|  Rafał Wichniewicz  |  1 komentarz

Weselne emocje uchwycone w fotografii sprzed lat

Światło dzienne ujrzał album fotograficzny, wydany przez Władysława Nielipińskiego, który zaprezentował w ten sposób swój najciekawszy zbiór fotografii weselnych, wykonywanych nawet pół wieku temu. Jako fotograf jeździł po różnych miastach, miasteczkach, wsiach, wykonując zdjęcia w trakcie zabaw. Dziś jest to świadectwo, jak zmieniły się czasy i obyczaje. Właśnie te weselne. Ale ludzie niekoniecznie się zmienili, bo nadal się na nich dobrze bawią, a od zaplecza – przygotowują. O tym jest to fotograficzne opracowanie.

Kilka dni temu w Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Łubowie odbyła się – poniekąd gnieźnieńska – premiera albumu zdjęć Władysława Nielipińskiego. Postaci znanej wielu osobom, a mającej na swoim koncie wyjątkowe dokonanie w skali miasta i regionu, jakim była digitalizacja zasobu fotograficznego Janusza Chlasty, wieloletniego reportera „Przemian”. Odzyskanych w ten sposób przeszło 70 tys. zdjęć stało się udziałem licznych wystaw oraz obszernego albumu, wydanego prawie lata temu.

Tym razem Władysław Nielipiński zajął się swoją twórczością, czego dowodem była wystawa, jaka odbyła się kilka tygodni temu w MOK-u, prezentująca ul. Grzybowo w Gnieźnie na początku lat 80. Większym zadaniem było jednak to, czego dokonał w temacie wystawy „Wesele” oraz wydanego albumu „Gorzko!”, które zaprezentowano właśnie w Łubowie. Na wydarzenie przybyło wiele osób ze środowiska fotograficznego, ale także rodzina, przyjaciele czy… osoby, które były fotografowane pół wieku temu przez autora.

Władysław Nielipiński przyznał, że wszystko zaczęło się, kiedy jeszcze zajmował się digitalizacją zdjęć Janusza Chlasty. – Praca nad tym projektem uzmysłowiła mi, że w tych starych negatywach tkwi jakaś, moc, siła i że może warto sięgnąć po swoje zasoby, które gdzieś tam w piwnicy, w jakimś kartonie siedziały. Jak dojrzałem do tej decyzji, to po wyselekcjonowaniu kilku różnych tematów okazało się, że najwięcej mam materiału, który popełniłem na weselach. W odróżnieniu od Janusza Chlasty, który fotografował wszystkie imprezy, jakie były w Gnieźnie i okolicy, a może w całym województwie, to ja nie mając takiego „rynku zbytu”, robiłem to, na co było zapotrzebowanie, jeśli chodzi o moją fotografię. A zapotrzebowanie było m.in. na weselach – opowiadał.

– W tych zdjęciach z wesel tkwi jakaś siła, jakaś wartość. Przekonanie o tym miałem od samego początku. Chodząc po tych weselach, zawsze starałem się szukać takich niekonwencjonalnych ujęć, unikać ustawianych uśmiechów do kamery, a robić zdjęcia, które będą pokazywać o tym, co się dzieje. Kiedy w 1986 roku, zostałem kierownikiem zakładowego domu kultury, to jedną z pierwszych wystaw, jakie wówczas zrobiły, to była wystawa „Ach, co to był zaślub!” – mówił Władysław Nielipiński. na tej ekspozycji pojawiły się wówczas w większości zdjęcia autora, ale także były prace innych fotografów. Do tematu powrócił przy okazji wystawy w 2009 roku w MOK-u, ale był to tylko akcent całej twórczości.

– Z różnych zdjęć, jakie robiłem na weselach, zawsze starałem się przynajmniej jedną fotografię poświęcić zespołowi, aby on był w całości w tym otoczeniu, w jakim występował. Jeśli to było w domu, to widać jakieś święte obrazy na ścianach, albo inne dekoracje weselne – opowiadał autor. Dodał, że w czasach jego „weselnej twórczości” w ogólnopolskim środowisku fotograficznym panowała moda na dokumentalistów, zajmujących się tzw. typologią. Fotografowali konkretne motywy z życia codziennego, pokazując różne style, formy, charaktery osób żywych, budynków, elementów architektury itp. – Chciałem wpisać się w ten nurt młodych dokumentalistów i wymyśliłem sobie typologię orkiestr weselnych. Powrócił do niej, kiedy po latach zasiadł nad swoim materiałem i był pomysł, żeby pokazać właśnie te kapele. Ale rozmawiając ze znajomym, Mariuszem Foreckim, przekonał on go do tego, żeby jednak pokazać wesela, gdyż była w nich dokumentalistyczna moc. – Wyselekcjonowałem 493 różnych fotografii, które wydawały mi się, że są ciekawe, interesujące nie tylko dla mnie, ale mogą być ciekawe dla innych. Tak zaczął powstawać album „Gorzko!”. 

– Kiedy miałem wytypowanych to zacząłem edytować, które z tych zdjęć kucharek biegających przez podwórko jest ciekawsze, które wybrać do albumu, które więcej mówi o tym maleńkim epizodzie przygotowań, jakie się odbywały na wiejskim weselu. Uznałem, że nie jestem w stanie sobie z tym zagadnieniem poradzić – przyznał Władysław Nielipiński, przy czym ponownie wymagał przy tym pomocy innych osób, gdyż wybór spośród wielu różnych kadrów był trudny – wszędzie tkwiły emocje. Pomógł ponownie Mariusz Forecki. – Związany blisko, emocjonalnie z wieloma fotografiami, nie byłem w stanie sam podjąć tego wysiłku, żeby coś odrzucić. Wszystkie były dla mnie świetne i dobre. Pomogli przy tym także znajomi z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu.

Dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy dla kultury, udało się zdobyć dofinansowanie do wydania tego albumu. Dzieło w swojej formie jest dokumentem wyjątkowym i w zasadzie jest opowieścią, bo widać tam przejścia od przygotowań do wesela, poprzez błogosławieństwo, podróż do kościoła, powrót, posiłek, rozmowy, tańce, zabawy, ale też to co od zaplecza – kucharki, bieganie z posiłkami, muzyków itp.

#Tagi

W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

guest
1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Roberto
Roberto
21/11/2025 19:42

Młode panny były jak widać bardziej ubrane, niż dzisiaj. Niektóre dziewczyny obecnie mylą suknię ślubną – przynajmniej jej górę – ze skąpym opalaczem na plażę!



© Gniezno24. All rights reserved. Powered by Libermedia.