Jeszcze w grudniu zapadnie wyrok w sprawie pobicia dziecka, które miało miejsce w styczniu 2025 roku. Dziś dobiegła końca rozprawa tocząca się przed Sądem Rejonowym w Gnieźnie, a po raz ostatni głos w sprawie zabrały strony, w tym sami oskarżeni. Główny sprawca przyznał, że żałuje tego, co się stało i chce, by jego była partnerka została uniewinniona.
Sprawa dotyczy pobicia 5-letniej Oliwii, które miało miejsce w styczniu 2025 roku w jednej z kamienic przy ul. Lecha w Gnieźnie. Pogotowie wezwał ojczym dziecka, który następnie przybyłym policjantom przyznał się, że to on doprowadził do takiego stanu dziecko. Według zeznań było to bicie, wpychanie papieru do buzi, oblewanie wodą z prysznica (także do nosa), a także inne karygodne zachowania, mające charakter znęcania się.
Robert S. został wówczas zatrzymany. Jego partnerka, a matka dziewczynki, w momencie zdarzenia nie była w domu – przebywała w szpitalu z jedną z młodszych córek. Kiedy jednak przybyła do domu, nie wezwała od razu pomocy do zmaltretowanego dziecka. Cała czwórka dzieci pary zostały im odebrana.
W poniedziałek 8 grudnia przed Sądem Rejonowym w Gnieźnie odbyło się ostatnie przesłuchanie w sprawie znęcania się nad 5-letnią dziewczynką. Swoje zeznania złożył jej biologiczny ojciec.
Świadek przyznał, że z Karoliną P. był w nieformalnym związku przez trzy lata, ale rozstali się, bo kobieta miała powiedzieć, że znalazła sobie nowego partnera – był nim Robert S., który pochodził z Leszna. – Przez te trzy lata mogę przyznać, że była dobrą matką – stwierdził mężczyzna pytany o to, jak się zachowywała jego była partnerka wobec dziecka.
Świadek przybywał na widzenia z dziewczynką, które odbywały się… na klatce schodowej jej domu. Ostatni raz widział swoją córkę w okolicach jej trzecich urodzin – wtedy, podczas widzenia, Robert S. miał go uderzyć i powiedzieć, żeby więcej nie przychodził.
Na tym sędzia Katarzyna Czyżowicz-Szymańska zakończyła przewód sądowy i zarządziła mowy końcowe stron.
Prokurator Wojciech Markiewicz przyznał, że w jego mniemaniu wiarygodność dowodów nie budzi wątpliwości co do tego, że doszło do znęcania się nad dzieckiem. – Opinie biegłych lekarzy wskazują na doznane przez pokrzywdzoną obrażenia – mówił i wskazał dalej, że to zeznania dziewczynki są istotne w tej sprawie: – Opowiadała sędziemu, że tata ją bił, bił rączką w oczko dużo razy, bił też paskiem, trzonkiem od miotły. Opowiadającej, że wkładano jej papier do buzi, wlewano do nosa zimną wodę pod prysznicem, że musiała długo stać przy ścianie, aż bolały ją nóżki (…). Dalej wskazał, że oskarżony częściowo przyznał się do zarzuconego czynu, ale zaprzeczył innym zachowaniom, zamieszczonym w zarzucie. Uznał, że próba obrony oskarżonego jest niewiarygodna. W przypadku Karoliny P. wskazał, że dziewczynka określiła ją jako „niedobra mama”: – Rzadkie słowa w ustach dziecka – wskazał.
Adwokat Magdalena Światowy-Łuczak, pełnomocnik pokrzywdzonej dziewczynki mówiła: – Występuję tu dzisiaj w roli pokrzywdzonego dziecka, które w domu powinno zaznać miłości, wsparcia, szacunku, natomiast od osób najbliższych, mamy, konkubenta, z tego co widzieliśmy, zaznała bólu, cierpienia i niesamowitej krzywdy. Wskazała, że świadkowie reprezentujący służby, które były na miejscu w trakcie interwencji, mieli problem z powstrzymaniem emocji podczas swoich zeznań w sądzie: – To pokazuje, do czego oskarżony oraz pani oskarżona się dopuścili. Dziewczynka, która przepraszała za to, że inne osoby udzielały jej pomocy.
Prokurator zażądał dla Roberta S. kary w postaci 7 lat pozbawienia wolności i orzeczenia zakazu zbliżania się na 20 metrów do dziewczynki oraz kontaktowania się z nią przez 10 lat. Wobec Karoliny P. zażądał 6 lat pozbawienia wolności oraz takiego samego zakazu zbliżania i kontaktowania z pokrzywdzoną. Na tę propozycję przystała także ww. pełnomocnik.
Następnie głos zabrał obrońca oskarżonego, adwokat Małgorzata Mazur-Stepaniak. – Mój klient zrobił rzecz straszną. Nie mam wątpliwości, ponieważ jest to bezsporne w tej sprawie, że pobił Oliwię – miało to miejsce w styczniu 2025 r. Jest to niedopuszczalne i karygodne – przyznała, wskazując jednak, że nie ma potwierdzenia w zarzutach, żeby znęcanie miało charakter długotrwały dowodząc, że zeznania świadków tego nie potwierdziły i cała sytuacja musiała wyniknąć dopiero w grudniu 2024 roku, kiedy Karolina P. urodziła bliźniaki. Wskazała, że Roberta S. musiała przerosnąć sytuacja opieki nad dziećmi. Dodała, że dziewczynka, chodząc do kwietnia 2024 r. do przedszkola, nie miała widocznych żadnych śladów zaniedbania czy bicia. Także późniejsze dowody nie wskazują jednoznacznie, by były jakieś dowody na długotrwałe znęcanie. Małgorzata Mazur-Stepaniak wskazała, że większość świadków zeznających w sprawie przeciwko Robertowi S., wskazywała tylko na ten czyn ze stycznia 2025 r., do którego Robert S. się przyznał. Wyraziła też wątpliwości wobec części zeznań dziewczynki, które uznała za ogólnikowe co do przebiegu zdarzenia oraz czasu, kiedy to miało miejsce.
– Sprawa jest szokująca, ściska za serce i rozumiem te łzy, które naprawdę lały się tutaj na sali rozpraw, bo mówimy o bezbronnym dziecku kontra dorosły mężczyzna – mówiła obrońca, wskazując, że jednak Robert S., co prawda późno, ale powiadomił pogotowie, a w sądzie wyraził skruchę za popełniony czyn: – Pan stracił wszystko – rodzinę, partnerkę, z którą ma trójkę dzieci i on przez wiele lat tych dzieci nie zobaczy. Jest on w punkcie życia, które jest przykry i ogrom skutków, nie tylko na gruncie prawno-karnym, ale również ma świadomość, że zawiódł jako człowiek, ojciec i opiekun.
Obrońca Karoliny P., radca prawny Jakub Müller-Judenau podtrzymał podobne argumenty co do dowodów w sprawie: – Zebrany materiał pozwala na przyjęcie wersji, że było to jednorazowe zdarzenie, jednorazowa sytuacja. Zeznania małoletniej, dotyczące tego, co się działo w jej domu, w jaki sposób była traktowana, rzeczywiście budzą pewne wątpliwości co do wiarygodności, przynajmniej jeśli chodzi o okres i ilość tych doznawanych przez małoletnią cierpień. Wszystko, co tutaj się działo na tej sali potwierdza, że to, co się wydarzyło, było strasznym czynem. Mała dziewczynka, która została tak naprawdę skatowana, ale potwierdza to też to, że było to jednorazowe zdarzenie, wywołane nie wiemy czym – to wie tylko oskarżony – mówił.
W przypadku Karoliny P. obrońca wskazał, że nie ma dowodu, żeby kobieta znęcała się nad córką. – Moja klientka była dobrą matką i przyjmowanie a priori i skopiowanie tych zarzutów dotyczących oskarżonego i przypisanie ich mojej klientce, w żaden sposób nie może być uznane za uzasadnione. Te wszystkie zachowania, które dotyczą tego, że miała się znęcać, karać, uderzać, w żaden sposób nie mogą być przez wysoki sąd uznane za wiarygodne – stwierdził Jakub Müller-Judenau. Nadmienił, że idąc tym trybem, kobieta nie może też odpowiadać za to, co stało się w styczniu 2025 r., ponieważ nie było jej w domu, tylko w szpitalu.
Obrońca wskazał, odnośnie zarzutu dot. nieudzielenia pomocy, Karolina P. powinna, przyjeżdżając do domu 20 stycznia 2025 r., zareagować od razu – wezwać pogotowie lub zawieźć dziecko do szpitala. – Nie zrobiła tego. Nie zrobiła, bo była zastraszona. Bała się swojego partnera, przyjeżdżając do domu, widząc córkę, musiała domyślić się, co się stało. Ona od 3 lat żyła w przemocowym związku. Oskarżony nadużywał alkoholu, był osobą impulsywną, agresywną. Nie dochodziło wprawdzie do przemocy fizycznej, natomiast przemoc psychiczna w tym domu istniała.
Jakub Müller-Judenau wniósł o karę dla Karoliny P. w zawieszeniu oraz zakaz zbliżania się do córki przez 5 lat: – Pani straciła czwórkę dzieci, bo wszystkie jej zostały zabrane i myślę, że dla matki jest to kara nieporównywalna z karą pozbawienia wolności.
Na samym końcu głos zabrali oskarżeni. Robert S., doprowadzany za każdym razem z aresztu, niemal wszystkie rozprawy miał głowę opuszczoną. Karolina P. zeznawała z wolnej stopy i zawsze była wpatrzona w dal.
Robert S., zabierając głos jako pierwszy, powiedział: – Chciałbym prosić sąd o uniewinnienie Karoliny ze wszystkich zarzutów – powiedział, stwierdzając, że na ich obu wylał się „hejt”: – Naszym nadrzędnym celem było i jest dobro naszych dzieci, prawidłowy ich rozwój. Oboje bardzo kochamy nasze dzieci i bardzo za nimi tęsknimy. Jest mi wstyd za to, co zrobiłem i bardzo tego żałuję. Nie ma chwili, bym o tym nie myślał, gdybym tylko mógł cofnąć czas. Przez to, co się stało, rozpadło się nasze życie – mówił wskazując, że bardzo żałuje tego, co zrobił i prosił sąd o to, by nie kierował się przy wydawaniu wyroków „krzywdzącą i niesprawiedliwą presją mediów”.
Karolina P. jako ostatnia powiedziała: – Bardzo żałuję tego, że nie zawiadomiłam w ogóle pogotowia ani policji, co mój były partner zrobił. Codziennie tego żałuję. Jakbym mogła cofnąć czas, to bym cofnęła czas. Największą swoją karę już mam, bo nie mam dzieci ze sobą – mówiła łamiącym głosem, prosząc o łagodny wymiar kary.
Wyrok w sprawie zapadnie 19 grudnia br.
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.