Wydrukuj tę stronę
czwartek, 25 czerwca 2020 08:12

Kronika miejscowa - 25 czerwca 1933 roku

 

Kradzieże rowerów były prawdziwą plagą w okresie międzywojennym, o czym można się przekonać czytając wydanie lokalnego dziennika sprzed 87 lat.

25 czerwca 1933 roku "Lech" donosił:


Stalowy rumak zmienił miejsce zamieszkania. Jedną z najpospolitszych plag, notowanych na łamach kroniki policyjnej, są kradzieże rowerów. Zostawisz, miły bracie, na 2 minuty swój rower na ulicy, ażeby w tym czasie załatwić w składzie sprawunek - to już może ci się zdarzyć, że znajdzie się zwolennik sportu kolarskiego, który w celach wycieczkowych "pożyczy" sobie twój rower, ażeby już więcej nie pokazać się na oczy.

Niepewne również jest dać swój rower na przechowanie, gdyż i to nie pomoże, albowiem amatorów jest więcej, niż rowerów. Przekonał się o tem ku swej żałości p. Władysław Jankowiak z Pyszczynka, któremu skradziono w ub. tygodniu w godzinach popołudniowych rower pozostawiony przezeń w mieszkaniu p. Bigosińskiego przy ulicy Poznańskiej.

Stratę roweru opłakuje również p. Stefan Fenger, zamieszkały przy ul. Mieczysława 30, który, pozostawiwszy swój wehikuł bez dozoru przy ulicy Rzeźnickiej, zauważył po chwili, że rower znikł ze swego miejsca postoju.

Dalsze 2 wypadki kradzieży rowerów miały miejsce w położonej w powiecie gnieźnieńskim wiosce Jarząbkowie. Poszkodowanymi są: nauczyciel p. Franciszek Modrzejewski (rower marki Brennabor nr. rej. 3370 Września) i listonosz p. Szczepan Andrzejewski (rower marki Opel, przedstawiający wartość 50 zł.). 

We wszystkich wypadkach sprawcy kradzieży pozostali niewykryci.

Bezczelność złodziejska. Niektóre "wyczyny" członków gildy złodziejskiej nie są pozbawione pewnego tupetu,a nawet bezczelności. Oto np. w ub. sobotę z podwórza młyna przy ul. Trzemeszeńskiej skradziono p. Wacławowi Niezgodzkiemu tylne podwozie od wozu roboczego, wartości 130 zł. Ciekawe, co też złodziejaszkowie zamierzają począć z tym "meblem".

"Lech" z 25 czerwca 1933 roku wracał jeszcze do sprawy strzelaniny ze stycznia tego samego roku, która potem miała swój finał przed sądem w kwietniu. W czerwcu odbyła się apelacja:

Sąd Apelacyjny zatwierdził wyrok, skazujący Domańskiego na 4 lata więzienia. Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpatrywał w ub. czwartek sprawę Wojciecha Domańskiego z Gniezna, oskarżonego o to, że z ostro nabitego rewolweru strzelił dwukrotnie w kierunku niejakiego Jarzembowskiego Florjana, przyczem jeden z pocisków przebił jamę brzuszną Jarzembowskiego.

Dnia 30. stycznia b. roku wracało o 12. w nocy z kawiarni Wiedeńskiej w Gnieźnie liczne wesołe towarzystwo. W towarzystwie tem znajdowała się m.inn. p. Domańska i Konopkowa. W pewnej chwili minęło ich drugie niemniej wesołe towarzystwo, z którego niz stąd ni zowąd wystąpił niejaki Jarzembowski i zażądał od Domańskiej wyjaśnienia, dlaczego opowiadała niejakiemu Szulcowi i osobom obcym, że on, Jarzembowski całował się w separatce kawiarni "Ziemianka" z Szulcową.

Na pomoc Domańskiej zjawił się jej mąż, Wojciech, przywołany przez Konopkową. Domański wyciągnął rewolwer, zwracając się do Szulca z słowami: "Władek, ty się zamknij! ja sięz tym smarkaczem policzę!". Gdy Jarzembowskiego zasłoniła Szulcowa, krzyknął do niej Domański w najwyższem uniesieniu: "Won! Won! ty się nie wtykaj, bo cię postrzelę. Ja szczeniaka uśmiercę i trupem położę!" - przyczem strzelił dwukrotnie pod nogi Szulcowej. Gdy przestraszona Szulcowa odskoczyła w bok, oddał Domański dwa strzały w kierunku Jarzembowskiego, raniąc go ciężko w brzuch. 

Za powyższy czyn skazał Domańskiego Sąd Okręgowy w Gnieźnie na 4 lata więzienia, biorąc pod uwagę jego dotychczasową przeszłość. Domański był już 9 razy karany, w tem 6 razy za kradzież. Sąd Apelacyjny wyrok zatwierdził.