sobota, 22 lipca 2017 19:45

Dzień, w który miasto odetchnęło

 
Dzień, w który miasto odetchnęło fot. Rafał Wichniewicz

Była najdłużej budowaną inwestycją drogową w historii Gniezna. Powstawała praktycznie 30 lat i dziś nie wyobrażamy sobie bez niej naszego miasta.

Święto 22 Lipca, wyparte na skutek zmian politycznych po 1989 roku, przez lata skutecznie wrosło w świadomość pokoleń Polaków, dorastających i żyjących w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Oficjalnie nazywany Narodowym Świętem Odrodzenia Polski, przez ponad 40 lat było jednym z najważniejszych świąt PRL, czczącym podwaliny powstania państwa całkowicie zależnego od sowieckiego sąsiada ze Wschodu. Poza tradycyjnymi wiecami, 22 lipca był dniem, w który to otwierano oficjalnie wiele inwestycji (często niedokończonych) i zamykano zadania, podejmowane przez różne zakłady pracy czy społeczeństwo. Nie inaczej było w Gnieźnie.

Projekt na lata

22 Lipca 1984 roku, a więc 33 lata temu, oficjalnie oddano do użytku dzisiejszą Trasę Zjazdu Gnieźnieńskiego. Wyjątkowa, jak na gnieźnieńskie warunki, inżynieryjna konstrukcja w postaci śródmiejskiej obwodnicy, była śmiałym zamysłem, który narodził się w 1976 roku. Szkic całej inwestycji powstał ciągu niespełna półtora roku w Biurze Projektowym Budownictwa Komunalnego w Poznaniu. Przewidywała ona zrealizowanie dwujezdniowej trasy, po dwa pasy ruchu w każdą stronę, której zadaniem było ominięcie ścisłego centrum miasta.


Obwodnica na kilka dni przed otwarciem

Już w 1978 roku ukończono odcinek ul. Poznańskiej od granic miasta do skrzyżowania z dzisiejszą ul. Kostrzewskiego, a w roku kolejnym pobudowano czteropasmową drogę do skrzyżowania z ul. Kłeckoską. W przypadku projektowania obu odcinków, nikt nie patrzył na to, że trasa przebiegać ma przez czyjś dom lub działkę. Odwołano się do wywłaszczenia, w wyniku czego wyburzono tzw. Kcyńską Łatę, a więc kamienice i domy stojące przy skrzyżowaniu ul. Kłeckoskiej, Łaskiego, Poznańskiej i Powstańców Wielkopolskich. Wówczas też usunięto sporej wielkości skarpę, na której znajdowała się nieistniejąca już ulica św. Piotra, prowadząca do bramy cmentarnej. Ponadto jezdnię zaprojektowano i pobudowano na terenie przydomowych ogrodów – dziś jest to widoczne m.in. na wysokości szpitala Dziekanka, gdzie około półtora metra dzieli okna mieszkań od przejeżdżających ciężarówek. 

Najbardziej karkołomny etap prac dotyczył budowy estakady omijającej centrum miasta. Prace rozpoczęły się niemal od razu po ukończeniu drugiej części drogi i trwały do 1984 roku, z wieloma problemami, takimi jak występujący torfowy grunt i zapadanie się ukończonych elementów konstrukcji. W efekcie otwarcie trasy trzeba było kilkukrotnie odkładać. Dość jeszcze, że trzeba było... przenieść fragment cmentarza św. Krzyża. Ekshumacji 138 grobów dokonano jeszcze w 1978 roku, a szczątki zostały złożone na nowej części nekropolii, położonej bliżej ul. Wodnej. Tam też, na środku tej części cmentarza, ustawiono żelazny krzyż, który przez wiele lat stał na skrzyżowaniu ul. Świętokrzyskiej, Żuławy i Rybnej.

 

Problemy

Trudno dziś powiedzieć, czy w ogóle zdawano sobie sprawę z tego, w jakim miejscu zaprojektowano drogę. Wielu, którzy znają śmiałe inwestycje przeprowadzone w okresie PRL-u wie, że często nie miało to jednak żadnego znaczenia. Tymczasem do XVIII wieku, większą część obszaru, na której zaplanowano budowę wiaduktów, zajmowało Jezioro Święte. Choć od kilku wieków było już wyschnięte, wciąż „funkcjonowało” w tym miejscu, w postaci wysokiej wody gruntowej oraz licznych bagien. Decyzja jednak zapadła, a konstruktorzy postanowili umocować słupy nośne na fundamentach, które wchodziły w grunt na głębokość 25 metrów. To jednak nie wszędzie wystarczyło.

