Murale Gniezna na przestrzeni lat. Firmy, zakłady i pamięć, która płowieje z każdym rokiem

Wielkościenne murale w Gnieźnie kiedyś były wszechobecne. Dziś ich pozostałości bladymi barwami przypominają o tym, że niegdyś kolorowały szarą rzeczywistość PRL-u, nieco pudrując istniejące pustki w zabudowie. Afiszowały zakłady pracy i hasła propagandowe. Te starsze, przedwojenne napisy, przypominały o kapitalistycznych czasach. Po 1989 roku o wszyscy odwrócili się od tych ścian, nawet władze miasta, konserwatorzy i znawcy regionu. Pora przypomnieć te, które zachowały się jeszcze na ulicach Gniezna.
„Polania”, „Lech”, „Spomasz”, ale także Szlak Piastowski czy… PZPR. To między innymi hasła tych zakładów pracy, ale także atrakcji turystycznych regionu czy partii „kolorowały” dawniej puste ściany gnieźnieńskich kamienic. Dziś, kiedy po wielu latach – łaskawie! – w centrum miasta będzie mógł powstać nowy mural, pora zapytać: a co z tym dawnym dziedzictwem, mającym swój poniekąd historyczny charakter?
Murale w Gnieźnie pojawiały się na pewno już w drugiej połowie XIX wieku, a przynajmniej tak możemy stwierdzić na podstawie zachowanych starych zdjęć. Wtedy jednak były to nic innego, jak „firmy”, czyli nazwy przedsiębiorstw umieszczane wokół witryn, wykonywane na elewacji kamienic. Malarze zajmujący się ich wykonywaniem afiszowali się w prasie wprost, że zajmują się „malowaniem firm”.
To był czas, kiedy nie znano pojęcia marketingu, ale wielu przedsiębiorców miało zmysł reklamowy. Wiedziano, że bez dobrego oznaczenia firmy nie można istnieć. Dlatego na ścianach starano się tworzyć napisy w formie malowanych liter, niekiedy umieszczanych na szyldach mocowanych do elewacji. W wielu przypadkach jednak wykonywano je bezpośrednio na ścianie. Poza taką formą, właściciele firm mieli jeszcze dwie możliwości reklamowania – w gazetach oraz poprzez (dziś tak to nazywamy) marketing szeptany.
Efekty tej pracy zachowały się do naszych czasów m.in. na ul. Czystej czy Cierpięgi, ale także i w innych, mniejszych formach na ul. Wyszyńskiego czy Mieszka I. To spuścizna czasów kapitalistycznych, okresu międzywojennego mieszającego się z naleciałościami poprzedzającego je czasu zaboru pruskiego oraz późniejszej okupacji tj. niemieckimi słowami przebijającymi miejscami spod warstw farby. Litery niejednokrotnie się nakładają na siebie – znak to, że zmieniał się oficjalny język, ale też mogły zmieniać się przedsiębiorstwa działające w tych miejscach.
Sklepy kolonialne (spożywcze) reklamowały to, czym się szczyciły w swoich towarach. Inne firmy wprost opisywały to, co posiadają na swoim stanie lub po prostu były to tylko ich nazwy – jak na ul. Cierpięgi piekarnia Michała Maliszewskiego. Ten ostatni prowadził swój zakład w okresie międzywojennym do końca 1932 roku, zanim przeniósł się na ul. Mickiewicza. Napis ten, odsłonięty na skutek odpadającego tynku, liczy sobie więc bez mała sto lat. Po przeciwnej stronie, pod numerem 7a, swój skład kolonialny posiadał Stanisław Bartkowiak – było to na przełomie XIX i XX wieku. Mural ten jest więc jeszcze starszy i przetrwał do naszych czasów.
Tymczasem nastał PRL, ale ten już głęboki i utrwalony, pełen chronicznych niedoborów w asortymencie sklepowym – od spożywczych po wyposażenia wnętrz. W latach 60. XX wieku tę siermiężną rzeczywistość postanowiono zacząć kolorować. Miasta zaczęły się wypełniać kolorowymi neonami, które także gościły na ulicach Gniezna, a jedynie zachowały się na reporterskich zdjęciach Janusza Chlasty. Nowoczesność miasta podkreślały także latarnie, na których montowano obudowy do jarzeniówek. Te zaś bardzo szybko okazały się tak trudnym tematem w utrzymaniu, że po kilku latach zaczęto je wymieniać na zwykłe żarówki. Wraz z tym „postępem”, na ulicach zaczęły pojawiać się wielkościenne murale, wprowadzające „nowoczesność” w przestrzeni miejskiej. Nierzadko tak reklamowano to, czego na rynku i tak brakowało.
W Gnieźnie jednak największe murale nie były dedykowane produktom, ale zakładom pracy. Było ich sporo, ale obecnie, po przeszło 35 latach III Rzeczypospolitej, uciekają z przestrzeni miejskiej pod wpływem deszczu, wiatru oraz słońca. Kolory bledną, zanikają, podobnie jak społeczna pamięć o ich istnieniu. Odchodzą pokolenia, które pracowały w tych zakładach pracy i nikt nie woła, nie pyta – ale dlaczego by ich nie zachować i odratować dla pamięci?
Autor tych słów już lata temu próbował się zagłębić w tematykę gnieźnieńskich murali – wymową tego była wystawa z 2013 roku w Miejskim Ośrodku Kultury. Na niej to pojawiła się archiwizacja kilkunastu zachowanych murali – tych z PRL-u, jak i dawniejszych. Dziś, po tych nastu latach można powiedzieć, że część już bezpowrotnie zniknęła. Są takie, które się trzymają, ale i takie, które powoli zanikają.
Jedynym obecnym znanym autorem gnieźnieńskich murali był Eryk Kuszczak (1929-2013), absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu, przez 20 lat plastyk miejski – dzisiaj funkcja kompletnie w urzędach zarzucona. Malarz, projektant, twórca i postać w Gnieźnie zapomniana, a którego to prace są wszechobecne w przestrzeni miejskiej.
Obecnie dziełem, który na pewno jest autorstwa Eryka Kuszczaka, jest mural przedstawiający atrakcje Szlaku Piastowskiego, który znajdował się przy ul. Mieszka I, od strony pawilonu Szkoły Muzycznej. Powstał on najpewniej w 1977 roku w czasie, kiedy w tym miejscu znajdował się jeszcze parking strzeżony dla samochodów, na którym parkowali często turyści przybywający do Gniezna. Na muralu znalazły się główne motywy kojarzone z ówczesnym Szlakiem Piastowskim – katedry w Inowrocławiu i Gnieźnie, wieża w Żninie, Kruszwicy i Strzelnie, ratusz w Poznaniu oraz brama wjazdowa do grodu w Biskupinie.
Jest możliwym, że Eryk Kuszczak był także autorem muralu po „drugiej stronie” kamienic przy tej ulicy, od strony ul. Kościuszki. Tam bowiem najpewniej mniej więcej w tym samym czasie powstał, pełen różnych barw, ozdobiony kwadratami malunek Fabryki Galanterii „Lech”. Poza nazwą firmy, widniał tam też asortyment produkowany w zakładzie: guziki, spinki, biżuteria.
Murali jednak na terenie Gniezna było więcej. Najlepiej obecnie zachowanym jest bez wątpienia „Spomasz” od strony ul. Jeziornej. Od dekady jest już niewidoczny, gdyż zabudował go gmach Prokuratury Rejonowej. Dawniej w tym miejscu także znajdował się parking, dlatego szpetną ścianę też gdzieś w tych czasach pomalowano w wyraźnie odcinające się kolory z nazwą zakładu oraz charakterystycznym kołem zębatym, świadczącym o tym, że jest to firma z obszaru mechanizacji.
Na tej samej oficynie, od ul. Słomianka, umieszczono także zakres produkcyjny „Spomaszu”. Wprawne oko dostrzeże także… błąd w jednym ze słów. Zamiast „Automaty do pakowania” zamieszczono „Automaty do pkowania”. Uciekła litera „A”, ale też – patrząc na przestrzeni lat – ucieka też odpadający tynk, na którym mural umieszczono.
Niewidocznym już śladem jest dawny mural Wielkopolskich Zakładów Obuwniczych „Polania”. Ten malunek znajdował się przy ul. Lecha i był najlepiej zachowanym ze wszystkich, jakie istniały na terenie Gniezna jeszcze w poprzedniej dekadzie, ale… został zabudowany nowym domem wielorodzinnym. Fragment widoczny jest nadal od strony podwórka i z ul. Lecha. Ślad tam jeszcze po nieistniejącej już od dwóch dekad ulicy 22 Lipca – dzisiaj ul. Gdańskiej.
Zresztą, jak ktoś jeszcze chce poczuć ducha dawnej „Polanii”, może przejść się pomiędzy dawnymi zabudowaniami zakładu. Również i tam wszystkie budynki pamiętające „Obuwie”, przechodząc różne modernizacje i przebudowy, zmieniają swój charakter. Młodsze pokolenia w ogóle historii tego miejsca nie będą znały.
A co dalej? To relikty muralu firmy Społem przy ul. Żwirki i Wigury. Ten to powstał też najpewniej gdzieś w latach 70. W słońcu aż raził – na żółtym tle wymalowane były kolorowe połówki elips, a pośrodku na białym tle znajdowały się nazwy czterech lokali gastronomicznych prowadzonych przez firmę – Esplanada, Pod Kominkiem, Europejska i Gwarna wraz z adresami tychże. Nad nimi widniał jeszcze napis „Społem zaprasza”.
Dziś mural ten ustąpił wątpliwej estetyce banerów, zamocowanych i regularnie wymienianych co promocję lub co zmianę klienta. Niewielu zwraca na nie uwagę, a służą jedynie wzmocnieniu świadomości marki w przestrzeni publicznej. Spoza nich, podobnie jak w przypadku muralu z ul. Kościuszki, wyzierają resztki dawnego muralu, odpadające kawałek po kawałku wraz z tynkiem, który najwyraźniej przetrwał tutaj te 50 lat wraz z farbą.
Jest jeden taki mural, o którego istnieniu chyba mało już kto pamięta, a który stanowił jeden z elementów propagandowych „słusznie minionych czasów”. Istniał on na ul. Wrzesińskiej, od strony centrum i choć obecnie ścianę zakrywają drzewa, relikty napisu tam widniejącego wciąż można spróbować odczytać: „VII zjazd PZPR programem podniesienia jakości pracy i warunków życia narodu”. Obok widniała twarz robotnika, dumnie spoglądającego do góry – ku świetlanej przyszłości. Znak to, że musiał powstać w okresie (plus minus) właśnie siódmego zjazdu partii, który odbył się w grudniu 1975 roku. A więc pół wieku temu.
Poniżej stan obecny tej ściany i próba rekonstrukcji tego, co dawniej tam się znajdowało i było dobrze widoczne dla jadących od strony wiaduktu. Tak, by głoszone tam hasło dotarło to do świadomości każdego.
A dzisiaj? Pozostaje tylko nadzieja. Taka, że może kiedyś ktoś zainteresuje się tym fragmentem historii. Ratujemy budynki, pamiątki piśmiennictwa, archiwizujemy różne dzieła, ale o tym jakoś zapominamy. A tymczasem w wielu miastach dawne murale – te sprzed wieku czy półwiecza – są zachowywane, a konserwatorzy dbają o to, by przetrwały. Na przeszkodzie często są różne czynniki, zwłaszcza własnościowe. Większość powyższych budynków to prywatni właściciele lub wspólnoty, którym zależy na każdej złotówce czy to z reklamy czy przy remoncie budynku. Nieocieplone ściany najpewniej czeka prędzej czy później wiadomy los, jakim jest bezpowrotne pokrycie ich warstwą styropianu. A tymczasem namalujemy mural z Bolesławem Chrobrym i…? Będziemy czekać aż też spłowieje?
Murale stanowiły element miejskiego krajobrazu, kolorowały szarą rzeczywistość PRL-u. Potem wszyscy się od nich odwrócili. Od postaci Chrobrego pewnie też się odwrócą, jak się do niego wszyscy przyzwyczają. Chyba, że zmieni się podejście do tematu i zaczniemy patrzeć na puste ściany w centrum, jak na plansze, które mogą opowiedzieć historię Gniezna – tę dawną, jak i bardziej nam bliższą.
Osoby, które mają dodatkowe, ciekawe informacje w powyższym temacie, także zdjęcia lub wspomnienia, proszone są o kontakt: historia@gniezno24.com
#Tagi
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.





















