Wydrukuj tę stronę
wtorek, 16 sierpnia 2016 15:31

"Wspólnotę czuje się sercem" - wspomnienia z ŚDM

  Redakcja
Antek Kamiński Antek Kamiński

Światowe Dni Młodzieży to czas, który pozostanie w pamięci wielu uczestników tego wyjątkowego wydarzenia. Swoimi refleksjami podzielił się z nami jeden z uczestników, młody gnieźnianin Antek Kamiński.

Od kiedy myślałeś o ŚDM, o tym, żeby pojechać do Krakowa i wziąć w tym wydarzeniu udział?

Na moją decyzję o wyjeździe do Krakowa na ŚDM miał na pewno wpływ ksiądz Waldemar Myka, wikary mojej parafii. Około trzy tygodnie przed wyjazdem zdecydowałem, że pojadę. Potrzebowałem tylko zgody rodziców.

I?

Wiadomo. Zgodzili się (uśmiech). Jednak w tym samym czasie miałem wziąć udział w zawodach szachowych. Szczęśliwym trafem znalazł się inny zawodnik w moje miejsce, więc nic nie stało na przeszkodzie, by pojechać do Krakowa.

Nie miałeś pewnych obaw mimo wszystko – tyle się mówiło w mediach o niebezpieczeństwie, jakie może czyhać tam w Krakowie na uczestników ŚDM?

Coś tam słyszałem od kogoś. Niektórzy się dziwili, że jadę. Ja osobiście nie obawiałem się niczego.

Które przesłanie papieża Franciszka skierowane do młodych najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

To, że nie mamy siedzieć tak przed telewizorem, komputerem i z komórką. To, abyśmy zrezygnowali trochę z wygód tego świata, jak to papież powiedział: mamy założyć buty i ruszyć w drogę…

Taką drogą dla Ciebie jest…będzie…

Od razu ruszyłem - pieszo do Częstochowy z pielgrzymką gnieźnieńską (grupa biało-czarna). W nocy we wtorek wróciłem z Krakowa, żeby nad ranem wyruszyć na Jasną Górę. 

To tak dosłownie, a refleksyjnie, to co w wieku 14 lat mógłbyś zrobić, dokąd pójść?

Myślę, że spotykać się ze znajomymi, więcej rozmawiać z nimi nie tylko o filmach, muzyce czy grach. Sądzę, że po skończeniu 18 lat będę miał więcej możliwości.

Jak to jest znaleźć się wśród tylu młodych ludzi o różnych kulturach, tożsamościach? Można w tak zróżnicowanym środowisku utworzyć jakąś duchową wspólnotę? Czy czuje się jakieś wyobcowanie?

Większość wiedziała w jakim celu przyjechała. Komunikowanie się było kwestią otwartości i szczerości. Nie było żadnych problemów. Pierwsze kilka dni spędziłem w Stryszowie. Tam przebywałem wśród ludzi, których znałem. Jak ruszyliśmy na Błonie, Brzegi to czułem się dobrze, jak u siebie. Tę wspólnotę czuje się sercem.

Jan Paweł II jest inicjatorem i twórcą tego wydarzenia. Intencją tego wielkiego świętego było, aby młodzież z wielu krajów ze świata jednoczyła się w modlitwie i w radości. Czy ta radość na ŚDM nie wydawała Ci się powierzchowna?

Oczywiście było wiele osób, które przyjechały do Krakowa z ciekawości lub na wycieczkę. Widziałem jednak, żę stanowcza większość przyjechała spotkać się z papieżem, spotkać Boga i napełnić się duchowo.

Od strony organizacyjnej, jak oceniasz noclegi, dojazd, wyżywienie?

Jak już mówiłem, mieszkałem w Stryszowie. Państwo, u których nocowałem bardzo o nas dbali. Dobrze karmili i dawali się wyspać (uśmiech). Byli bardzo gościnni i serdeczni. Natomiast w samym Krakowie miałem wrażenie, jakby nie do końca był zorganizowany, jeśli chodzi o tramwaje i autobusy. Ale 2 miliony ludzi trudno chyba było "ogarnąć". Nie było tak źle, w porównaniu z ulewą, jaka nas spotkała na pielgrzymce…

Minęło już parę tygodni od ŚDM. Jak Twoje samopoczucie?

Mam nadzieję, że te wspomnienia w mojej głowie przetrwają jak najdłużej. A mój duch? Sądzę, że jest w dobrym stanie.

To co? Teraz Panama?

Tak, Panama!

10 komentarzy