|  Rafał Wichniewicz  |  2 komentarze

Zabici bez śladu. Pochowani bez grobu. Erna mogła być jedną z nich

Są takie ofiary wojny, które do dziś się wspomina, ale są i takie, o których nikt nie pamięta. Zdarzają się również takie, które dopiero po wielu latach zaczyna się szukać. Wśród nich byli bliscy Erny Freitag. Kobieta w ostatnich miesiącach II wojny światowej trafiła do szpitala „Dziekanka” w Gnieźnie i tu po krótkim czasie zmarła. Czy była ofiarą akcji T4? To pytanie retoryczne, bo w świetle niemieckiej, nazistowskiej ideologii, jej życie „nie było warte życia”. Była jedną z tysięcy, którzy zmarli w okolicznościach, które obrazują tragiczny los osób chorych psychicznie. Jakiś czas temu, śladami swojej krewnej, do Gniezna przybyła jej rodzina.

To wciąż nie w pełni wyjaśniona historia zbrodni, która rozegrała się także w położonym wówczas obok Gniezna kompleksie szpitalnym. „Dziekanka” do 1939 roku przez prawie pół wieku przyjmowała licznych pacjentów ze schorzeniami, które nie pozwalały im normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Po wrześniu 1939 roku stała się miejscem mordów, dokonywanych na podopiecznych przez niemiecki personel.

Jesienią 2025 roku mija 86 lat od momentu, jak rozpoczęta została akcja T4. Polegała ona – w skrócie – na zabijaniu pacjentów szpitali psychiatrycznych, ale także osób upośledzonych, niepoczytalnych i cierpiących na różne zaburzenia rozwojowe. To wszystko w ramach nazistowskiej ideologii, wdrożonej w 1939 roku w III Rzeszy. Określenie sformułowane w jej ramach, tj. „życia niewartego życia” dotyczyło osób, które w żaden sposób nie mogły się przyczynić do rozwoju ówczesnych Niemiec, aspirujących do roli hegemona i decydenta o losach świata. Dlatego rozpoczęto akcję zabijania pacjentów we wszystkich szpitalach psychiatrycznych, także na terenach okupowanych. W tym w „Dziekance”, przemianowanej w czasie okupacji na „Tiegenhof”.

O zbrodniach dokonywanych na pacjentach szpitala „Dziekanka” w Gnieźnie w czasie II wojny światowej mówiono już dużo, choć temat wciąż nie jest w pełni wyjaśniony. Pierwsze publiczne informacje o zbrodniach pojawiły się już po 1945 roku, a potem sporadycznie w PRL-u czy po 1989 roku przypominano o nich. Te ofiary jednak nigdy nie miały grobów i… mało kto się o nich upominał. Podobnie jak o trwałą pamięć. W lokalnym wymiarze dopiero w ostatnich dwóch dekadach zaczęto głośniej mówić o ofiarach. Lokalnie kroki w tym kierunku uczynił regionalista Karol Soberski, ale także utrwalane jest to w formie kulturowej, co stało się dzięki inicjatywie Teatru im. A. Fredry, który w reżyserii Martiny Gredler przygotował spektakl „Tiegenhof”.

Jedną z osób, która trafiła w czasie wojny na „Dziekankę”, ale już z niej nie powróciła, była Erna Freitag, Niemka, która została tu przywieziona w 1944 roku. Kilka miesięcy temu do Gniezna przyjechali z Niemiec jej krewni, którzy szukali miejsca, gdzie zakończyła swoje życie. Zanim tu została przetransportowana, w tym szpitalu zdążono wymordować kilka tysięcy innych osób. W pierwszym etapie byli to polscy pacjenci, których zastano w lecznicy w 1939 roku. Potem zabijano kolejnych.

Już kilka tygodni po zajęciu Gniezna przez Niemców, ze szpitala zaczęły wyjeżdżać pierwsze ciężarówki, które wywoziły pacjentów w nieznanym kierunku. Po pewnym czasie wracały już puste, co było namacalnym dowodem na dokonywanie zbrodni. Pojazdy odprowadzające spaliny do części ładunkowej, w której przebywały chore osoby, zabijały ich. Po dojechaniu w rejon lasów w Mielnie oraz Wierzycach (według dotychczasowych ustaleń, gdzie miały znajdować się masowe groby), większość z nich już nie żyła. Tych, którzy jeszcze się ruszali, dobijano.

Taki los nie spotkał Erny Freitag. Zanim trafiła do „Dziekanki”, masowe mordy za pomocą powyższego „rozwiązania” zostały zakończone. Akcję T4 jednak kontynuowano, najczęściej indywidualnie podając pacjentom zastrzyki z trucizną.

Erna Freitag była Niemką, ewangeliczką, mieszkała w niewielkiej miejscowości pomiędzy Hanowerem a Dortmundem. We wrześniu 1944 roku miała 42 lata. Jak wynika z zachowanej dokumentacji, pracowała przy wyrobie papierosów (Zigarrenarbeiterin). Zachorowała. Później w szpitalnej księdze zgonów wpisano schizofrenię.

Pierwszym szpitalem Erny Freitag był Gütersloh w Nadrenii. Następnie, z niejasnych względów, skierowano ją do szpitala w Warcie, kilka kilometrów od Sieradza. Tam spędziła rok. Stamtąd przewieziono ją 10 września 1944 roku do Gniezna. Nie przywieziono jej tu samej, ale trafiła ona z grupą kilkudziesięciu innych pacjentów, narodowości polskiej i niemieckiej. Zmarła tydzień później – 17 września 1944 roku. Następnego dnia, jej mąż Karl otrzymał telegram o śmierci żony. Przyczyną śmierci pisaną do kartoteki szpitalnej, poza powyższą chorobą, wpisano także „ogólne wyczerpanie”. Pogrzeb odbył się 22 września 1944 roku. W telegramie użyto określenia „Anstaltsfriedhof”, a więc cmentarz należący do instytucji – wskazuje to na ten położony przy ul. Dalkoskiej.

Przybyli kilka miesięcy temu krewni Erny Freitag chcieli zobaczyć miejsce, gdzie spędziła swoje ostatnie dni życia. W ich przekonaniu faktem jest, że stała się ona ofiarą akcji T4. Do Gniezna miałaby zostać skierowana z Warty tylko w tym celu, by ją tu uśmiercić. Być może, po roku próby wyleczenia jej w szpitalu w Warcie, podjęto właśnie taką decyzję. Dzisiaj nie ma jednoznacznego dowodu na to, że została zabita, ale papier przyjmie wszystko – dokumentację można było sfałszować. Takie metody były stosowane przez Niemców bardzo często.

Spotkanie w „Dziekance” było okazją do tego, by bliscy Erny nie tylko zobaczyli sam szpital, ale także Muzeum, opowiadające o historii całego kompleksu – także tej tragicznej. Udało się im przekazać to, co jest wiadomym o tych wydarzeniach. W tych opowieściach było także o Wiktorze Ratke, który z przedwojennego lekarza stał się bezwzględnym realizatorem akcji T4. Krewni Erny przywieźli ze sobą dokumenty, a także zdjęcia. Z jednego z nich spoglądała Erna Freitag. Spojrzenie smutne, zatroskane.

Ostatnim etapem była podróż na cmentarz przy ul. Dalkoskiej. Został on założony wraz z budową całego kompleksu szpitalnego, a więc pod koniec XIX wieku i znajdował się na skraju rozległych pól uprawnych, należących do lecznicy. Część wschodnia była przeznaczona dla katolików, a zachodnia – dla osób wyznania ewangelickiego. To gdzieś tam, Erna, jako ewangeliczka, została najprawdopodobniej pochowana. Śladu po jej grobie nie ma, tak jak po tysiącach innych pomordowanych w trakcie akcji T4.

 

#Tagi

W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

guest
2 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
kabat
18/11/2025 17:09

https://www.facebook.com/leszek.kabacinski/videos/1270566436298506?idorvanity=1437525526560297 Ciekawy i przejmujący wieczór z promocji książki na temat T4 i eksterminacji pacjentów szpitali psychiatrycznych „Bezużyteczni” Gniezno MOK

kabat
15/11/2025 19:38

Moje filmiki na temat szpitala Dziekanka gdzie od 1953 do 1978 mieszkałem z rodzicami.

Gniezno Dalki Były cmentarz szpitala Dziekanka 2008 2009 https://www.youtube.com/watch?v=jtDOFLK5AnM

Krótka historia szpitala Dziekanka.mpg
https://www.youtube.com/watch?v=fwSFFdPcCHQ&t=70s

Muzeum Szpitala Dziekanka Gniezno 2016
https://www.youtube.com/watch?v=fwSFFdPcCHQ&t=70s



© Gniezno24. All rights reserved. Powered by Libermedia.