Jesteś tutaj:Kultura Tragiczna historia „Dziekanki” ukazana w książce
środa, 23 listopada 2016 11:30

Tragiczna historia „Dziekanki” ukazana w książce

 
Tragiczna historia „Dziekanki” ukazana w książce archiwum redakcji

Tiegenhof – taką nazwę w czasie II wojny światowej nosił Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych „Dziekanka”, którego historia z tych czasów została przedstawiona w książce „Bezużyteczni”.

Publikacja „Bezużyteczni. Studia nad losami chorych i upośledzonych psychicznie w okresie rządów nazistowskich” to efekt kilkuletniej pracy, wykonanej przez doktorów i profesorów Instytutu Kultury Europejskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Mieszkańcy miasta będą mieli szansę uczestniczyć w spotkaniu, które odbędzie się w środę 23 listopada o godzinie 18:00, na którym prelegentki przedstawią makabryczne zdarzenia, jakie w czasach nazistowskiej okupacji działy się w Tiegenhof, czyli dzisiejszej „Dziekance”. – Książka jest pokłosiem projektu, który realizowałam ze swoimi współpracowniczkami i współpracownikami, a który został w pełni sfinansowany przez polsko-niemiecką fundację na rzecz nauki. Publikacja dotyczy tego, co się działo w szpitalach psychiatrycznych na terenie Kraju Warty w czasie II wojny światowej. Dziekanka, nazywana wtedy Tiegenhof, była jednym z kilku ośrodków, który działał do końca II wojny światowej i w którym dokonywano pseudoeutanazji, czyli po prostu w tych budynkach mordowano ludzi. Niby jest to znana historia, ale tak naprawdę wciąż pomijana - mówiła prof. Grażyna Gajewska, jedna z autorek publikacji.

Publikacja dzieli się na dwie części: Pierwsza dotyczy tego, jak to było w Europie Zachodniej. Ta akcja, której dokonali naziści, nazywała się „T4” od adresu centrali w Berlinie. Jej celem było stworzenie sześciu ośrodków w Niemczech, które zostały przeznaczone do tego, by przewozić tam chorych psychicznie oraz takie, które uważane są za niewłaściwe w społeczeństwie niemieckim. Tam mordowano ludzi, a w ten sposób zginęło 70 tysięcy osób. Były też inne ośrodki, które hitlerowcy utworzyli w Kraju Warty, m.in. był to ośrodek w Gnieźnie, w którym mordowano ludzi, jednak były ku temu nieco inne przesłanki. Tu nie chodziło o oczyszczenie rasy aryjskiej, tylko po pierwsze o to, by przejąć majątek szpitalny oraz by stworzyć warunki do tego, by powstał tu szpital do celów wojskowych. Później natomiast chodziło o to, by eliminować wszystkie osoby, które uważano za niepożądane w społeczeństwie – mówiła prof. Grażyna Gajewska  i dodaje – Chyba niewiele osób wie, że w Gnieźnie był także oddział dziecięcy, bodajże największy w Kraju Warty. Tutaj przywożono dzieci w wieku od 4 do 14 lat i także je tu mordowano. Były to dzieci z Prus Wschodnich, ale także rodowici Polacy.


Autorzy publikacji przybliżają w niej historię szpitala i makabrycznych praktyk, jakie się w nim odbywały. Autorom z IKE udało się także dotrzeć do historii jednej, udokumentowanej ucieczki pacjenta z „Tiegenhof”, którą po latach odkrył wnuk tej osoby. – Zgłosiła się do nas osoba z Niemiec, która przywiozła do nas listy i wiersze swojego dziadka, który trafił z Niemiec do Tiegenhof. Został w nim osadzony za alkoholizm i miał zostać za to zamordowany. Dało mu się uciec, ale zanim to zrobił, napisał kilka listów i wierszy. Ten wnuk nie wiedział, że taka historia w jego rodzinie miała miejsce. To był temat tabu. Dopiero po śmierci swego dziadka, przeglądając jego rzeczy, trafił na dokumenty, które potwierdzały, że był w kilku szpitalach psychiatrycznych, m.in. w Gnieźnie. Dzięki temu mogliśmy my odtworzyć jeden z życiorysów – mówiła.

Publikacja jest bogata nie tylko w historię, a także liczne ilustracje. Jak twierdzą autorzy, nie będzie to łatwa lektura, ze względu na trudny i smutny temat. W zakładzie umieszczano nie tylko osoby chore psychiczne. Trafiali tam niepełnosprawni, alkoholicy, osoby z niepokojącymi objawami, a nawet gruźlicy. Wszyscy oni według nazistów byli nieprzydatni dla społeczeństwa, dlatego musieli zostać zlikwidowani. - W powszechnej opinii funkcjonuje takie wyobrażenie, że ktoś odgórnie wydał decyzję, aby tego typu zdarzenia miały miejsce. Otóż nie, w okresie międzywojennym w Niemczech co chwilę zmieniano prawo, wydawana okólniki, które miało przygotować tę akcję. Wydano także taki, który nakazywał pielęgniarkom zgłaszanie dzieci, które rodziły się z różnymi niedowładami. Te dzieci miały być rejestrowane, by potem można było je umieszczać w zakładach i mordować. Wydawano kolejne edykty, co spowodowało, że nikt z osób, które brały w tym udział nie czuł się odpowiedzialny, bo przecież każdy działał zgodnie z prawem. Podkreślają to zeznania pielęgniarek i lekarzy, którzy nie mieli poczucia winy. Akcja „T4”, która pochłonęła ponad 70 tys. istnień, była według tego zgodna z prawem, bo takie zostało ustalone. Niestety też było na to duże przyzwolenie społeczne. W Niemczech rosła coraz większa obsesja dotycząca silnego narodu i jego obywateli. Rodziny wstydziły się takich osób w swoim gronie. Prof. Maria Tomczak, która będzie ze mną na tym spotkaniu, dotarła do informacji, że w 1933 roku w Niemczech wysyłano ankiety  do rodzin, w których były osoby umysłowo chore. Ludzi niestety nie byli do końca przeciwni temu, by takie osoby zabijać – mówiła współautorka publikacji.

Profesor Grażyna Gajewska podkreślała, że takie zakłady, również ten w Gnieźnie, były obozami zagłady. To m.in. tu przeprowadzano pierwsze eksperymenty i wymyślało różne metody mordowania ludzi. To także tutaj dokonywano kremacji zwłok. 

To tylko część z tragicznych historii II wojny światowej, które działy się m.in. w Gnieźnie. W środę 23 listopada o godzinie 18:00 zapraszamy do Miejskiego Ośrodka Kultury, w którym to prof. Grażyna Gajewska i prof. Maria Tomczak w szerszy sposób opowiedzą o historii „Tiegenhof”. Wtedy też będzie możliwość zakupienia książki „Bezużyteczni. Studia nad losami chorych i upośledzonych psychicznie w okresie rządów nazistowskich”.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane