Przejdź do treści głównej



Sprawa wznawianej fermy norek trafiła do prokuratury

Protest w maju 2025 r. w Kiszkowie

Wraca temat próby wznowienia działalności fermy norek w położonej w gminie Kiszkowo wsi Sroczyn. Temat oprotestowywali mieszkańcy, którzy mają sąsiadować z inwestycją, ale teraz sprawę skierowano do prokuratury. Mieszkańcy nie chcą powrotu fetoru, roju much oraz martwych lub ledwo żywych norek, które znajdowali na swoich posesjach.

W połowie maja br. informowaliśmy o proteście, który odbył się przed Urzędem Gminy w Kiszkowie, gdzie grupa mieszkańców jasno deklarowała, że nie chcą powrotu działalności fermy norek w swojej wsi. Ta funkcjonowała w Sroczynie do 2022 roku i jej zniknięcie odebrane zostało z ulgą. Mieszkańcy mówili o uciążliwym smrodzie, rojach much, uciekających z terenu norkach i innych negatywnych zjawiskach, które towarzyszyły tej działalności. Na działce jednak ponownie wzmógł się ruch, a także pojawiły się informacje o powrocie działalności hodowlanej. Mieszkańców wspierał wójt Radosław Występski, ale jak sam przyznawał, jako samorządowiec ma bardzo ograniczone instrumenty prawne do kontroli tego, czy dana działalność powinna być prowadzona w danym miejscu (więcej informacji).

Teraz, jak poinformowano, sprawą zainteresowano Prokuraturę Rejonową w Poznaniu, gdzie złożono zawiadomienie związane z podejrzeniami o liczne wykroczenia dotyczące przepisów m.in. środowiskowych. Sprawę monituje posłanka Marta Stożek z partii Razem, która stwierdziła, że mogło dojść do naruszenia szeregu regulacji prawnych.

– Mieszkańcy są przerażeni perspektywą ponownego uruchomienia fermy w Sroczynie, bo dobrze pamiętają, jak negatywnie wpływała ona na ich zdrowie i codzienne życie. Przez cały okres działalności mieli poczucie, że nie wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Teraz, wobec możliwego wznowienia działalności, są zdeterminowani, by sprawdzić, czy teren fermy rzeczywiście spełnia wymogi prawa – mówi Mateusz Jarczyński, asystent posłanki. Mimo nagłośnienia sprawy, mieszkańcy twierdzą, że właściciel terenu nie reaguje na ich apele.

– Kiedy ferma funkcjonowała odór we wsi był nie do zniesienia, plagi much zalewały nam domy i ogrody. Nie mogliśmy otwierać okien, nie mogliśmy urządzić grilla przy domu. Regularnie znajdowaliśmy martwe lub ledwo żywe norki, które uciekły z fermy. Po większych deszczach ścieki z odchodami spływały prosto do pobliskiego rowu. Kiedy ferma się otworzyła, nasza spokojna, cicha i rodzinna wieś zamieniła się w miejsce, z którego większość chciała uciec – opowiada Radosław Sawicki, mieszkaniec Sroczyna.

#Tagi

W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

guest
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany