Robinsonada - tak można mówić o kilkudniowej przygodzie zapomnianego syna ziemi gnieźnieńskiej, którego nazwisko przez kilka dni 1936 roku było na ustach wielu Polaków.
Przed gnieźnieńskim Sądem Rejonowym ruszyła sprawa zakatowania tępym narzędziem dwóch psów. Jeden ze sprawców twierdzi iż był zamroczony alkoholem i praktycznie nic nie pamięta.
Świadkami tego niespotykanego w dziejach naszego miasta zdarzenia było wielu gnieźnian i wojskowych, a na ratunek poszkodowanym ruszyli dosłownie wszyscy.
Około setka śmiałków kąpieli w zimnej wodzie i kilkuset dopingujących ich mieszkańców Gniezna przybyło w niedzielne południe na plażę miejską nad Jeziorem Winiary.
W tegorocznym Orszaku Trzech Króli uczestniczyła spora grupa gnieźnian, którzy mimo mrozu zdecydowali się razem wyruszyć z darami dla Świętej Rodziny.
Niemcy obsadzili Zdziechowę w dwóch newralgicznych punktach - szkole, znajdującej się przy wjeździe od strony Gniezna oraz w tutejszym dworku.
Gdyby żył, skończyłby w tym roku sto lat. Czy miałby rodzinę? Ile wnuków mogłoby mu towarzyszyć? Jakim człowiekiem by był? Nigdy się nie dowiemy. Zginął, bo był Polakiem, a jego los jest historią setek tysięcy innych naszych rodaków.
Często się mówi, że gnieźnianie rzadko angażują się w działalność stowarzyszeń i innych organizacji. Aktywność mieszkańców także jest różnie oceniana. Jak to wygląda na tle innych miast regionu?

Ostatnio dodane