wtorek, 21 sierpnia 2018 10:24

Biydnie, ale wesoło!

  Maria Ciążyńska
Biydnie, ale wesoło! zdjęcie z archiwum autorki

Tej, skrómnie sie kiedyś żyło. Niczego nie wyćpiło sie pryndzy na gymele, oż już sie nie nadawało do używanio. Trzeba było nicować, przerobiać, skłodać do kupy, abo oddawać do szpeca od naprowiania. Szewc mioł pełne łapy roboty i sie pare dni czekało, oż podzyluje papcie. Kupowało sie wilbre do pomalowanio i czewiki jak nowe! I tak naobkoło. Wew wszystkim sie oszczyndzało.

Jak mamuchna miała podarte nelony, to posyłała mie do taki istny, co robiła usługi wew podnoszyniu oczków. Te kobiycko siedziało u sie w chacie i machało hekiełkiem, żeby nitke podciągnąć zez powrotym do góry. Fajno fucha, taki warsztat nie wymagoł drogiygo sprzyntu: hekiełka, musztardówy i dobrych ślypiów, bo w puńczochach nitki cieńciejsze od kłaków. Zresztom od czego bryle?

Jo nelonów długo nie miałam. Chodziło sie w patentkach, bawełnianych, beżowych (raczy bez żadnygo koloru, a właściwie ściyry). Jak sie w nich uklękło, worki od kolańsków zostawały już na dłużej. W dodatku urządzenie podtrzymujące tyn interes nie było wew wogle ciekawe: gumowe żabki do zapinania gubiły sie, zastąpić je trzeba było guzikami abo drobnymi bejmami. Jednym słowym – utrapinie i ohyda! Chłoposzki tyż nosili takie coś do krótkich porów. Ale poruta!

Zaś potym ktoś wynalazł rajty dla dziecioków – elastyczne, modrakowe i czerwóne. W nich nie robiły sie balóny ani nie wisiały na giyrkach jak leberka wew flaku.

Składy pełne tego wynalazku nie były. Mamuchna lajsneła mi modrakowe. Miałam chętke na czerwóne, ale nie było co krzywić sznupy, bo można był dostać wiksówe na gołe purzyty. Sztucznego włókna nie uświadczało sie za wiele. Fierany były niciane. Utrapinie do pranio! Ciężkie, żółciejące i należało je krochmalić. Potym leciałam (zawsze gzub był na posyłki!) do takiej, co prężyła te firańska. Była to tyż taka fucha wew chacie. Jak to sie robiło, nie wiym, nie widziałam, ino zawsze leciałam po odbiór. Takom sztywnom, poskładanom fierane niesłam na łapie bez pół miasta.

Inne pranie nosiło sie do magli. Biołe lniane obrusy, płócienne poszwy, ściyrki do statorów nawijało sie na wałki i podkłodało sie pod te ciynżkom lekomotywe na korbe. Kobiycka naharowaly sie jak kunie. Nie miały czasu na pierdoły, ale i tak żyło sie wesoło. Czymu? Bo wszyscy mielim biyde i było raźniej wew takiej kupie ludu pracującego miast i wiochów!

2 komentarzy

  • Link do komentarza ppiotr poniedziałek, 27 sierpnia 2018 12:39 napisane przez ppiotr

    Do magla chodziłem koło św. Wawrzyńca.

  • Link do komentarza Andrzej wtorek, 21 sierpnia 2018 12:39 napisane przez Andrzej

    Dziękujemy za kolejny tekst. Wspomnienia z dzieciństwa bezcenne.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane