spotkani
Jesteś tutaj:Wywiady „Mebel musi mieć nie tylko styl, ale i duszę”
środa, 11 stycznia 2017 10:43

„Mebel musi mieć nie tylko styl, ale i duszę”

 
Marcin Mamet Marcin Mamet fot. Rafał Wichniewicz

Stare krzesła, które mogły trafić na wysypisko lub do pieca, dalej zdobią czyjś salon. Marcin Mamet odnowił kilka z nich do swojego mieszkania i w ten sposób zaraził się nową pasją, o której nam teraz opowiedział.

Sentyment, funkcjonalność, wygoda - wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że w domach może posiadać prawdziwy skarb. Składa się na niego głównie kilka lub kilkanaście kilogramów drewna. Wiele z nich ma już więcej niż 30, 40, a nawet 50 lat, ale nadal służą, chociaż wciąż są przez niektórych wyrzucane na śmietnik historii i rodzinnych wspomnień - a szkoda.

Wchodząc do warsztatu Marcina, znajdującego się w centrum Gniezna, na samym początku wita nas niespełna setka odnowionych mebli - wszystkie wyglądają praktycznie jak przywiezione prosto z fabryki, a jednak czuje się tu ducha przeszłości: - Szukałem mebli do mieszkania, które by mi się podobały. Tak trafiłem do stylu art deco i mid-century. Zainteresował mnie ten styl, który był mi przecież znany z młodości, ale który gdzieś już przeminął. Stwierdziłem, że te meble mają w sobie coś wyjątkowego i tak się zaczęło - mówi mój rozmówca i od razu wyjaśnia pojęcia: - Meble art deco obejmują czas od okresu międzywojennego aż po lata 50. W przypadku mid-century możemy mówić o latach 60., 70. i 80. U nas w Polsce ta nazwa się nie przyjęła i większość z nas określa je po prostu jako „meble z PRL-u” – przyznaje. Epoka Mid Century była obecna w każdym kraju, po obu stronach „żelaznej kurtyny”, jednak w każdym kraju miała swój indywidualny charakter.

Jak dodaje Marcin, początki polskiego meblarstwa mid-century nie były łatwe: - Po wojnie sytuacja panująca w kraju wymusiła wykonywanie konkretnych mebli. Polska była zniszczona, powierzchnia mieszkań była też mała, a na rodzinę niekiedy przypadało 30-40 metrów kwadratowych, a czasem nawet mniej. Trzeba było tworzyć meble z tego, co było dostępne i do tych miejsc, w których miały one służyć - mieszkań w blokach. Korzystać trzeba było z krajowych surowców, w tym także z drewna. Przykładowo meble tapicerowane w 90% tworzono z drewna bukowego - mówi Marcin Mamet.

Czas PRL-u dla polskiego wzornictwa był dobrym okresem, szczególnie od lat 60. Wówczas to polscy projektanci zaczęli być rozpoznawalni na Zachodzie, gdzie spokojnie mogli konkurować z innymi twórcami. W tym też czasie powstały meble, które pojawiły się praktycznie w każdym polskim mieszkaniu: - Znanym polskim projektantem był Józef Chierowski, którego najsłynniejszym meblem był model 366 – fotel powstały w 1962 roku. Oprócz tego stworzył on też równie znane krzesło AGA. Niestety, w Polsce bardzo dużo mebli nie ma przypisanego autorstwa i nie wiadomo kto je stworzył - dodaje Marcin. Jak przyznał w rozmowie, jego ulubione modele pochodzą nie tylko z rodzimego kraju, ale także z Czech (a w zasadzie to z Czechosłowacji): - Tworzono tam bardzo oryginalne meble. Ich znanym projektantem był Jindrich Halabala, który tworzył w okresie międzywojennym i powojennym. Jest kilka naprawdę ładnych modeli, które wymyślili Czesi.

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że meble sprzed kilku dekad, które jakimś cudem przetrwały w mieszkaniach do dziś, mają prawdziwą duszę. A także swoją cenę. W warsztacie Marcina uwagę zwróciły także rozmontowane elementy poszczególnych mebli. W pierwszej chwili można było pomyśleć, że to prefabrykaty zamówione do złożenia zupełnie nowych krzeseł. Okazało się jednak, że to części mające już kilkadziesiąt lat, oczyszczone ze starej farby i gotowe do złożenia na nowo - tylko tak można zachować ich oryginalność, a także upewnić się, że będą służyć kolejnym pokoleniom.

Marcin przyznaje, że po pierwszej renowacji, przyszły kolejne. W końcu zdecydował się i uruchomił własny zakład „Renovator”, dzięki czemu może spokojnie rozwijać swoje zainteresowanie. Jak jednak twierdzi, pasja to nie wszystko, bo musi się ona też opłacać: - Teraz już jest tak, że jak trafię jakiś ładny mebel, to zaraz go muszę kupić. W tym momencie trzeba wiedzieć, że samych mebli jest tyle rodzajów, że już samo pogłębianie wiedzy związanej z konkretnym zakupem bardzo pochłania. Chce się wiedzieć, kto go stworzył i z jakich czasów pochodzi, a przez to można już stwierdzić, czy ma on jakąś wartość na rynku.

Skąd w ogóle ten powrót po prawie trzech dekadach do mebli, które kiedyś wyrzucaliśmy z własnych mieszkań? - Wiatr redesignu na meble z drugiej połowy XX wieku czyli meble retro, przyszedł z Zachodu, a największym ośrodkiem jest tu chyba Berlin. To przede wszystkim Niemcy zaczęli odnawiać meble, które przez długi czas uważane były za przeżytki. ( W pewnym momencie natrafili na nie ci, którzy urodzili się pod koniec XX wieku. Można powiedzieć, że doszło do odkrycia - meble, które nie były uważane za antyki, nagle się nimi stały i to dosłownie – przyznaje Marcin Mamet. W głowie pojawia się od razu kolejne pytanie – czy nasi rodzice i dziadkowie przewidywali, że krzesła, stoły czy fotele, za którymi stali godzinami w kolejkach, a które kupowali z braku większego wyboru, będą kiedyś osiągać zawrotne ceny? Dziś trudno powiedzieć: - Wydaje się, że tych mebli jest dużo, ale tak do końca to też nie jest. Unikatowych, a przez to wartościowych modeli jest mało. Wiele osób widząc niektóre zestawy, stwierdza, że w ich domu takie też stały, a tymczasem niekoniecznie tak musiało być. Nawet w okresie PRL-u na bardzo ładne meble stać było tylko określoną grupę ludzi i nie były one w produkcji masowej, dostępnej dla ogółu - mówi.

Po 1989 roku zachłysnęliśmy się nowoczesnością. Kiedy na polskim rynku zaczęły się pojawiać meble do własnoręcznego składania, kupowaliśmy je, wyrzucając ze swoich mieszkań stare, być może już nieco siermiężne. W swoistych „skansenach mebli z PRL-u”, które na pewno jeszcze istnieją w wielu polskich mieszkaniach, znajduje się ich sporo. Trend, który za granicą przybrał już spory rozmiar, w Polsce jednak nie jest taki duży i ogranicza się głównie do wielkich miast. Mimo to zapotrzebowanie powoli rośnie i to nie ze względu na modę, ale z o wiele bardziej prozaicznego powodu: - Te meble mają w sobie przede wszystkim prostotę i trwałość - przyznaje na końcu Marcin. A może jest to też sentyment?

 

6 komentarzy

  • Link do komentarza Tomasz87 sobota, 14 stycznia 2017 10:13 napisane przez Tomasz87

    Mnie się podobają, ale jako okazy wystawowe, historyczne. W mieszkaniu jednak wolę juž te bardziej współczesne. Są wygodniejsze i co tu dużo mówić bardziej przyjazne. Ale jeżeli ktoś gustuje w takich biurowych antykach, to jego sprawa.

  • Link do komentarza joe sobota, 14 stycznia 2017 09:29 napisane przez joe

    Też mam modele Chierowskiego w domu, ale chyba jeszcze trochę je zostawie w tym stanie, w jakim mam - spory sentyment:)

  • Link do komentarza Marcin Mamet sobota, 14 stycznia 2017 00:54 napisane przez Marcin Mamet

    Jeżeli ktoś jest zainteresowany kupnem lub przeprowadzeniem renowacji własnych mebli zapraszam do kontaktu od Pn do Pt w godzinach od 9:00 do 17:00 pod numerem 662-196-044

  • Link do komentarza Kaśka G. środa, 11 stycznia 2017 18:59 napisane przez Kaśka G.

    Genialne!

  • Link do komentarza monia środa, 11 stycznia 2017 18:19 napisane przez monia

    Czy te krzesła są do kupienia? A jeżeli tak ,to gdzie?

  • Link do komentarza obserwatorka środa, 11 stycznia 2017 11:14 napisane przez obserwatorka

    teraz moda na takie retro!

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Ostatnio dodane