Wolontariusze i osoby zajmujące się zwierzętami na terenie Gniezna poinformowały o szczęśliwym finale związanym z informacją o zabraniu psa z ul. Witkowskiej przez nieznane osoby. Maltańczyk wrócił do rodziny, a wolontariusze z Fundacji Przyjaciele Zwierząt opisując przebieg całej sprawy.
O całym zajściu, które miało miejsce w sobotni wieczór 26 lipca, informowało Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami oraz inne instytucje, zajmujące się pomocą czworonogom. Pies miał wyjść przez niedomkniętą furtkę i zabrany przez nieznane osoby z białego samochodu, który oddalił się w kierunku Witkowa.
– Z ogromną ulgą i radością informujemy, że malutka sunia, która została zabrana sprzed posesji przy ul. Witkowskiej 108 w Gnieźnie, wróciła już do swoich właścicieli. Jest bezpieczna, cała i zdrowa – informuje Fundacja Przyjaciele Zwierząt. Dalej jej przedstawiciele opisują całą sytuację – jak się okazało, właściciele psa nie są z Gniezna: – Piesek przez przypadek wyszedł przez niedomkniętą furtkę. To była chwila. Dosłownie kilka minut później przejeżdżający biały samochód zatrzymał się, a osoby z auta zabrały psa z ulicy. Właściciele natychmiast rozpoczęli gorączkowe poszukiwania. Zgłosili sprawę na policję i rozpoczęli publikowanie ogłoszeń. Dzięki niesamowitemu zaangażowaniu naszej koleżanki z Fundacji – obdarzonej prawdziwym detektywistycznym zmysłem – i dzięki informacjom od Was, udało się namierzyć samochód, a dalej – jego trasę i miejsce postoju. Koleżanka ruszyła w teren, odnalazła pojazd, przeprowadziła wywiad, trafiła do osoby, która brała udział w zabraniu psa… i sunia wróciła do opiekunów – informują, publikując zdjęcia z oddania zwierzęcia, które trafiło z powrotem do dzieci.
Dalej Fundacja zamieściła swoje oświadczenie do całej sprawy i zaapelowała o rozsądek przy ferowaniu wyroków, dziękując wszystkim, którzy pomogli w tej sprawie: – Chcemy też odnieść się do komentarzy, które pojawiły się pod wcześniejszymi postami. Tak – furtka była niedomknięta, i tak – piesek wyszedł. Czy to błąd? Tak. Ale pytanie: czy komuś z nas nigdy nie zdarzyło się czegoś nie dopilnować? Nawet dzieci czasem wychodzą niezauważone z domu – tym bardziej psy. Ważne jest, jak reagujemy – a rodzina tej suczki zareagowała natychmiast. Byli w rozpaczy, w stresie, w szoku. I zrobili wszystko, co mogli, by ją odzyskać. Rozumiemy też, że osoby, które zabrały psa z ulicy, mogły działać z dobrych pobudek – widząc biegające po ruchliwej ulicy zwierzę, chciały je zabezpieczyć. Ale trzeba to jasno powiedzieć: jeśli znajdujemy psa, naszym obowiązkiem jest natychmiastowe powiadomienie odpowiednich służb – schroniska, policji, straży miejskiej – a także umieszczenie ogłoszeń w mediach społecznościowych. Można też odezwać się do lokalnego radia. Zwierzę, zgodnie z polskim prawem, traktowane jest jako rzecz – nie można jej po prostu zabrać i zatrzymać. To także kwestia moralności: ten pies miał swoją rodzinę, która go szukała i cierpiała. Niestety, osoby, które go zabrały, nie wykonały żadnego z tych kroków. Mijały kolejne godziny, a nikt nie próbował odnaleźć właścicieli. Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli – każdej osobie, która przesłała informację, udostępniła post, podniosła alarm. Dzięki Wam ten piesek wrócił do domu. Niech ta historia będzie przestrogą, ale też lekcją empatii i refleksji.
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.
Cieszcie się , że Ktoś go przyjął, a nie rozjechał. Całe te wywody o miłości do pieska można wsadzić sobie gdzieś, skoro nie potrafimy zapewnić mu bezpieczeństwa.
Popłakałam się. Parę miesięcy temu odszedł mój 16 letni Maltańczyk. Jak był szczeniakiem budowlańcy pracujący na posesji obok ukradli go z podwórka. Na szczęście głośno szczekał i go znaleźliśmy ❤️ To są psy, które wiele znoszą od człowieka a mimo to w zamian potrafią oddać mu całe swoje serce.
Najważniejsze że wróciła do właściciela też mam psa nie wyobrażam sobie żeby ktoś mógł mi go zabrać
Też miałem taki przypadek około 5 lat temu, poszedłem na spacer z dorosłym 13 letnim psem do lasu blisko morza i puściłem że smyczy jak zawsze. Szukałem później psa 3 dni po lasach i wydmach, ale się nie odnalazł, a drogę dobrze znał do domu. Po miesiącu żona przypadkiem odnalazła na internecie, okazało się że jest w schronisku. Żeby odzyskać psa musiałem pokazać zdjęcia ze jestem jego właścicielem i wtedy zrobiłem błąd policzyli mnie za lekarza karmę i bytowa nie, a jeszcze nie zdążyli go sterylizować, mój błąd bo nie miał czipa, ale za jego Ala wygody i głupotę ludzi, którzy go zabrali zapłaciłem ponad 600 zł. I gdzie tu myślenie tych co go zabrali. Za adopcję i zabranie ze schroniska nie zapłacił bym nic. Taka u nas sprawiedliwość., a po roku pies zmarł że starości.
Dobrze że piesek nie wpadł pod ten samochód ,bo byłaby tragedia ,pilnujcie pieska i nie miejcie pretensji do ludzi którzy zaopiekowali nim !!!
Widać, że rodzina traktuję sunie jak członka rodziny. Dobra robota fundacji!