Spłonął zabytek. Tak państwo „dba” o historię i dziedzictwo

To jedna z najładniejszych rezydencji, która należała do dawnych majątków ziemskich, obecnie położonych na terenie Gniezna. Budynek, w którym jeszcze niedawno mieszkali ludzie, obecnie był zamknięty, ale niepilnowany – stąd „goszczący” się w środku bezdomni. I stąd też najprawdopodobniej czwartkowy pożar, który pochłonął historyczny budynek, o który przez lata nikomu nie chciało się zadbać. A jest to wyjątkowy kawałek historii.
Ten artykuł miał powstać w odpowiedzi na pytania, które pojawiały się w internecie. Miało być o rezydencji, która zimą, kiedy nie ma liści, widoczna jest z oddali dla jadących Trasą Zjazdu Gnieźnieńskiego czy ul. Żabią. Wznoszący się na skarpie budynek stoi bowiem na uboczu wszelkich dróg i tylko właśnie w takiej porze roku niektórzy przypominali sobie o jego istnieniu. Niestety, po czwartkowym pożarze, który strawił dach i doprowadził do częściowego zawalenia do środka oraz wypalenia klatki schodowej, napisana została kolejna karta historii tego miejsca. Historia, która nie powinna mieć miejsca, gdyby obiekt miał gospodarza.
Jest to jednak budynek z nie do końca opowiedzianą historią, bowiem nie jest znana dokładna data jego budowy. Wszystko jednak wskazuje na to, że dworek powstał pod koniec XIX wieku w miejscu dawnej siedziby zarządcy majątku Kustodia. Gmach w stylu nawiązującym do historyzmu, z detalami zachowanymi na elewacji, wykonanej częściowo także z klinkierowej cegły, zachował się w tym stanie do naszych czasów. Stało się to pomimo, że w latach 70. XX wieku wnętrza uległy częściowej przebudowie.
Sam budynek – według opisów – należał do różnych osób, ale z ostatnich, na początku lat 90. XIX wieku był to Adolf Jaschek, następnie Jacob Lissner, a ten ostatni ok. 1905 r. sprzedał majątek Leonowi Grabskiemu. Ten to, właściciel gnieźnieńskiej cukrowni, zapisał się wyjątkowo w historii lokalnej przedsiębiorczości, tworząc razem z bratankiem Edwardem Grabskim Fundację Rodziny Grabskich zarządzającą kupionymi majątkami. Nieruchomość w okresie okupacji została odebrana, a po 1945 r. znacjonalizowana przez władze komunistyczne. I tak budynek wraz z przyległym kompleksem folwarcznym został włączony w struktury Państwowych Gospodarstw Rolnych – najpierw w Łabiszynku, potem z siedzibą w Żydowie, by ostatecznie trafić do Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, przekształconej potem w Agencję Nieruchomości Rolnych, przemianowanej w 2017 roku w Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. I to jest obecne, według uzyskanych informacji, właściciel obiektu.
Przez lata mieszkali tam pracownicy PGR-u, potem już „zwykli” najemcy. I tak dbałość o tę nieruchomość oraz jej zabytkowy charakter w ostatnim czasie doprowadziła do tego, że stało się to, co się stało. Ostatni lokatorzy opuścili budynek około 3 lata temu. W ostatnich miesiącach okna zostały zakryte płytami, aby nie wchodzili do środka bezdomni. Mimo opatrzenia budynku tabliczkami o tym, że jest chroniony, intruzi swobodnie wchodzili do środka. Potwierdziła to nam Straż Miejska, która budynek ten kontrolowała w obecnym sezonie zimowym.
Pożar, który wystąpił w czwartek 12 lutego, został zauważony przez mieszkańców pobliskich domów przed godziną 20. Na miejsce skierowano liczne zastępy straży pożarnej – ogień był widoczny z daleka, ponieważ w momencie dojazdu strażaków, obejmował już sporą część więźby dachowej. Działania były utrudnione z uwagi na wąski dojazd i lokalizację budynku przy skarpie. Pożar pochłonął dach, który częściowo się sam zawalił, a częściowo trzeba było rozebrać. Do wsparcia potrzebna była pomoc drugiej drabiny, która przyjechała z Wrześni. Akcja gaśnicza była utrudniona z uwagi na to, że ogień cały czas przenosił się wewnątrz konstrukcji na kolejne jej elementy, trawiąc drewniane belki i deski. Strażacy po podmianie swojej zmiany działali przy pogorzelisku do piątkowego południa, a więc około 16 godzin.
Ta historia mogłaby się nie wydarzyć.
#Tagi
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.






















Kto ma się zajmować jak ekipa na czele z prezydentem baluja na imprezach okolicznościowych???
Tak niewiele pięknych miejsc pozostało nam w regionie, a pomimo to i tak państwo ma to głęboko w poważaniu.
W samym centru mamy obiekt parowozowni, która gdyby nie była zaopiekowana przez Stowarzyszenie Parowozownia Gniezno to też by tak skończyła. Tylko dzięki kilku ludziom i ich fillantropi to nadal stoi. Chodź czas nie sprzyja jego stanowi. Może warto zadbać o to, a nie płakać później nad rozlanym mlekiem. Dodam, że owe stowarzyszenie utrzymuje ten zabytkowy obiekt tylko dzięki Państwa, zwykłych ludzi pomocy, którą otrzymują z 1,5 %. W związku z czym możemy im pomóc.
To miasto umiera….. młodzi nie mają tu żadnej przyszłości. Pierwsza Stolica Polski staje się skansenem . Brud smród i bóstwo. Dziurawe ulice odchody psie na chodnikach jakieś skwerki i ścieżki rowerowe 🤣🤣🤣
Kiedyś władza zabrała włascicielom, wsadziła lokatorów i olała. Ci się rzadzili jak umieli, ale u siebie nawet gdyby chcieli i umieli nie daliby rady tego utrzymać. Latami płacili czynsz, który przejadali urzędnicy, którzy nic nie zrobili nieważne kto jest obecnie właścicielem – powiat, miasto, czy KOWR – brali pieniądze, które powinny być na koncie tego budynku. Jedyne na co ich było stać to zabicie okien i naklejka firmy ochroniarskiej, która nawet pewnie ani razu tam nie była, bo nawet pewnie czujek ruchu tam nie było. Bezdomni wchodzili, wychodzili i się w końcu urządzili… szkoda gadać 🙁
Komuna wpuściĺa po wojnie motłoch do pałaców i dworków, a ci parkietami palili w piecach i w pomieszczeniach mieszkalnych hodowali kury,a nawet świnie. Powojenna dewastacja dorobku kulturalnego nie miała sobie równych. Potem,gdy trochę nauczyli się kultury zaczęli „po swojemu”remontować”niszcząc te zabytki bezpowrotnie. Do dziś istnieją w wielu wsiach takie dworki do których podolepiano jakieś szopy i inne potworki. Czynsze nie pokrywały nigdy nawet bieżącej eksploatacji. A gdy już te nowe „paniska” zdewastowały co tylko było możliwe.wyprowadzali się często żądając nowych mieszkań od państwa. Nie wiem,jak to było na Kustodii, ale fakt,że po opuszczeniu przez ostatnich lokatorów nikt nie interesował się na poważnie obiektem, jest przerażający. A może celowo w jakimś celu został on podpalony? Należy czekać z tym pytaniem do momentu, w którym okaże się, co tam powstanie.
za pisu się nie spalił
a pis co za ich czasow zrobil w tym obiekcie?
PiS w Gnieźnie nigdy nie rządził!