez łepkiem aniołyszka z blond abo ciemną ondulacją i skrzydełkami.

Inną stroną tych słodkich wspómnień jest to, że nie było futrowania bez hamulców! Jedyn szklok na dzień abo malutkie okieneczko czekóladki.

Nawet dobrze, że ograniczali mi dostęp do słodkiego. Przynajmniej nie musielim lotać do bormaszyny od kielochów, która chodziła jak lekomotywa pod górke, a meble w papie bolały jak diaski. Dzisiej patrze, jak ogary wtranżalają na jedno spunięcie całom tafelke i se myśle, że óne nie doceniają tego, co powinno być od święta! Szak nie?

Wyjaśniom:

1. Kanoldy – twarde, mleczne cukierki do cyckania.
2. Skład Kukli

2 komentarzy

  • Link do komentarza jacekfxsts piątek, 17 sierpnia 2018 21:09 napisane przez jacekfxsts

    Jednom zes tych wspaniałych pań była mojo ciocia zwana przez rodzinke „ciociom Wedlowom” :)) A tyn na Dombrówki , obok szewca to był Kukla :))

  • Link do komentarza Marek ZYGMUNT wtorek, 14 sierpnia 2018 23:44 napisane przez Marek ZYGMUNT

    Szak tak ! . Trójkolorowa galarytka była jak niebo w gębie.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane