Jesteś tutaj:Wywiady Wspomnienia „Procarza”
środa, 22 czerwca 2016 15:39

Wspomnienia „Procarza”

 
Wojciech Szczepański Wojciech Szczepański fot. Rafał Wichniewicz

Strzelił kilka razy, po czym "narzędzie zbrodni" ulotniło się niezauważenie. Był jednym z kilkunastu gnieźnian, którzy wystąpili w filmie i teraz postanowił opowiedzieć o tym, jak to się stało, że w nim zagrał.

O filmie "Niewidzialna ręka", który miał być kręcony w Gnieźnie, słyszeliśmy już kilka lat temu, jednak ciągle nie udawało się nam trafić na jego ślad. Sprawdzaliśmy co jakiś czas źródła internetowe, ale niestety - nie było ani nagrania, ani informacji związanej z tym projektem oraz naszym miastem. Tak samo jak i my, poszukiwał go Wojciech Szczepański, urodzony w 1946 roku gnieźnianin i... jeden z bohaterów filmu. Kiedy umieściliśmy artykuł o nagraniu, jakie pojawiło się w sieci (zobacz także: Pouczający film z Gniezna sprzed... 57 lat!), otrzymaliśmy kilka sygnałów od mieszkańców Grodu Lecha.  Problemem bowiem było, że w filmie nie wymieniono w ogóle nazwisk występujących aktorów. Każdy z kontaktujących się z nami coś pamiętał, podawał informacje o tym, co wie, a jednym z nich był także właśnie Wojciech Szczepański. Z uwagi na mnogość informacji, postanowiliśmy tematem zająć się tuż przed wakacjami, ale nasz bohater chciał koniecznie porozmawiać o filmie. Zanim my go znaleźliśmy, on znalazł nas sam i opowiedział o tym, jak to wszystko wyglądało 57 lat temu.

- Mieszkałem z rodzicami przy ul. Dąbrówki gdzie była drogeria. Naprzeciwko dziecińca przy ul. 3 Maja mieszkała także moja babcia i tam się też wychowywałem. Ta grupa filmowa przyjechała do Gniezna i przyszła na plac zabaw. Tam za huśtawkami było takie boisko i my tam z kolegami akurat graliśmy w piłkę. Pamiętam nawet, że jedna ze zjeżdżalni służyła nam za bramkę. Oni do nas przyszli i nas zabrali. Pamiętam, był tam z nami Mieciu Małecki oraz kolega Różański, którego imienia nie pamiętam. Ta grupa filmowa to byli bardzo mili ludzie, szczególnie reżyser Wojciech Fiwek, oni powiedzieli nam co należy zrobić i według scenariusza musieliśmy zagrać - mówi Wojciech Szczepański. Scena, o której mówi gnieźnianin, to pierwszy fragment filmu pokazujący chłopców, którzy z nudy zaczynają rozrabiać w dziecińcu przy ul. 3 Maja. Młody Wojciech Szczepański to chłopiec strzelający z procy: - To była moja prywatna proca, wówczas niektórzy takie mieli, choć za noszenie ich przy sobie można było mieć problemy - przyznaje po latach "procarz". W filmie strzela on do ptaków i basenu (znajdował się na terenie dziecińca jeszcze kilkanaście lat temu). W pewnym momencie jednak proca zaczyna się „oddalać” od jej właściciela: - Tam gdzie my siedzieliśmy, stała taka przebieralnia i zza niej ta proca została złapana na sznurek, podciągana jest do góry i za nią znika - opowiada Wojciech Szczepański. To właśnie była „niewidzialna ręka”, która nie tylko miała pomagać innym, ale także dawać lekcję dobrego wychowania. Jak dodaje nasz rozmówca, w przypadku tych główniejszych bohaterów, grających przez większość filmu, w gnieźnieńskich szkołach organizowano casting. - W rolę milicjanta wcielił się miejscowy funkcjonariusz o nazwisku Herman. To był bardzo miły człowiek, pełnił często patrole w mieście - wspomina Wojciech Szczepański.

Wojciech Szczepański wystąpił jeszcze w krótkim fragmencie, kiedy milicjant sporządza protokół z kradzieży królików w jednym z gospodarstw: - To była posesja państwa Kubisiów przy ul. 3 Maja, jeszcze za szpitalem. Ich posesja dochodziła od ulicy aż prawie do cmentarza - przypomina sobie "procarz", który w tej scenie zgłasza funkcjonariuszowi MO kradzież swojej procy, czym milicjant nie wydaje się aż nadto zainteresowany.

Jak dodaje, jego rola w tym filmie się kończy, choć tak naprawdę do dziś pamięta jeszcze sporo szczegółów z jego dalszego powstawania: - Tym, kto kradł króliki był chłopak o nazwisku Włodarz, który był uczniem szkoły zawodowej na ul. Sienkiewicza, gdzie chodził także jeszcze brat. Oni sami pochodzili z Kalisza, ale uczyli się w Gnieźnie i mieszkali w internacie przy ul. Żwirki i Wigury - wspomina filmowego złodzieja, który jak dodał, po ukończeniu nauki miał wrócić do rodzinnego miasta. Wojciech Szczepański mówi, że kręcenie filmu odbywało się na terenie całego miasta, choć jak można zauważyć, sceny gonitwy odbywają się w sposób dość chaotyczny dla mieszkańca znającego układ ulic centrum: - Przedostatnia scena była kręcona na kolei, gdzie widać przejeżdżający pociąg, a ostatnie fragmenty, gdzie są magazyny beczek, były nagrywane w Sopocie. Nie wiem dlaczego akurat tam, ale cała grupa z ostatniej sceny pojechała tam kręcić te sceny. Tej grupie przewodził taki szczerbaty chłopak, to był Jurek Bartkowiak - wspomina końcowe fragmenty filmu nasz rozmówca.

Choć Wojciech Szczepański zagrał bardzo krótki epizod, nie spowodowało to jednak, że zainteresował się aktorstwem. Jak jednak dodał, występ opłacił się: - Za nakręcenie tej sceny przyszli do mnie do domu i zapłacili moim rodzicom 100 zł. Jak na tamte czasy to były duże pieniądze, za które można było kupić np. dobre buty - wspomina. Pozostaje jednak zasadnicze pytanie, czy akcja „Niewidzialna ręka” faktycznie działała w tym okresie i była popularna wśród młodzieży: - W szkołach się to robiło, bo wychowanie było zupełnie inne i podejście do życia także inne. Każdy do każdego reagował inaczej, jak się komuś krzywda działa, albo trzeba było pomóc, to się pomagało. Mieszkało się w blokach, to wiadomo jak to było, sąsiadka skrzyknęła wszystkich i trzeba było przy tym czy tamtym pomóc. Kiedyś częściej bywało się na podwórzu i tam się kręciło życie, a teraz tego nie ma. Zapytaliśmy także „procarza”, jak ocenia dzisiejsze życie młodych ludzi w porównaniu do swojego: - Są ubodzy w wiedzę, życie rodzinne i w umiejętność wspólnej zabawy. Internet i kluby dzisiaj tego wszystkiego nie załatwiają. Kiedyś wszystko odbywało się w szkole, gdzie nauczyciel był kimś i do tej osoby miało się respekt. Nauczyciel, jak coś powiedział, to było święte. Sam chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 6 na ul. Żwirki i Wigury i tam było bardzo dobre wychowanie i dość wysoki poziom. Owszem, nauczyciele nie byli jakimiś tyranami, ale nauczyciel naprawdę zachęcał do nauki. Relacja między nauczycielem, a uczniem była zupełnie inna i to było dobre.

Po kilku miesiącach, kiedy film został zmontowany w łódzkiej wytwórni, w Gnieźnie odbyła się jego kinowa premiera: - Ogłosili w szkołach, że w kinie "Lech" przy ul. Warszawskiej będzie projekcja. Wiele szkół wysłało klasy na pokaz. Później koledzy mi się pytali, jak to było, to im opowiadałem - wspomina Wojciech Szczepański, jednak jak wspomnieliśmy, aktorstwo go nie zainspirowało i po szkole podstawowej zdecydował się na pójście na budownictwo, po czym trafił do technikum w Poznaniu. Wówczas też zmarł jego ojciec, dlatego zdecydował się wrócić do Gniezna, gdzie mieszka do dziś. Jak ocenia nasze miasto z perspektywy lat – to widziane w filmie i to współczesne? - Wówczas Gniezno było za mało dynamiczne, to był okres powojenny, choć było dużo zakładów, a teraz jest takie „rozmyte”, to nie jest Gniezno, na które je stać. Tu powinien być taki dobry gospodarz miasta, tak jak był kiedyś Tadeusz Sobieralski (przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej w latach 1954 - 1969 - przyp. red.). Taki gospodarz powinien rządzić Gnieznem, a nie bawić się w partyjne gierki. To powinien być ktoś, kto coś powie i tak zostanie zrobione. Mimo wszystko dużo się zmieniło, co widać na filmie, zwłaszcza Rynek czy Targowisko. Pamiętam, że jeśli chciało się kupić coś świeżego, to najpóźniej o godzinie 7:00, bo później to już było mało, a o 10:00 to był koniec targowiska - wspomina Wojciech Szczepański.

Gnieźnianin, podobnie jak my, od dłuższego czasu szukał pamiętnego filmu, a przy tym pomagał mu także Internet. Niestety, także i tu nie udawało się trafić na jakikolwiek ślad, aż do czasu, kiedy umieściliśmy na portalu artykuł z nagraniem: - Szukałem cały czas, jednak nie udało mi się. Mój kolega ze szkoły podstawowej, z którym mam ciągle kontakt, napisał do mnie maila, że znalazł taki artykuł i mi go wysłał - mówi Wojciech Szczepański, który po obejrzeniu materiału na naszym portalu, od razu skontaktował się z nami, by właśnie o nim opowiedzieć.

W rozmowie z nami wspominał także o tym, jak budowano blok u zbiegu ul. Sobieskiego i Chrobrego, jak jeździły dawniej autobusy komunikacji miejskiej po Gnieźnie. Przypomniał także, jak rodzice mu opowiadali iż w trakcie kryzysu lat 30. bezrobotni przesiadywali na schodach w północnej części Rynku, czekając na dorywczą pracę. Na koniec rozmowy przyznał: - Chciałem powiedzieć o filmie, to co wiem. Pewne rzeczy po latach uciekają, więc dlaczego nie mógłbym tego przekazać komuś dalej?

 

Scena z Wojciechem Szczepańskim pojawia się w 58 sekundzie filmu oraz 9:25 minucie:

Pełen spis scen w filmie odnaleźć można tutaj: Pouczający film z Gniezna sprzed... 57 lat!

 

 

12 komentarzy

  • Link do komentarza Ja_jestem czwartek, 11 sierpnia 2016 13:58 napisane przez Ja_jestem

    @:senior:

    Jednak nie wiele pan zrozumiał z tego, co napisałem. Brakiem argumentów, nie nadrobi pan, pisząc o mojej ortografii, to wyświechtana i pozbawiona logiki uwaga. No cóż — prawo wieku. Dalszą dyskusję.......... uważam za bezcelową.

  • Link do komentarza senior wtorek, 09 sierpnia 2016 21:51 napisane przez senior

    Do Ja jestem - przykro to konstatować, ale to raczej po Pańskich wpisach widzę, że Pańskie życie nie dawało i nie daje Panu satysfakcji. Nie wiem i nie rozumiem, gdzie Pan w moim komentarzu widzi zawiść, to raczej cieszę się, że jest mi teraz lepiej żyć, bo nie ma tego zakłamania poprzedniego totalitarnego systemu, w którym człowiek niewiele ma do powiedzenia. Władza uparcie dążyła do podporządkowania sobie całego społeczeństwa. Polecam panu książki Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, to może Pan coś z tego zrozumie. Przedtem radzę małą powtórkę z ortografii, bo widzę, ze to tez Panu bardzo b potrzebne.

  • Link do komentarza Ja_jestem wtorek, 09 sierpnia 2016 16:48 napisane przez Ja_jestem

    @:ad senior:
    Jak czytam pańskie wpisy na tym blogu, gdzie odpowiada pan innym piszącym, to można odnieść wrażenie, że z pana...... to całkiem przyzwoity i rzeczowy człowiek. Tak więc wychodziłoby na to, że to cały świat jest winny tego, że jeszcze pozwala panu żyć. Czasami jak przeczytam pański wpis, to nasuwa mi się zawsze jedno pytanie, czy tylko udaje pan uczciwego katolika i Polaka, czy faktycznie pan nim jest? Mam szacunek dla ludzi wiekowych i mimo to, iż pańskie wpisy byłyby w stanie wkurzyć nawet samego św. Franciszka, to odnoszę wrażenie, że nie są one pozbawione wzgardy dla pewnej grupy ludzi, która tak naprawdę nie miała chyba nic wspólnego z pańską przeszłością. Czy warto mimo pańskiego wieku nadal być tak nienawistnym??? Pozdrawiam pana panie senior i życzę panu wiele świadomości. Tak świadomości. Niech Bug pana prowadzi zawsze drogą mądrości oraz prawości.

  • Link do komentarza senior sobota, 02 lipca 2016 10:53 napisane przez senior

    Barbaro, życie (jedzenie) obecnie jest kilka do kilkanaście razy tańsze, niż za komuny. Faktem jest, że czynsz i media są może droższe, ale nie są to ceny wygórowane. I jeżeli ma się niewielkie mieszkanie i jest wykupione na własność, to można nie najgorzej żyć, na pewno znacznie taniej, niź za PRLu. Teraz także Miasto dopłaca mniej zamożnym do mieszkania i mediów, więc stokrotnie wolę ten dzisiejszy system, niż upodlenie za socjalizmu. A do partii siłą nikogo nie wciągali, bo kto miał twardy kręgosłup i był przyzwoitym Polakiem, to do tej bandy się nie wpisał. Oczywiście, że żył gorzej, nie awansował itp. ale miał wtedy i dzisiaj ma czyste sumienie.

  • Link do komentarza Barbara sobota, 02 lipca 2016 09:20 napisane przez Barbara

    Panie senior. W tamtych czasach w zdecydowanej większości przypadków, aby utrzymać pracę należało wstąpić do partii. Chyba w przypadku wyboru gdzie na utrzymaniu miałam czwórkę małych dzieci nie mogłam się zastanawiać tylko niestety wstąpić... A jeśli miało się trochę znajomości w rzeźni, garbarni, cukrowni i innych dużych zakładach tamtych czasu to szło załatwić produkty niezbędne do życia. A teraz wcale nie jest lepiej. Otrzymuję 1300złotych emerytury, mąż 1500złotych. Modlę się tylko żeby małżonek jak najdłużej żył o on w drugą stronę gdyż jeśli odejdzie jedna emerytura wówczas jak jedno z nas będzie miało przetrwać? Wtedy nie będzie miało sensu wspominanie że za komuny na półkach nic nie było bo teraz wszystko niby jest ale prawie nikogo nie stać na godną egzystencję w naszym kraju.

