wtorek, 23 października 2018 17:20

Chowanie gzubów

  Maria Ciążyńska
Chowanie gzubów archiwum autorki

Kto jyżdżał w takim wóziku? Tu wew ty karadeji ja sobie manyguje. Była to drzewiana kista obtoczona plecianką. Ciężka jak diaski! Miała małe kółka i jak jechała, to bymbas czuł każdy kamlot na drodze. Dobrze, że tego nie pamiyntam. Plecianka służyła ozdobieniu, bo jakby była ino sama, to by mi odmarzły purzyty.

Zaś potym przesiadłam sie do szportki, a zaś na damke, ale do koszatki  na bagażniku. No i tyż musiały starczyć mi moje giyry.

Wew przedszkolu byłam jedyn dzień i szlus - nie podobało mi sie. Ale jak zaczyła sie szkoła, to już kuniec szportu - same obowiązki! Klucz na szyi, jyżdżanie w ścisku autobusym, lotanie na piechtę. Wpiyrw doglądali mnie sąsiedzi - fajno wiara z naszy klatki. Jak już wyszłam z chaty, leciałam po kompele do bloku przy Rozynfelda. Óna była na powrót po odprowadzyniu do przedszkola swojej siory i braszki. Zamietła chałupe i robiła śniadanie. Żeby nom było wesoło, włączała  Bambino i płyte „BAJO-Bongo”. Zjedlim skibki z margarynom i dżemem i lecielim na leje. Musielim zdążyć, bo bym dostali wiksówe, że zmudzilim za wiele czasu.

Nauka szła szybko, sznytki jeszcze szybciej. U nieboszczycy woźnej moglim se kupić herbate w musztardówie. Przerwy spędzalim na boisku, z tyłu koszarów. Po lejach przez park nazad do chaty. Czasym od razu gnalim na rele do św.Michała - przeszło sie parkiem do Walki Młodych kole Milicji i już salka przy kościele.

Druga moja kompela miyszkała na wygnajewie i mieli pole. Óna miała przerąbane, bo jak wracała do chaty, to nie mogła se lotać na podwyrku ani nawet odrobiać lejów ino szła wybiyrać pyry, buroki, ciąć zielóne, futrować proszczoki. Ta dopiero miała szkołe, ale …życia.

Kożdy jedyn gzub był na posyłki. Mnie posyłali do składziku po lewej strónie Rozynfelda. Zaś postawili pawilony naprzeciwko i sie mówiło „Ide do Karola”. Jedyn z tych pawilonów to był warzywniok. Nie oferowoł nic fajnygo - ino zapach zakurzonych pyrów i jakieś ogigle. Fajnie robiło sie we wrześniu, bo wtedy zez bratniej Bułgarii, co to należała do politycznygo bloku, przywozili słodziutkie winogronko i soczyste arbuzy (takie ichnie korbole).Ogónek sie zaroz uformowoł - każdy obywatel chciał spróbować, co tyż sojusznicy wyhodowali na darmowym słonyszku. Nie zawsze było mi w kluke lotanie na posyłki, jednak zaprotestować nie szło - gzub miał słuchać i szlus!

Zimą czasem rzucili pomerańcze zez bratniej Kuby. Cheba óne były pastewne: zielona, gruba jak na byku skóra, twardy miąższ. Stojało sie w ogónku - dobre i te pastewne.

Zabawków jak na lekarstwo! Prezynty ino od gwiazdora i to takie praktyczne: heklowana boba na zime, wełniane glazejki, paputki. Wózek do lalki sama zrobiłam z kartonika, kółka z korka, deczke uszyłam ze szmatków. Takie było życie gzubów - samodzielność, zaradność, odpowiedzialność.

No i wyroślim na ludzi - bez markowych lompów, bez wożynia autami, bez stalowania się „Co to ja nie jezdym”. Można? Można!

2 komentarzy

  • Link do komentarza Benedykt wtorek, 23 października 2018 20:48 napisane przez Benedykt

    Łezka się w" ślypiu krynci" jak się wspomni te czasy. Ale i wtedy byliśmy szczęśliwi i radośni. A ten lód Calipso na którego latem czekało się pod kioskiem przez kilka godzin. Ech to były nasze młodzieńcze lata,

  • Link do komentarza senior wtorek, 23 października 2018 19:05 napisane przez senior

    Te koszykowe wózki to był szał-ciał. Moda, na któron nie każdygo było stać. A jeszcze, jak tyn wózek miał kolor letko żółtawy, to był droższy i mozna było kareją z dzieciokiem szpacerować, żeby inni zazdrościli. Na dziecioku zawsze musiała być wykrochmalona deczka zes wstawkami. Pod tymi wstawkami był kolor - niebieski, jak był w wóziku chłopok, a różowy, jak we wózku była dziewucha. Jak była deszczowa pogoda, to na wózik zakładało się cyratke z takim celuloidowym okienkiem, żeby dzieciok widził troche świata. Te wóziki my nazywalim autka. A jeszczy zakladało się na te zapinki od cyratki takie gruchawki na gumie i dzieciok na nie patrzył i nie beczoł. No i troche nie zgodzom sie z autorką co do tegu, że une były twarde, bo przecie miały sprynżyny i to były całkiem gut resory. Można było przecie ziuziać dzieciokiem, jak kołyskom, szak tak?

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane