Jesteś tutaj:Kultura „Konflikt, który nadal trwa”
wtorek, 23 maja 2017 15:28

„Konflikt, który nadal trwa”

 
Andrij Portnow Andrij Portnow fot. Magdalena Wardęcka

Festiwal Kultur Wschodniosłowiańskich, to wydarzenie, które ma podkreślać, że nasz kraj, a w tym także Gniezno, staje się wielokulturowe. Warto nawzajem poznać swoje tradycje.

Festiwalu Kultur Wschodniosłowiańskich został zainicjowany przez Instytut Kultury Europejskiej i Miejski Ośrodek Kultury, by przybliżyć tradycję, historię, kulturę osób z Rosji i Ukrainy, których w samym Gnieźnie jest coraz więcej. Pierwszy dzień festiwalu miał miejsce 18 maja i w murach IKE swoje zdolności rękodzielnicze, muzyczne i taneczne oraz fotograficzne, zaprezentowali studenci, którzy do Gniezna przyjechali kształcić się właśnie ze Wschodu.

Wtedy też swój wykład na temat „Dekomunizacji w Państwach post-komunistycznych. Ukraina w perspektywie porównawczej” dał Andrij Portnow, ukraiński historyk i badacz. – Miałam zaszczyt prowadzić dyskusję z drem Andrijem Portnowem. Jest to postać wybitna jeśli chodzi o badania nad Ukrainą, mimo że jest to osoba młodego pokolenia. Dr Portnow ma w ogóle szerokie zainteresowania humanistyczne, bo zaczynają się od antyku, od typowej historii. Wykładał w wielu ważnych uniwersytetach: Cambridge, w Helsinkach, Trewirze, w Paryżu. Obecnie zawodowo jest związany z Uniwersytetem Humboldta w Berlinie, gdzie prowadzi zajęcia. Pracował także w Centrum Badań nad Holocaustem i Ludobójstwem w Amsterdamie. W latach 2006-2010 był redaktorem naczelnym „Ukrainy Moderny”, a to jest naprawdę ważne kulturo i opiniotwórcze czasopismo na Ukrainie – mówiła dr Katarzyna Jędraszczyk z Instytutu Kultury Europejskiej w Gnieźnie.

Ukraina to miejsce wciąż niespokojne. O jej specyfice, historii i teraźniejszej sytuacji opowiadał Andrij Portnow podczas swego wykładu w IKE. – Chcę spróbować trochę porównać to co dzieje się na Ukrainie teraz, bo to nie jest koniec procesu, on trwa – z tym co możemy zaobserwować na Litwie, Białorusi, a nawet w Polsce. Ja bym powiedział, że w każdym z tych krajów mamy mniej lub bardziej specyficzną sytuację i specyfika Ukrainy w każdym razie będzie od razu polegała na tym, że to jest duży kraj, gdzie ta pamięć o czasach radzieckich, o czasach komunizmu, jest do pewnego stopnia regionalnie zabarwiona. To jest też kraj, w której ilość pomników komunizmu, obiektów, czy ulic jest nieporównywalna do tego, co było w Litwie, czy w Polsce. Mamy też kontekst wojny, to jest coś czego jednak nie było ani w Polsce, czy Białorusi. Wydaje mi się, że ten konflikt, która trwa, jest chyba najważniejszy do tego, aby zrozumieć co się dzieje z tak zwaną dekomunizacją na Ukrainie – mówił dr Portnow, który z sytuacji tej wyciągnął następujące wnioski. - Moim zdaniem dzieje się tak, że ludzie, którzy to prowadzą politykę w rządzie ukraińskim, próbują - inna kwestia, czym im się to uda - zaproponować taką nową linię podziału symbolicznego pomiędzy Ukrainą a Rosją. Ta linia miałaby przebiegać tam, gdzie z jednej strony zaczynają się, a z drugiej strony kończą się pomniki Lenina. Założenie jest takie - jak mamy pomniki Lenina, to jesteśmy jeszcze w Rosji, tak jest np. w Woroneżu, czy w Białogrodzie, ale jak przekraczamy granicę np. w Charkowie, to tam już pomników Lenina nie ma.

Jak mówił prelegent, temat ten nie jest zamknięty. Opowiedział także o Krymie, jego sprawie i znaczeniu. – Ten temat nie jest zamknięty, tylko odłożony. W tych ustawach przyjętych na Ukrainie, ten Krym cały czas się pojawia, np. jest specjalny dokument, on został zatwierdzony przez Radę Najwyższą, który daje nowe nazwy miejscowościom krymskim, zamiast tych radzieckich. Każdy rozumie, że teraz ta ustawa jest nie do wykonania, bo rząd ukraiński nie ma po prostu kontroli nad tym półwyspem, ale jednak na poziomie przynajmniej polityki symbolicznej te nowy nazwy już są. Założenie jest takie, że w tej chwili na Krymie kontroli nie ma, ale kiedy on wróci, to wtedy te nazwy będą zastosowane. Zdajemy sobie sprawę, że to nie będzie ani jutro, ani pojutrze, ale przynajmniej w założeniu ideologów tej polityki, nawet Krym też jest włączony w taką logikę symbolicznej zmiany na Ukrainie – dodał.

Dodał także, że na Krymie pomniki Lenina stoją i każdy kto przekracza linię tego zbrojnego, wojskowego rozgraniczenia pomiędzy stroną Ukraińską, a Doniecką, to też zobaczy w tych miejscowościach Donbasu po stronie Ukraińskiej, że już nie ma tam pomników komunizmu, a po drugiej stronie w Doniecku one są: – Faktycznie, mamy sytuację, której nie było jeszcze dwa lata temu, kiedy to Lenin jest takim głównym identyfikatorem,  czy jesteśmy na Ukrainie, czy już nie. To jest efekt tej polityki, czy dobrej, czy złej, niech już każdy sam się zastanawia, ale to jest faktycznie coś co się stało, w ciągu tych ostatnich dwóch lat – podsumował.

Przypominamy, że kolejny dzień Festiwalu Kultury Wschodniosłowiańskich odbędzie się w najbliższą sobotę 27 maja w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie.  
 

1 komentarz

  • Link do komentarza Myślnik wtorek, 23 maja 2017 22:39 napisane przez Myślnik

    Gniezno NIE STAJE SIĘ WIELOKULTUROWE. Gniezno gości przedstawicieli tej samej kultury, ale innego narodu. Samo w sobie jest jednokulturowe i to wcale nie jest złe :)

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Ostatnio dodane