  • Link do komentarza senior czwartek, 30 czerwca 2016 13:21 napisane przez senior

    Mieciu, skoro tak tęsknisz za PRLem, to znaczy, ze Twój ojciec był członkiem PZPR lub ORMO, bo tym ludziom rzeczywiście niczego nie brakowało, ich dzieci jeździły na kolonie, oni mieli zawsze pomoc w każdej sytuacji, żeby tylko wspierali tę komunistyczna zgraję. W moim domu zawsze wszystkiego brakowało, a to mięsa, a to wędliny, a z masłem to po prostu latami były same chocki klocki. Za firankami, dywanami, meblami itp. stało się w kolejkach po kilka lub kilkanaście dni , zresztą wypisywanie wszystkiego to by była powieść. I to wcale nie były lata osiemdziesiąte. cały czas tej przeklętej komuny były olbrzymie braki. Nawet koszul i butów porządnych w Gnieźnie nie można było kupić, choć były fabryki. Wszystko szło na eksport i to głównie do ZSRS. No, ale Ty o tym nie wiesz, bo miałeś dobrze. No to ja Ciebie zapytam, skoro było tak dobrze, to dlaczego cyklicznie strajkowali robotnicy z żądaniami chleba i wolności?

  • Link do komentarza ppiotr czwartek, 30 czerwca 2016 12:14 napisane przez ppiotr

    "Niewidzialną Rękę" zainicjowała gazeta Świat Młodych. Chcąc uczestniczyć trzeba było wysłać do gazety swoje zgłoszenie na które odpowiadała wysyłając pocztówkę.

  • Link do komentarza Mieciu piątek, 24 czerwca 2016 23:50 napisane przez Mieciu

    A ja odczuwam ogromną tęsknotę za czasami PRL-u. Chociaż w sklepach nic nie było, jednak każdy wszystko w domach miał. Dało radę wychowywać wielopokoleniowe rodziny, z głodu nikt nie umarł. A teraz tylko patrzeć jak przed marketami i przy dworcu pełno bezdomnych i alkoholików się błąka.... Kiedyś każdy miał prace....

  • Link do komentarza mjj czwartek, 23 czerwca 2016 22:59 napisane przez mjj

    Każde lata maja swoje plusy i minusy. Ma Pan rację, że kiedyś dzieciarnia z ulicy się znała, były podwórka, które służyły za miejsce zabaw, był dzieciniec z basenem, a jakże. Ciekawe, jak tam było z tą wodą, bo przecież nie było wtedy ani filtrów, ani chyba chloru i jakoś wszyscy się pluskali i nikt nie umarł z tej niezbyt na pewno higienicznej wody! Po ulicach dzieci chodziły same, nie było dużego ruchu, nie było też obaw o niebezpieczeństwo, że ktoś się zbyt zainteresuje młodymi. No, ale też były minusy. Sklepy świeciły pustkami, jak było jedno, brakowało drugiego i tak w kółko. Ludzie mieli mało pieniędzy, na wiele rzeczy nie można było sobie pozwolić. Z tym Sobieralskim to też lekka przesada. On był spadochroniarzem przysłanym do Gniezna z polecenia partii i wykonywał jej dyrektywy. To były takie czasy, że rozwijano w podobny sposób wiele miast w Polsce, więc żadna jego zasługa, a zapisał się też niechlubnie w czasie obchodów 1000 - lecia Chrztu Polski. Ale generalnie miło się czyta ten wywiad z panem Szczepańskim i dobrze, że się choć jeden z tych ówczesnych aktorów odnalazł.

  • Link do komentarza antykoleś czwartek, 23 czerwca 2016 07:52 napisane przez antykoleś

    Ma pan rację z tymi partyjnymi gierkami i do tego te stołki a już szczytem wszystkiego była ustawa za czasów PO wprowadzająca do samorządów asystentów i doradców w dodatku bez konkursów

  • Link do komentarza Krasnal czwartek, 23 czerwca 2016 00:41 napisane przez Krasnal

    Miło się czyta takie wspomnienia:)))))

  • Link do komentarza pozdrawiam środa, 22 czerwca 2016 16:11 napisane przez pozdrawiam

    może po kolejnych wyborach trafi nam się taki gospodarz

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Ostatnio dodane