W 1982 roku, kiedy część estakady była gotowa, nagle zaczęła się ona zapadać na pewnym odcinku. Sygnałem, że w tym miejscu dzieje się coś niedobrego, było to iż... zaczął pękać asfalt, który został już położony na tym odcinku drogi. Nie pomogły więc setki wywrotek żwiru, przywiezionych w to miejsce przed rozpoczęciem prac – warstwy torfu pod ziemią zapadły się o prawie dwa metry! Na miejsce wezwano naukowców, którzy badali dokładne przyczyny i kierunek osiadania gruntu. W efekcie wszystko przesunęło się w czasie, konstrukcje wymagały korekt i przebudowy, ale ostatecznie drogę oddano do użytku 22 lipca 1984 roku, przenosząc tym samym tranzyt z centrum miasta, poza śródmieście. W grudniu tego samego roku, uroczystym aktem Miejskiej Rady Narodowej, nadano jej nazwę Trasy 40-lecia PRL.


Uroczystość z okazji otwarcia obwodnicy, odbywająca się w rejonie skrzyżowania z ul. Poznańską.

Pośpiech przy oddaniu inwestycji, a także pewna ignorancja trwająca miesiącami sprawiły iż "ścięty" fragment zbocza z cmentarza św. Krzyża zaczął się osuwać, a na wierzchu pojawiły się szczątki ludzkie wysypujące się na ulicę przebiegającą przy trasie. Dopiero w 1985 roku wymurowano nowe ogrodzenia dla posesji, które zmieniły swój układ z powodu budowy drogi - zarówno po stronie szpitala, jak i cmentarza, wybudowano takie samo ogrodzenie.

Kontynuacja

Dalsze działania, zmierzające do budowy kolejnych odcinków obwodnicy, stanęły w miejscu. Na przeszkodzie, poza warunkami geologicznymi, były przede wszystkim... pieniądze i kryzys gospodarczy lat 80. Co prawda jeszcze w 1983 roku rozpoczęto budowę estakady na dzielnicę Winiary – dzisiejszy Wiadukt Solidarności, ale trwała ona kilka lat – wschodnią nitkę otwarto w 1986 roku, a zachodnią w 1987. W rok później wybudowano jeszcze przejście podziemne pod przyszłą trasę, jednak na tym prace ostatecznie wstrzymano, wykonując jeszcze tylko miejscową niwelację terenu.


Budowa wiaduktu w kierunku Winiar - 1983 rok.

Niewielkie prace realizowano już w 1993 roku, jednak w międzyczasie wciąż trwało wykupywanie gruntów pod przyszłą jezdnię - zlikwidowano m.in. fragment Rodzinnych Ogródków Działkowych przy ul. Orcholskiej. Budowa z impetem ruszyła ponownie w 1995 roku, by oddać ją do użytku w 1997 roku - wówczas od ruchu tranzytowego odetchnęły przede wszystkim Winiary. Przez te kilkadziesiąt lat, estakadę nad dawnym jeziorem Świętym kilka razy remontowano i przebudowywano - ostatnio kilka lat temu, kiedy to wzmocniono filary trzymające całą konstrukcję.

W 2003 roku rozpoczęto jeszcze ostatni etap obwodnicy miasta – wykonano kilkukilometrową odnogę trasy w kierunku Jankowa Dolnego, którą oficjalnie otwarto w listopadzie 2005 roku, odciążając tym samym ul. Roosevelta oraz Żwirki i Wigury. Ostatnim aktem w tej historii, była dokonana również w 2005 roku zmiana nazwy Trasy 40-lecia PRL na Trasę Zjazdu Gnieźnieńskiego.
 


Artykuł opublikowany po raz pierwszy 22 lipca 2015 roku
Zdjęcia pochodzą z tygodnika społeczno-informacyjnego Przemiany Ziemi Gnieźnieńskiej z 1984 roku, nr 30, 31. Autor niepodpisany.

12 komentarzy

  • Link do komentarza humanista wtorek, 25 lipca 2017 09:25 napisane przez humanista

    Pytanie do malkontentów; z czego Pan/Pani byliście zadowoleni? Czy to w ogóle w Waszym przypadku możliwe? Proszę wyjść na słońce.

  • Link do komentarza emeryt poniedziałek, 24 lipca 2017 21:58 napisane przez emeryt

    Bardzo dobrze że przypomniano ten artykuł sprzed dwóch lat bowiem od tego czasu nastąpiła zmiana wprawdzie jeszcze nie rewolucyjna,ale istotna i związana z wyłączeniem z ruchu na tej obwodnicy pojazdów z trasy Poznań-Bydgoszcz.

  • Link do komentarza Redakcja Gniezno24.com sobota, 22 lipca 2017 22:12 napisane przez Redakcja Gniezno24.com

    Pod tekstem jest odpowiednia adnotacja, która to wyjaśnia. Co pewien czas staramy się przypominać o wydarzeniach, o których kiedyś już napisaliśmy.

  • Link do komentarza bzyk sobota, 22 lipca 2017 21:59 napisane przez bzyk

    czegoś nie rozumiem. Artykuł o obwodnicy dodany 22.07.2017 a komentarze z 2015 roku. Jakaś podróż w czasie?

  • Link do komentarza kibolo niedziela, 26 lipca 2015 10:24 napisane przez kibolo

    Źle to pobudowano!!!To dobrze?

  • Link do komentarza mieszkaniec czwartek, 23 lipca 2015 12:46 napisane przez mieszkaniec

    Panie "janiewiem" pewnie, ze dobrze, że w ogóle pobudowano, ale u nas w Polsce nikt, takze nasze kolejne gnieźnieńskie władze nie myśla perspektywicznie. Byle na dziś, na teraz, na obecna kadencję, byle się wykazać i być wybranym na kolejną. A taka perspektywiczna inwestycja, obojętnie jakiego rodzaju, jest mało wizerunkowa i trwa niestety dłużej, niz kadencja, zatem wyborcy nie mieliby czego i kogo podziwać. więc robi się bez przerwy jakieś erzace/ Ale, gdyby wybierano prawdziwych meżów stanu, to byłoby całkiem inaczej. A kogo wybieramy? Sami dajcie sobie odpowiedź. Leżaki, piasek na Rynku to szczyt dotychczasowych osiągnięć.

  • Link do komentarza janiewiem czwartek, 23 lipca 2015 08:58 napisane przez janiewiem

    Dobrze to czy źle, że to pobudowano?

  • Link do komentarza senior środa, 22 lipca 2015 16:35 napisane przez senior

    Miasto pod wiaduktem przy cmentarzu dawno powinno zorganizować parking, bo przyjezdni na pogrzeb nie mają gdzie postawić samochodu. Jakoś nikt o tym nie myśli. A co do budynków zwanych szumnie Ogrodami św. Jana czy jakoś, to się dziwię, że tam jeszcze się nie zarwało i nie pozapadało, bo pamiętam, ze tam były mokradła jeszcze kilkanaście lat temu i na pewno ziemia przez ten krótki czas się samoistnie nie utwardziła.

  • Link do komentarza kierowca środa, 22 lipca 2015 14:57 napisane przez kierowca

    część obwodnicy znowu była naprawiana kolejny już raz bodajże w zeszłym roku czy też już 2 lata temu, a wiadukt przy wjeździe z Żuław, Rybnej nie dość że drastycznie obniżono, to jeszcze do dziś na dziko funkcjonuje tam dziki parking i "podręczne" miejsce do porzucania śmieci..

  • Link do komentarza Żuławianin środa, 22 lipca 2015 14:00 napisane przez Żuławianin

    Woda do dzisiaj stoi w tym miejscu, wystarczy niewielki deszzcz. Zresztą, kawałek dalej przy nowym bloku mieszkalnym woda po ostatnich opadach zalała nawet parking

  • Link do komentarza kierowca środa, 22 lipca 2015 11:54 napisane przez kierowca

    Trasa zapadała się w pewnych miejscach, to fakt, ale groźniejsze były drgania, które miały wpływ na obiekt katedralny. Pamiętam. że w katedrze ustawiono jakąś aparaturę, która mierzyła drgania. Podobno te drgania powodowały kolejne ruchy geologiczne, które mogłyby zagrozić obiektowi kościelnemu. Jak to wszystko się skończyło trudno powiedzieć, fakt, ze katedra jakoś stoi do dzsiaj i czy jest zagrożona trudno powiedzieć.. Masakrę natomiast przeżywają mieszkańcy ulicy Żabiej, którym wielokrotnie odmówiono w sposób impertynencki ustawienia ekranów. Tak to jest w tej Polsce, że ekrany kilometrami są ustawiane w miejscach, gdzie nie ma w ogóle siedlisk (pola, lasy), a tam, gdzie potrzeba i ludzie proszą, to władza ma to wszystko gdzieś.

  • Link do komentarza cegła środa, 22 lipca 2015 11:24 napisane przez cegła

    za komuny nikt się nie przejmował, kędy droga pójdzie, a teraz nowe prawo budowlane też pozwala by sąsiad się wybudował bez pozwoleń, zanim cokolwiek wstrzymam - chatka będzie stała i tylko jemu przyjdzie zalegalizować samowolę .... ot taką komunę mamy teraz...

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Ostatnio dodane