Współczesne zło jest znacznie poważniejsze niż wyrzekanie się czy też podważanie poszczególnych prawd wiary. W naszych czasach objawia się ono w formie szczególnie skrajnego pomieszania idei, w rozpadzie instytucji Kościoła, wspólnot zakonnych, seminariów, szkół katolickich, jednym słowem wszystkiego tego, co było trwałą podporą Kościoła. To zło nie jest jednak niczym innym, jak logiczną kontynuacją herezji i błędów, które podkopywały Kościół przez ostatnie stulecia, a szczególnie od czasu, kiedy liberalizm dokładał wszelkich starań, aby za każdą cenę pogodzić Kościół z ideami, które doprowadziły...
Niektórzy uczeni do niedawna przypuszczali, że ludzkość pierwotna żyła z początku w stanie półzwierzęcym, wskutek czego nie miała pojęcia o Bogu, innymi słowy nie posiadała żadnej religii.
Żyjemy w czasie wielkiego zamieszania w Kościele, w czasie, w którym katolicy są bardzo zdezorientowani i zagubieni. Niestety z ambon naszych kościołów nie słyszymy wystarczająco lub w ogóle nie słychać zdrowej doktryny. Ludzie szukają prawdziwego katolicyzmu i nie chcą już jego rozwodnionej wersji. I choć w dzisiejszym społeczeństwie katolickim jest jeszcze jakiś zasób wiary, to nie brak i takich, którzy wiarę całkowicie tracą lub występują wrogo przeciw religii albo wcale o nią się nie troszczą.
Smutek nie jest niczym innym, jak boleścią ducha, którą odczuwamy z powodu zła będącego w nas wbrew naszej woli, czy to będzie zło zewnętrzne, jak ubóstwo, choroba lub doznana wzgarda, czy też wewnętrzne, jak niewiedza, oschłość, wstręt czy pokusa. Niepokój zaś jest największym złem, jakie może przydarzyć się duszy, wyjąwszy grzech.
Kilkadziesiąt lat temu, kiedy opierano się na pojęciu ewolucji świata, wmawiano kapłanowi, żeby i on zmienił swój sposób bycia. Łatwo było w nim zaszczepić kompleksy osamotnienia i frustracji wobec społeczeństwa. Sugerowano mu zacieśnić swe więzi ze światem czy otworzyć się na niego. Zaatakowano jego duchową formację, jego przestarzały sposób ubierania się i życia.
W głębokim zrozumieniu choroby naszych czasów spostrzeżenie, że „radość jest czynnikiem życia i potrzebą życiową, siłą i wartością życiową” staje się słusznym i wartym uwagi zagadnieniem.
Nie ma nic droższego nad czas – jest on skarbem, który istnieje tylko na tym świecie i tylko bardzo krótko można go posiadać, gdyż „oto krótkie lata mijają”.
Przewrotność świata zwykła nas każdego dnia doświadczać. Ludzie poruszają się w ciemnościach nie dostrzegając zła, które czynią, ani dobra, które mogliby zdziałać. Chodzi tutaj o ludzi zatwardziałego serca albo o ludzi zaniedbujących Boga zupełnie albo o niezupełnie nawróconych albo o wprost nienawidzących Pana Boga, czy wreszcie o Mu służących.