Na terenie po dawnym zakładzie utylizacji odpadów zwierzęcych w Jankowie Dolnym planuje się budowę dwóch hal magazynowych. Część mieszkańców ma obawy co do wzrostu ruchu samochodowego przez wieś i w pobliżu swoich domów oraz szkoły. Dlatego w tej sprawie zorganizowano spotkanie, by wyjaśnić swoje obawy inwestorowi. Wspólnego rozwiązania, dobrego dla obu stron jednak nie znaleziono.
Na terenie po dawnym Bacutilu, zwanym w czasach swojego istnienia także rakarnią, funkcjonuje obecnie firma zajmująca się projektowaniem ogrodów, realizująca także projekty o dużych rozmiarach, jak skwery i parki. Rozwój firmy zmusił właścicieli do znalezienia nowej lokalizacji i opuszczenia Gniezna – wybór padł na teren w Jankowie Dolnym, który zakupiono w 2017 roku. To 3 hektary gruntu po dawnym zakładzie utylizacyjnym, który został w większości wyburzony. W tym miejscu powstały małe obiekty magazynowe oraz place manewrowe dla pojazdów wykorzystywanych na terenach realizowanych inwestycji. Dojazd do tego terenu prowadzi od drogi gminnej (dawna DK15) niezbyt szeroką, asfaltową jezdnią o długości niespełna pół kilometra.
W tym roku pojawił się projekt warunków zabudowy, w którym zaplanowano zrealizowanie na tym terenie dwóch hal magazynowych – każda po 1000 metrów kwadratowych, a także budowę prywatnego domu pomocy społecznej (z którego po korekcie WZ zrezygnowano). To wzbudziło zaniepokojenie części mieszkańców, którzy w tej sprawie skierowali już swoje pismo do Urzędu Gminy Gniezno. Jednocześnie jednak postanowili dać wyraz swoim obawom na otwartym zebraniu.
Spotkanie odbyło się w świetlicy wiejskiej w minioną środę 15 października. Wszystkich powitał sołtys Lech Tubacki, który przekazał na początku założenia warunków zabudowy oraz wskazał, że celem rozmowy jest poznanie dokładnych planów inwestora, ale także przedstawienie argumentów drugiej strony – mieszkańców. Ci ostatni mają obawy o wzrost ruchu związanego z transportem towaru na wąskiej drodze, gdzie miejscami nie można się minąć. Do tego dochodzi brak chodnika i pytania o stan drogi. Również wzmożony ruch w pobliżu szkoły podstawowej budził zastrzeżenia.
– Nasza firma świadczy usługi, które mają miejsce zazwyczaj daleko poza siedzibą, a to miejsce jest naszym magazynem, garażem, biurem, warsztatem i wszystkim tym, co służy do tego, by dobrze prowadzić firmę. Nie planujemy produkcji, żadnego przetwórstwa, jakiejkolwiek hodowli – mówił Tomasz Hernacki, inwestor. Jak dodał, poruszenie, jakie wywołało zgłoszenie warunków zabudowy, zaskoczyło go. Tym bardziej, że każdy miał świadomość, że teren po dawnym zakładzie to teren niejako przemysłowy i w zasadzie zawsze mogło w tym miejscu powstać coś nowego o zbliżonym charakterze.
Sama rakarnia nie funkcjonowała już od ponad ćwierćwiecza, ale od tego czasu okolica zaczęła się zabudowywać. Jak przekazał jeden z mieszkańców: – Kiedyś to było za wsią. Za zakładem były jeszcze tylko cztery gospodarstwa. Teraz to jest jakby w środku wsi. Przy samej drodze do firmy wydzielonych jest kilkanaście, jeszcze niezabudowanych działek.
– Jako mieszkańcy nie mamy nic przeciwko temu, że państwo prowadzicie działalność. Nie było przecież żadnych skarg na to. My jednak chcemy, żeby panowie zrozumieli, że mieszkamy przy drodze, którą jeżdżą ciężkie sprzęty. Dwa magazyny po 1000 metrów kwadratowych będą generowały ruch i stąd są nasze obawy – jest wąska droga, jeździmy slalomem po ulicy, chodzi nam też o dzieci – mówiła inna z mieszkanek. W trakcie spotkania zaprezentowano zdjęcia ruchu, jaki panuje na szosie prowadzącej przez Jakowo Dolne w godzinie szczytu oraz stan bocznej drogi prowadzącej w kierunku wspomnianej firmy.
Mieszkańcy wprost pytali, czemu zdecydowano się na ten teren, a nie jakiś położony bezpośrednio przy obecnej drodze krajowej nr 15 oraz co dokładnie ma być magazynowane w nowych obiektach. Inwestor odpowiadał, że ruch do firmy nie będzie uciążliwy, a same obiekty mają służyć zabezpieczeniu mienia, które ma większą wartość. Zapewniał też, że nie będą to żadne materiały niebezpieczne.
Główny wątek całej sprawy rozbijał się o szerokość wąskiej drogi, która, jak stwierdzono, jest nie do poszerzenia. Nikt nie chce wycinki drzew. Wątpliwe jest także poszerzenie drogi. To powoduje, że w zasadzie propozycja, jaka padła, a więc wspólnego pisma do Gminy w sprawie rozwiązania problemu dojazdu, może być nie do rozwiązania. – Mapy pokazują, że warunki do tego są, ale w rzeczywistości widzimy, że ich nie ma – powiedział jeden z mieszkańców.
Do tego dochodzi spadek wartości wspomnianych niezabudowanych działek, które są położone przy ww. drodze. Nie padła odpowiedź na sugestię, co jeśli po rozbudowie firma zmieni kiedyś lokalizację i teren kupi ktoś z innym zamiarem inwestycyjnym? To właśnie takie obawy kierowali mieszkańcy, którzy mają przykłady z innych miejsc w okolicy, gdzie działalność, z pozoru początkowo mało ruchliwa, rozrosła się znacząco wbrew oczekiwaniom.
Spotkanie zakończyło się bez konsensusu. Mieszkańcy zaapelowali o wzięcie swoich argumentów pod uwagę, z których jeden tylko od razu został przyjęty – by kierowcy firmy jeździli wolniej na wspomnianej drodze (gdzie obowiązuje ograniczenie do 30 km/h). Wszystko jednak wskazuje, że w temacie nic się nie zmieni i firma może swobodnie myśleć o rozbudowie, w myśl obowiązujących przepisów.
Komentarz. Powyższa sytuacja jest kolejnym w ostatnim czasie przykładem panującego w całym kraju bałaganu urbanizacyjnego, będącego spuścizną ostatnich dwóch-trzech dekad swobodnego wydawania „wuzetek” na każdy wniosek oraz uchwalania planów zagospodarowania w postaci planów, które w zestawieniu całościowym są bardzo często niespójne i powodują chaos przestrzenny.
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.