środa, 30 marca 2016 07:50

Uliczni grzesznicy

 
Uliczni grzesznicy archiwum autora

Nagłe otwarcie drzwi, wyjeżdżanie z zatoki bez kierunkowskazu czy zajeżdżanie drogi. Każdego dnia każdy grzeszy w swoim samochodzie.

Grzechy te w sumie nie są przeciwko kodeksowi drogowemu, ale ogólnie zasadom zachowania się na drodze. Takiej etykiecie, która powinna być znana każdemu przyszłemu kierowcy opuszczającemu po raz ostatni salę wykładową czy plac ćwiczeń, a która chyba wielu wylatuje drugim uchem. Nikt nie jest bez tego grzechu, jednak ilość przypadków zdarzających się każdego dnia może przyprawiać niektórych o słabość. Autor nie pisze tego jednak z perspektywy kierowcy, ale raczej użytkownika jednośladu napędzanego siłą własnych nóg.

Sprawa jest prosta, jak konstrukcja cepa. Liczmy, że w obu podanych przykładach jedzie się około 30-40 kilometrów na godzinę.

Przykład samochodowy – wtargnięcie pieszego kończy się ostrym hamowaniem i lekkim potrąceniem. Zajechanie drugim autem – być może będzie stuknięcie i trąbienie. Dodajmy do tego, że jadące, oświetlone auto widać z daleka w odbiciu lusterka bocznego czy tylnego, a z chodnika dodatkowo je dobrze słychać. Dlaczego to ostatnie jest ważne? Już za chwilę.

Przykład rowerowy – wtargnięcie kończy się albo gwałtownym wyminięciem i może nawet wywróceniem, albo potrąceniem. Zajechanie rowerowi autem skończy się upadkiem lub uderzeniem. Jeśli ktoś nie widzi roweru patrząc w lusterko, znaczy iż nie patrzy dokładnie – to nie wymaga sokolego wzroku. Roweru też nie słychać - jak się okazuje, właśnie „na słuch” piesi często wchodzą na przejścia. Niejednokrotnie bowiem zdarzyło się dać po hamulcach, gdyż ten czy inny #$%&! (no nie da się inaczej...), wchodzi na pasy w ogóle nie oglądając się na drogę. Gdyby to był samochód z ultracichym silnikiem - potrącenie gwarantowane. A że to rower, to jest zaskoczenie, wielkie oczy i brak zrozumienia dla drugiego użytkownika ruchu. Takim znanym przykładem są pasy przy wyjeździe z Zielonego Rynku w kierunku ul. Moniuszki – budynki narożnikowe stoją po około metr od krawędzi jezdni, a rozanieleni piesi idący chodnikiem w ciągu ul. Warszawskiej, często po prostu wbiegają na przejście zza winkla wprost przed maskę (tudzież kierownicę).

Ile razy zdarza się też, że kierowca stojący w zatoczce nagle, maksymalnie otwiera drzwi od samochodu, jakby chciał nabrać jak najwięcej powietrza do środka? W ten sposób nie jeden raz byłaby okazja, by sprawdzić, czy da się zmieścić nadjeżdżający rower na przednich siedzeniach auta. Inny przypadek to kierowca, który wyjeżdża z takiej samej zatoczki, w ogóle nie włączając kierunkowskazu. W tym przypadku zasada jest prosta, także dla pozostałych użytkowników ruchu – nie ustępować takiej osobie. Jeśli włącza migacz, to w imię „jazdy na suwak” oraz przyjętej grzeczności – warto wpuścić. Jeszcze lepsi są ci, którzy wyprzedzają prawidłowo jadącego rowerzystę tylko po to, by za 5-10 metrów skręcić w prawo, zajeżdżając gwałtownie tym samym drogę. Ryzykiem dla cyklisty jest też mijanie takich, którzy stawiają w zatoczce auto pod kątem, wystając pojazdem poza wyznaczoną linię lub krawężnik – odwieczne pytanie rowerzysty brzmi: czy auto jadące równolegle lub tuż za mną, nie wciśnie mnie w to wystające na jezdnię? I tak codziennie, na większości ulic głównie w centrum miasta.

Może kierowcy w Gnieźnie panują nad sytuacją? Raczej jednak w obrębie swojej kabiny samochodowej. Każdy z nas jest przecież święcie przekonany, że jeździ bezbłędnie. Nie chodzi tu też o to, że rowerzyści są bez winy, bo diabli biorą kiedy się widzi cudaków wywijających małymi „popisówkami” po chodnikach skacząc po nogach pieszym czy jeżdżących bez wymaganego oświetlenia po zmroku. Niektóre przepisy są przedpotopowe, ale najważniejsza w ruchu jest etykieta - "nie być ignorantem dla innych" tudzież "postawić się w sytuacji drugiego użytkownika ruchu". Są też i dobrzy kierowcy samochodów, jeżdżący nie tyle z przepisami, co robiący chociażby miejsce z prawej strony pomiędzy autem a chodnikiem, by rowerzysta mógł przejechać bokiem. Na złą opinię zarówno jednych, jak i drugich, pracuje bliżej nieokreślone grono przedstawicieli, którzy w nosie mają zasady, a także będą mieli w #$%^& takie apele. Później tylko przychodzi płacz, złamania czy SOR i oby nie spotkało to niewinnej osoby.

5 komentarzy

  • Link do komentarza Ja_jestem wtorek, 03 maja 2016 08:17 napisane przez Ja_jestem

    https://www.youtube.com/watch?v=xp1B04G_6Pc

  • Link do komentarza Ja_jestem wtorek, 03 maja 2016 07:57 napisane przez Ja_jestem

    Tyle naszego co sobie popiszemy. Dopóki szanowna policja nie zainteresuje się obecną sytuacją, jaka panuje w mieście, a szczerze mówiąc, to jest nie najlepiej, dopóty będą nagminnie łamana przepisy o ruchu drogowym. Zresztą czego można oczekiwać od policji, kiedy oni sami łamią przepisy? Od chociażby — policjant będący na służbie i dokonujący rutynowego przejazdu przez miasto ma prawo do wjeżdżania w ul, ze znakiem zakazu wjazdu? Przecież nie jest w tak zwanej akcji natychmiastowego reagowania.

    Zresztą po jakie licho jeździć po ulicach samochodem i pakować się pod zakaz, kiedy równie dobrze robić powinny to piesze patrole. Czegoś takiego już chyba nie ma.

  • Link do komentarza kierowca piątek, 01 kwietnia 2016 21:56 napisane przez kierowca

    Ale też należy zwrócić uwagę rowerzystom, żeby przestrzegali przepisów, bo wielu z nich notorycznie przejeżdża na zebrach rowerami.

  • Link do komentarza stary wyga szos środa, 30 marca 2016 12:52 napisane przez stary wyga szos

    Robi się ciepło i na ulice wyjeżdżają niedzielni kierowcy w swoich krążownikach szos kupionych za grosze od piątego właściciela. Jedzie to to tym swoim wypucowanym cackiem i nie wie, czy za chwilę nie wysiądzie mu hamulec, sprzęgło, czy migacze ma sprawne, czy pedały są na swoim miejscu. On nawet nie odróżnia pedału gazu od sprzęgła czy hamulca. Więc nawet rowerzyści muszą być czujni i uważać na takie okazy, bo oni nawet nie wiedzą, że nie wolno im jechać po kontrpasie! Taki jeździ również często pod prąd (wczoraj np. wyjeżdżał taki z Chociszewskiego w Wyszyńskiego!), taki to zaparkuje swój pojazd prawie na skrzyżowaniu albo na ścieżce rowerowej.

  • Link do komentarza pierożek środa, 30 marca 2016 08:26 napisane przez pierożek

    jesli chodzi o nie - używanie, bądź zbyt późne użycie /po wejściu w zakręt!/ kierunkowskazów to grzech ciężki!! jedzie taki niedzielny kierowca, król szos, powoli i nie wiesz - wyprzedzić go, czy nie; widać że na całej np. długości nie ma wolnych miejsc, a on czołga się i nie wiadomo, czy będzie chciał skręcić, a może zaparkować, a może się zatrzyma by kogoś wysadzić, nagle stanie na środku pasa - bo .... kogoś zauważa na chodniku i woła by zabrać.... akcja kierunkowskaz - czy raczej niechęć do jego używania powinna już dawno zaistnieć w akcjach policyjnych, ale pewno zaistnieje dopiero jak ktoś zrobi krzywdę jakiemuś ambitnemu policjantowi!!

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane