Przejdź do treści głównej



Poseł zarzuca Szpitalowi ukrywanie negatywnego wyniku akredytacji. Dyrektor prezentuje treść raportu i wyjaśnia

Szpital Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie nie zdobył wymaganych 75% punktów i stracił szansę na kolejną akredytację standardów jakości. Poseł PiS Zbigniew Dolata zarzuca władzom placówki ukrywanie raportu i bagatelizowanie problemu, który może kosztować szpital finansowo i budzić wątpliwości u pacjentów. Dyrekcja przekonuje, że uchybienia miały głównie charakter proceduralny, konsekwencje są wyciągane, a najlepszą opinią o jakości jest coraz większa liczba pacjentów spoza powiatu. 

Szpital Pomnik Chrztu Polski starał się o otrzymanie akredytacji jakości świadczonych usług, którą przyznaje Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. Poprzedni taki dokument wygasł po trzech latach obowiązywania tj. pod koniec 2025 roku, a starania o otrzymanie kolejnej pozytywnej decyzji dłuższy czas. Wiąże się to z wizytacjami przedstawicieli CMJ, a wczesną wiosną 2026 r. trafił raport, który nie był pomyślny dla Szpitala – na dolną granicę 75% lecznica otrzymała 73%. Wyników tych jednak nie podano i dokument ukryto – tak twierdzi poseł Zbigniew Dolata z PiS.

– Ta akredytacja jest udzielana na okres trzech lat i jest niezwykle ważna, ponieważ przekłada się na większe finansowanie, bez żadnego dodatkowego starania do ryczałtu – zwiększa o 1-2%. W przypadku naszego szpitala to może być kwota od 2 do 4 mln złotych, czyli w sytuacji niedostatku środków byłoby to niezwykle ważne dla funkcjonowania naszej placówki, niezwykle zadłużonej, która za 2025 rok nie otrzymała 5 mln złotych za nadwykonania, co pogarsza sytuację naszej lecznicy – stwierdził Zbigniew Dolata dodając, że szpital z akredytacją pozwala zapewnić pacjenta, że ten jest leczony właściwie według standardów i na odpowiednim poziomie: – Niestety nasza placówka tej akredytacji nie otrzymała i o dziwo dyrekcja szpitala i władze powiatu nabrały wody w usta. Właściwie przestali cokolwiek na ten temat mówić, a wcześniej informowali, że się przygotowują do akredytacji – stwierdził poseł i dalej jeszcze dodał: – Nic na ten temat nie wiadomo. Jest to chowanie głowy w piasek, a w takiej sytuacji, kiedy zewnętrzna placówka oceniająca jakość usług medycznych pokazuje niedociągnięcia, to powinno być wyciąganie wniosków. Najpierw trzeba sobie zdać sprawę z tego, na czym polegają te niedociągnięcia. 

Parlamentarzysta stwierdził dalej: – Samozadowolenie pana starosty i całego Zarządu Powiatu, również posła Tomaszewskiego i dyrekcji szpitala świadczy o tym, że nie wyciągają żadnych wniosków. Gdyby było tak dobrze, to by otrzymali po prostu akredytację, a to niestety nie nastąpiło. Mamy przykład chowania głowy w piasek, udawania, że nie ma problemu. Tylko, że te problemy pojawiają się, kiedy człowiek trafia do szpitala i wtedy jest weryfikacja tych wszystkich miłych słów, które padają w przestrzeni publicznej i to weryfikacja bardzo bolesna – powiedział poseł dodając, że należy wyciągnąć wnioski wobec zaniedbań, poddając w wątpliwość leczenie w szpitalu. 

Dyrektor Filip Waligóra na spotkaniu z dziennikarzami zaprezentował jednak raport, którego rzekomo nikt nie widział i odpowiedział na zarzuty posła, że brak akredytacji nie wpływa na jakość leczenia: – Poddanie się tej akredytacji jest dobrowolne i my się takiemu przeglądowi poddaliśmy. Dla mnie, jeśli chodzi o sposób zarządzania, ma to wpływ, bo wiem, które obszary mamy do naprawy. Nie jest prawdą, że ten raport został utajniony czy nieupubliczniony, nie jest też prawdą, że o tym nie mówiliśmy – stwierdził i dalej dodał, że w już marcu oficjalnie sygnalizowano, że tego certyfikatu nie będzie: – Tej akredytacji nie zaliczyliśmy na właściwej liczbie punktów. Raport przyszedł w wersji papierowej 9 kwietnia, a 16 kwietnia na odprawie szpitalnej ze wszystkimi kierownikami komórek organizacyjnych go omówiliśmy. Każdy ten raport mógł go pobrać w takiej ilości, jakiej miał potrzebę – powiedział Filip Waligóra.

Dyrektor wprost przyznał, że nikt do dyrekcji po ten raport się nie zwrócił oficjalnie spośród radnych czy rady społecznej. My jego treść już mamy – znajduje się pod artykułem. 

Raport wyszczególnia, czego nie spełniono w trakcie akredytacji i na jakim poziomie pojawiły się braki lub niedociągnięcia. – Nie zaliczyliśmy tzw. czterech standardów obligatoryjnych – teraz akredytacja odbywa się na nowych zasadach. Jakbyśmy to sprowadzili do tego, czego nie zaliczyliśmy – jedna pani doktor nie prowadziła w trakcie kontroli na bieżąco okołooperacyjnej karty kontrolnej na bloku, mieliśmy przeterminowane gaśnice w niektórych miejscach w szpitalu, w książce transfuzjologicznej w jednym miejscu brakowało podpisu pielęgniarki, a wózki ze wszystkimi sprzętami reanimacyjnymi zdaniem komisji nie były w jednym miejscu, tylko jednym pomieszczeniu, ale rozproszone. To spowodowało, że tej akredytacji nie otrzymaliśmy – powiedział Filip Waligóra.

Jak dalej dodał dyrektor, w związku z tym są podejmowane odpowiednie kroki: – Konsekwencje są wyciągane wobec pracowników. Pan od ochrony przeciwpożarowej już nie pracuje u nas, więc ja podejmowałem i podejmuję decyzje po tej akredytacji, natomiast jak to w każdym zakładzie nie informujemy o tym publicznie. Mi jest przykro, bo oczywiście chcieliśmy uzyskać ten certyfikat i mieć tę akredytację, gdyby było inaczej, tobyśmy o to nie występowali, ale to się nie udało. Filip Waligóra nadmienił, że najpewniej ponowione zostaną starania o akredytację.

A co z zarzutem w sprawie zmniejszenia środków, które mógłby otrzymać szpital? – Mówimy o kwocie około 1 mln 800 tysięcy złotych. To nie jest kwota, którą my przeznaczamy na nasze potrzeby, ponieważ my musieliśmy z tym przeglądem ponieść pewne wydatki. Jak szacowaliśmy, to w skali roku, takich wydatków pod taką akredytację to jest na 1,5 mln złotych – odparł dyrektor wskazując, że strata z tego tytułu nie jest taka duża w obliczu całego budżetu jednostki, jak to przedstawiono.

Filip Waligóra przyznał, że jego zdaniem to jest anomalia, z którą się nie spotykał w swojej dotychczasowej pracy w innych placówkach leczniczych, by parlamentarzyści zabierali głos w w sprawach, w których nie mają pełnej wiedzy: – To, co tak naprawdę niszczy ten szpital, to jakieś takie ciągłe zamieszanie wokół niego. A mogę powiedzieć tak, że coraz więcej pacjentów wybiera tę jednostkę, chce się tutaj leczyć i to jest naprawdę wyznacznik jakościowy. Gdyby było inaczej, to ci ludzie tutaj po prostu by nie zgłaszali się po pomoc. 

#Tagi

W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

guest
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments