Gnieźnieński szpital o proteście: popieramy postulaty i działamy dalej

Od początku tygodnia w szpitalach na terenie kraju trwa czarny protest przeciwko sytuacji w służbie zdrowia, a dokładniej położeniu placówek leczniczych. Wiele z nich jest zadłużonych i grozi im zamykanie kolejnych oddziałów, co jest efektem niemiarodajnej polityki, prowadzonej nie tylko na przestrzeni ostatnich lat, ale dekad. Szpital Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie także popiera postulaty, zapewniając o stabilności finansowej i jednocześnie starając się zabezpieczyć świadczenia. W tym zakresie udaje się dochodzić do porozumienia z personelem.
W Polsce trwa obecnie protest w ochronie zdrowia, nazywany „czarnym tygodniem”, w którym uczestniczą głównie szpitale powiatowe. Placówki w całym kraju zwracają uwagę na swoją trudną sytuację finansową, wskazując na rosnące zadłużenie, zbyt niskie finansowanie ze strony NFZ oraz rosnące koszty funkcjonowania. Protest ma na razie charakter informacyjny i nie powoduje dużych utrudnień dla pacjentów, ale jego celem jest wywarcie presji na rząd, aby zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia i wprowadzić zmiany w systemie.
Jak nam przekazał Filip Waligóra, dyrektor Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie, jednostka ta jest członkiem ogólnopolskiego Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych: – Popieramy postulaty tego protestu, ale do formy jego wyrażenia, jak czarna koszulka czy minuta ciszy, zostawiłem dowolność dla ekspresji tego protestu. Trzeba sobie odpowiedzieć, że ochrona zdrowia od kiedy tylko w niej działam ma problemy i to jest ciągle kwestia systemowych rozwiązań, których nie ma, natomiast popieramy te postulaty – powiedział.
Dyrektor dodał, że obecnie szpital utrzymuje stabilną sytuację, ale momentami potrzebna jest współpraca z personelem, aby tę działalność zapewnić nadal na tym samym poziomie. – Mamy długoterminowe zobowiązania, ale staram się prowadzić szpital w sposób taki, że reaguję na to, co się dzieje w przestrzeni publicznej. 30 marca weszło zarządzenie ograniczające ilość badań endoskopowych do limitów, jestem po rozmowie z naszymi lekarzami i ustaliliśmy, że my będziemy wykonywać te badania ponad limit, ale będzie mniej płatny. Aby to nam się wszystko spinało, czyli aby szpital nie musiał dopłacać do tych badań i lekarze zrezygnowali z części swojego wynagrodzenia, musiały nastąpić zmiany w strukturze pielęgniarskiej – przekazał Filip Waligóra.
Przykładowo pracownia endoskopii pracująca 40 godzin tygodniowo, musiałaby pracować ambulatoryjnie tylko trzy dni, gdyby te limity były tak uznane. A tymczasem w ciągu ostatniego roku zainwestowano tam w sprzęt oraz ściągnięto specjalistów. Takie efekty przez takie limity można bardzo łatwo stracić i potem ciężko to odbudować: – Taką przyjmujemy filozofię, że jeżeli NFZ w każdym innym zakresie będzie wprowadzał zmiany, to tak będziemy działać – nie, że tylko my rezygnujemy z jakichś dodatkowych przychodów, ale musi to objąć całą strukturę, bo inaczej nie zapewnimy stabilności finansowej lecznicy i nie będę mógł jej rozwijać – powiedział dyrektor, dodając na końcu: – Mamy zobowiązania długoterminowe, zobowiązania wymagalne, ale mogę uczciwie powiedzieć, że dzisiaj to wygląda lepiej, niż jak obejmowałem tutaj stanowisko.
A sam protest? Najpewniej niewiele się w tym zakresie może zmienić. O sytuacji w służbie zdrowia wiedzą wszyscy, ci pacjenci, którzy trafiają do szpitala pierwszy raz po wielu latach w zdrowiu, jak i ci „goszczący” w nich częściej. Pozostaje pytanie, jak zakończy się w końcu ten niekończący się zabieg na tym żywym organizmie, który trwa już tak długo…
#Tagi
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.




















