Jesteś tutaj:Sport Kolejny sukces polskich motoparalotniarzy
poniedziałek, 14 maja 2018 08:33

Kolejny sukces polskich motoparalotniarzy

  mnopr
Kolejny sukces polskich motoparalotniarzy zdjęcie nadesłane

Gnieźnieńskie Stowarzyszenie Sportów Lotniczych im. Ludwika Szajdy wziął udział w X Motoparalotniowych Mistrzostwach Świata, które odbywały się w Tajlandii.

Organizację reprezentowały trzy załogi dwuosobowe w klasie PL 2: Marek Barczyński - pilot z nawigatorem Violettą Bara, Daniel Walkowiak – pilot z nawigatorem Michałem Perkowskim oraz Tomasz Krotecki z nawigatorem Eweliną Krotecką. 

Na zawodach w sumie 15 państw wystawiło swoich reprezentantów, których było 102. Tak jak pisał trener Adam Paska, zmagania były bardzo trudne i wymagały od pilotów dużej koncentracji,a od nawigatorów dużej precyzji i dokładności. Miejsce startu było na dnie osuszonego terenu zalewowego, który po ulewnych deszczach (a właśnie w trakcie trwania zawodów zaczęła się pora deszczowa) zamieniał się w grzęzawisko z pułapkami – kałużami ukrytymi pod trawą.

Na lądowisku uczestnicy byli już gotowi od godziny 6 rano. Po odprawie i przygotowaniu konkurencji zaczęły się zawody. Pierwszą konkurencją był czysty start, a zaraz po nim slalom „podwójną ósemką” nad wodą z obowiązkowym dotknięciem pięć razy dwu metrowej tyczki stojącej pomiędzy dmuchanymi pylonami w odległości 100 m od siebie. Konkurencja wydawała się prosta, jednak nie wszyscy ją ukończyli ze względu na wodowanie lub pomylenie trasy. Należy zaznaczyć iż organizatorzy zabezpieczyli akwen na którym pływały motorówki i skutery wodne z przygotowanymi nurkami. Przed samymi zawodami wszyscy zawodnicy przeszli szkolenie w basenie gdzie byli przygotowywani do akcji ratunkowej po wodowaniu. 

W pierwszym dniu rozegrano też trzecią konkurencję, która miała charakter nawigacyjny i polegała na odnalezieniu jak największej ilości zaznaczonych punktów na mapie w czasie 45 minut. Dnia drugiego od rana przygotowano konkurencję techniczną polegającą na wylądowaniu w deku po dotknięciu 2 metrowej tyczki, położeniu skrzydła na ziemi i ponownym starcie z dotknięciem drugiej tyczki w odległości 100 m od pierwszej. Całkowity czas na to zadanie to 3 minuty.  Jedną z trudniejszych konkurencji był podwójny slalom nad wodą na czterech pylonach zwany koniczynką. Polegał on również na dotknięciu 5 razy tyczki umieszczonej pośrodku czterech pylonów po wykonaniu zakrętów w odpowiedniej kolejności po których tor lotu przypominał czterolistną koniczynę.

Po południu gnieźnianie przygotowali deklarację czasu na następny poranek (podanie czasu na 5 punktach w sekundach narastająco z uwzględnieniem prędkości wiatru): - Byłoby pięknie jak wiatr byłby taki jak wieczorem zakładaliśmy. Pogoda spłatała figla i trochę pokrzyżowała obliczenia. Jednak uporaliśmy się i z tą konkurencją - relacjonują uczestnicy. Po południu zarządzono ważenie paliwa do konkurencji ekonomicznych na dzień następny, dając po 4 kanistry 5 litrowe. Do dwóch miano wlać po 2 kg a do dwóch pozostałych po 3.5 kg paliwa. Po południu przyszła ulewa, która zamieniła lądowisko w dużą kałużę. Następna konkurencja odbyła się następnego dnia kolo południa i polegała na zatankowaniu 7 kg paliwa i poleceniu w trasę gdzie były do przelecenia wyznaczone odcinki. Każdy pilot decydował ile odcinków jest w stanie przelecieć , żeby bezpiecznie wrócić na lotnisko. Wózki dwuosobowe musiały ze sobą przywieść  0.5 l paliwa. Niestety nie wszyscy dolecieli do lotniska. Niektórym zabrakło kilkunastu metrów. Ostatnią konkurencją ekonomiczną było zatankowanie 4 kg paliwa i latanie nad lotniskiem po trójkącie, którego boki miały długość 1 km. Zadanie polegało na zrobieniu jak największej ilości okrążeń i ponownie klasa PL 2 musiała wylądować z 0.5 l paliwa.

Należy też napisać o problemach i przygodach. Wśród nich była jedna załoga dwuosobowa. Po wysuszeniu sprzętu  tj. skrzydła, spadochronu zapasowego oraz silnika pod wieczór ekipa gnieźnian była gotowa do dalszych lotów.  Jednej załodze dwuosobowej, przy twardym lądowaniu, urwało się przednie koło, które po trzech godzinach zostało naprawione przez ekipę Tajlandczyków. Podczas silnego wiatru podczas startu jedna z załóg wywróciła się co spowodowało stłuczenie mięśni karku u nawigatora, ale po dwóch dniach załoga ta wróciła do dalszych konkurencji. Nie ma co też wspominać  o upadkach przy starcie czy lądowaniu na mokrej a nie raz i błotnistej nawierzchni. Medale drużynowe złoto w klasie PL 2 i złoto narodowościowe, które zdobyli przedstawiciele GSSL wynagradzają wszystkie stresy, niedogodności i upał wraz z dużą wilgotnością, która tam panowała. Najważniejsze jest jednak to, że wszyscy wrócili cali i zdrowi do domu. Jedyny problem jest jednak taki, że cały sprzęt latający jest zapakowany do skrzyń i wciąż czeka na załadunek do kontenera oraz powrót do Polski. Kiedy to nastąpi? Być może za dwa miesiące. Dobrze, że zawodnicy GSSL nie mają w tym czasie następnych zawodów.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane

GPS