Wydrukuj tę stronę
piątek, 08 lutego 2019 17:25

Skarby historii, które oddaje ziemia

 
Skarby historii, które oddaje ziemia fot. Rafał Wichniewicz

Co skrywa niezbadana ziemia z okolic Gniezna? Gdzie przebiegały dawne trakty, na których dziś znajduje się różne "skarby"? A także co robią sztuczne zęby w... kanalizacji? Na te pytania można było usłyszeć odpowiedź w trakcie wykładu popularnego, poprowadzonego przez eksploratora Artura Wardęckiego.

Dom Powstańca Wielkopolskiego rozpoczął cykl spotkań, w trakcie których przybliżana jest wiedza z zakresu historii, ale nie tej typowo książkowej, ale - dosłownie - bardziej namacalnej. Zaczęto od wyjątkowo ciekawego, ale i pełnego tajemnic tematu, jakim jest eksploracja. Wykrywacz, saperka i dużo cierpliwości - to, obok elementarnej wiedzy o tym, gdzie się szuka, niezbędne atrybuty każdego poszukiwacza wędrującego po polach, lasach, jeziorach czy podwórkach. 

- W temacie eksploracji trzeba poruszać się zgodnie z prawem. Od ubiegłego roku obowiązuje ustawa o poszukiwaniach, do której trzeba się dostosować. Najpierw należy wystąpić do właściciela gruntu o pozwolenie, następnie zdobyć wszelkie mapy i dokumenty, a ostatnim tematem jest złożenie wniosku do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Po otrzymaniu zgody można wejść i eksplorować. Miejscami, na które musimy mieć zgody, są plaże - mówił Artur Wardęcki, przyznając iż każde znalezisko od ubiegłego roku musi być zgłoszone do WKZ: - Większość osób wchodzi na pola tylko hobbistycznie, pyta się właścicielowi i robi się różne uniki - przyznał, nadmieniając iż jeśli znajdzie się jakieś zabytki, które mogą świadczyć o ich wartości historycznej, bezwzględnie muszą być zgłoszone: - Są takie sytuacje, gdzie znajdowało się cmentarzyska i skarby. Jako skarb określany jest zbiór jakichś określonych przedmiotów, np. monety w jednym miejscu. To, że są rozrzucone na polu, to jeszcze nic nie znaczy, ale jeśli znajdą się w jednym punkcie, to znaczy iż mają one jakiś kontekst - mówił Artur Wardęcki, nadmieniając iż takich skarbów sporo odnaleziono nie tylko w kraju, ale także i w naszym regionie.

- Do poszukiwań używa się różnych źródeł kartograficznych, drukuje się stare mapy, na których szuka się pewnych miejsc. Można też wybrać się do archiwum, gdzie również można odnaleźć niektóre informacje. Szukamy na mapach zajazdów, wiatraków, młynów, starych dróg i na tych obszarach często można coś znaleźć. Często się zdarza, że w jednym miejscu znajdujemy kilkaset monet. Nawet jak znajdzie się ich kilka, to trzeba drążyć temat - dlaczego tam się one znalazły. Taka sytuacja ma miejsce niedaleko Giecza w miejscowości Klony, gdzie się okazało iż po godzinie poszukiwań w trzy osoby znaleziono około 150 monet. Zaczęliśmy szukać w archiwum i okazało się, że w tym miejscu przez kilka wieków był punkt poboru opłat i wychodziły monety od XII - XIII wieku aż po czasy pruskie - opowiadał Artur Wardęcki. Jak przyznał, eksploratorzy nawiązują porozumienia z muzeami i obecnie największą współpracę zawarła Wielopolska Grupa Ekploracyjno-Historyczna "Gniazdo" z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Tam eksploratorzy sprawdzają cały czas powierzchnię około 40 tys. hektarów. Do tej chwili znaleziono około 600 zabytków. 

Artur Wardęcki zaprezentował także eksplorację nieinwazyjną, wykonywaną za pomocą georadarów na Wzgórzu Lecha dwa i pół roku temu, kiedy to badano teren wokół kościoła św. Jerzego. Takie badanie wymaga dobrej znajomości nie tylko sprzętu, ale także interpretacji wyników, które później są przetwarzane na komputerze. Większość poszukiwań wiąże się jednak z długimi wędrówkami w miejscach, które mogą wydawać się "ciekawe": - Wszyscy myślą, że na polach zawsze może się coś znaleźć. To nie jest tak do końca prawda, nie zawsze tak jest - mówił Artur Wardęcki. Jako bliższy przykład zaprezentował znaleziony w Lesie Miejskim pierścień w formie pieczęci z herbem Sulima, wykonany ze srebra, wykonany najpewniej w XVII wieku: - To dość nietypowa rzecz, ponieważ w tym okresie większość pieczęci była wykonywana z brązu lub mosiądzu, a nie srebra. To znaczy iż właściciel musiał być bardzo bogaty. Pierścień trafił do Muzeum Początków Państwa Polskiego. Innym przykładem był grot wykonany z brązu, którego odkrycie było nieco inne: - Na początku badań przy kościele św. Jana, człowiek, który pracował kiedyś przy chodniku w Dolinie Pojednania znalazł to i przekazał nam. Mówił iż myślał, że to kamień, ale jak trochę to oczyścil to wyszedł metal - mówił prelegent. Następnie zaprezentował zestaw innych zabytków, jakie znajduje się w trakcie eksploracji, jak np. fibule, czyli ozdobne, metalowe zapinki do dawnej odzieży: - W Gnieźnie rzadko się znajduje, aczkolwiek kolega niedawno znalazł taką, ale co jest z nimi ciekawego związane to to, że tam gdzie one występują, tam znajduje się jakieś cmentarzysko lub osadę. Pojedyncze egzemplarze nie zawsze w takich miejscach się znajdują - mówił Artur Wardęcki. Innym ciekawym przedmiotem była buława: - Jest ona z XII wieku. W tej chwili w muzeach są tylko trzy takie egzemplarze. My znaleźliśmy takie same dwie sztuki w okolicy Gniezna, jedną koło Braciszewa, dwa lata temu wypłukało ją na polu z ziemi, wiec odbyło się nawet bez wykrywacza - opowiadał.

Wśród innych znalezisk znajdował się medal z 1925 roku: - Jest on sporej wielkości i został wydany na 50-lecie związku małżeńskiego. Rzecz bardzo nietypowa i ciekawe jest w ogóle to, że ją tu znaleziono, niedaleko Nekli. Więcej ich znajduje się na Pomorzu Zachodnim. Ogólnie sama Nekla jest terenem bardzo ciekawym, bo znajduje się tam bardzo dużo dawnych traktów - przyznał prowadzący spotkanie. Wśród innych przedmiotów są różne przedmioty codziennego użytku, ale często zdarzają się też oryginalne przedmioty, jak chociażby medal za udział w wojnie prusko-duńskiej w 1864 roku: - Zawsze, jak znajdujemy jakiś przedmiot, to szukamy jego historii. Sprawdzamy, do kogo mógł należeć, jak długo tu leżał i kto tego używał. Dla nas jest to ciekawe, a nie zawsze dla samych historyków, bo oni często mają pełno takich przedmiotów. Kiedyś znalazłem małą tabliczkę żołnierza o nazwisku Schafer. Dwa lata u mnie leżała i nagle po tym czasie znajomy do mnie zadzwonił i powiedział, że znalazł jej właściciela. Przedmiot znaleźliśmy na Pomorzu, niedaleko jednego z lotnisk, a okazało się iż był on jednym z asów lotnictwa Luftwaffe i zginął nad Francją. Znajomy znalazł jego cały życiorys - opowiadał. Wśród przedmiotów zaprezentowanych na spotkaniu były m.in. bagnety, przy których Artur Wardęcki pozwolił przyznać w chwili refleksji iż czasem nie brakuje emocji w momencie, kiedy ma się świadomość iż wyciągając coś z ziemi widzi się przedmiot, który ostatnio ktoś miał w ręku co najmniej kilkadziesiąt lat temu. Temat militariów jest jednak wrażliwy i w przypadku, gdy natrafia się na niewypał, prelegent przyznał iż od razu powiadamia się policję o znalezisku.

- Ostatnią rzeczą, na którą mogą trafić eksploratorzy, to są ludzkie szczątki. To jest taka rzecz, przy której nie każdy wytrzymuje. W 2016 roku robiliśmy ekshumację w Gołuninie i na jej potrzeby przygotowywany był plan przez dwa lata, wszelkie pozwolenia. Aby znaleźć te szczątki, trzeba było przekopać cały cmentarz, bo świadek się trochę pomylił przez 70 lat. Ludzie myśleli, że na cmentarzu znajduje się 14 pochówków, a my odkryliśmy ich ponad 60. Historia była taka, że w 1945 roku wykopano dół i ich dwunastu zastrzelonych niemieckich żołnierzy do niego wrzucono - mówił, opowiadając o działaniach grupy "Gniazdo", która realizowała to zadanie wraz z Fundacją Pomost: - W tym przypadku znajdywaliśmy menażki, nieśmiertelniki, buty, monety, dokumenty, guziki, medaliki, resztki portfela. To wszystko trafiło do trumny każdego z nich.

Do ciekawych znalezisk można też dotrzeć w szlamie, który wydobywany jest przez maszyny z gnieźnieńskich kanałów: - Wyciągamy z nich brzytwy, żyletki, nożyczki, które pozwalają nam przypuszczać iż w pobliżu musiał być fryzjer. Kiedy idziemy do drugiego kanału, to stamtąd wyciągają np. zęby, co znaczy iż w pobliżu był dentysta. Znajdują się tam całe koronki razem z zębami. Nurtowało mnie, dlaczego mają po dwa zęby na jednej koronce. Poszedłem raz do dentystki i ona wyjaśniła mi, że pacjent musiał mieć tak zaawansowaną próchnicę, to mimo iż zapłacił za te koronki, to za chwilę i tak mu wszystko odpadało i szedł znowu do stomatologa, ten mu to wyrywał i wyrzucał do klozetu - przyznał z uśmiechem Artur Wardęcki, dodając iż swoisty "mikroklimat" w kanalizacji sprawia iż niektóre z tych przedmiotów są dobrze zachowane. Wśród innych przedmiotów, nie znalezionych co prawda w kanałach, ale w okolicy Gniezna, był dzwonek rowerowy produkcji jednej z tutejszych firm. 

Temat eksploracji, a przede wszystkim tego, co skrywa ziemia w okolicy Gniezna to temat nie na jeden wieczór, a co najmniej kilka. Każdy, kto miał okazję współpracować z prelegentem ww. spotkania wie, że skarbem może być coś niewielkiego, materialnie bezwartościowego, ale mającego w sobie nośnik historii, opowiadający o tym, co kiedyś w danym miejscu się znajdowało. Takich przedmiotów pod ziemią jest jeszcze mnóstwo, a najważniejsza przy eksploracji jest świadomość. Świadomość tego, że dotyka się historii miejsca, której nie powinno się zachowywać dla siebie, ale pokazać też innym.

Galeria

3 komentarzy