Przejdź do treści głównej



Tajemniczy, stary grób. Zawarta jest w nim historia bohatera swoich czasów

Wśród tysięcy grobów, znajdujących się na cmentarzu przy ul. Witkowskiej, znajduje się jeden, bardzo niepozorny, który nie pasuje do tego miejsca. Krzyż, który się na nim znajduje świadczy, że osoba w nim spoczywająca zmarła w 1861 roku. Tego cmentarza jednak jeszcze wtedy tu nie było, a sam grób… jest przeniesiony z innej nekropolii. To miejsce spoczynku Ignacego Chotomskiego, weterana wojsk polskich z czasów, kiedy trwała walka o przywrócenie naszego kraju na mapy świata.

Grób znajduje się na cmentarzu przy ul. Witkowskiej w tzw. kwaterze garnizonowej, gdzie spoczywają uczestnicy wojny polsko-bolszewickiej i żołnierze gnieźnieńskich jednostek, zmarli w okresie międzywojennym. Mimo, że lastrykowa płyta na grobie jest taka sama, jak inne znajdujące się w tym miejscu, to mogiłę wyróżnia krzyż wykonany z kamienia, na którym zawarto inskrypcje:

Tu spoczywają zwłoki ś.p. Ignacego Chotomskiego byłego Kapitana wojsk polskich. Żył lat 73. – Um. d. 21 Lipca 1861 r. Prosi o westchnienie.

Z drugiej strony zaś widnieje napis:

Tu spoczywają zwłoki Karoliny Chotomskiej żony ś.p. Ignacego, ut. 1807 w Warszawie +1869 d. 2 Czerwca w Gnieźnie. Prosi o westchnienie.

Krzyż u dołu wieńczy symbol kotwicy wplecionej w ramiona krzyża, co może być symbolem nadziei zawierzonej w Chrystusie. To symbolika typowo XIX-wieczna, ale jest to tak charakterystyczne, że aż niepasujące do większości grobów na gnieźnieńskich cmentarzach. O co więc w tym chodzi?

Otóż Ignacy Chotomski wraz ze swoją żoną nie spoczęli pierwotnie w tym miejscu, ale byli pochowani na cmentarzu ewangelickim przy ul. Sobieskiego w Gnieźnie. Kapitan Wojsk Polskich, jak go opisano, był bowiem wyznania kalwińskiego. Grób został przeniesiony do kwatery przy ul. Witkowskiej prawdopodobnie w pierwszej połowie lat 50., kiedy likwidowano cmentarz przy Parku Miejskim pod budowę przedszkola. Razem z grobem przeniesiono także krzyż.

Skoro zdecydowano się na taki krok i zachowanie miejsca spoczynku, Ignacy Chotomski musiał być więc kimś wyjątkowym. I tak było, bo jeszcze w okresie międzywojennym jego grób znajdował się pod opieką mieszkańców Gniezna.

Nagrobek z polskim napisem odbija od wszystkich innych napisów niemieckich ewangelickiego cmentarza. Przed kilkunastu laty ogrodzenie nagrobka rozpadło się. Młodzież gnieźnieńska urządziła składkę, dała nowe ogrodzenie dla grobu żołnierza polskiego, a ś.p. Gosieniecki, znany obywatel naszego miasta, mistrz malarski, własnym kosztem podstawę krzyża wzmocnił i żelazne sztachetki pomalował – informował dziennik „Lech” z początku kwietnia 1928 roku.

A kimże był ów Ignacy Chotomski? Szukanie śladów po nim to prawdziwie zbieranie igieł w stogu siana. Choć jego wizerunek pozostaje nieznany, tak życiorys może świadczyć o zawiłościach losów Polaków, którzy rodzili się za późno, by móc ratować Polskę od ciosów zadawanych przez zaborców.

Ignacy Chotomski nie był związany z Gnieznem, tylko stolicą upadającego państwa. Urodził się w 1788 roku w Warszawie, jako syn Stefana i Katarzyny Korwin Kochanowskiej. Jego ojciec był urzędnikiem dworskim w rejonie Zakroczymia. O młodości, spisanej kilka miesięcy po jego śmierci napisano, że od początku kształcono go na wojskowego. Pierwsze kroki miał stawiać we Lwowie, a następnie: Oddany do kadetów cesarskich do Wiednia, skoro tylko proporce narodowe w Galicyi się ukazały, wstąpił do oddziału piechoty, który wystawił cyrkuł tarnopolski i w stopniu porucznika odbył całą kampanią, jak to świadectwo jła Kamieńskiego poświadcza – pisał nieznany z imienia jego znajomy we wspomnieniu pośmiertnym zamieszczonym w „Dzienniku Poznańskim”, skąd zawarte są dalsze cytaty.

Był więc Chotomski wojakiem, jak na ów czas mówiono, a kiedy okręg Tarnopola został zajęty przez Rosję, mimo chęci powrotu do cywila dla ochrony rodzinnego majątku, ponownie w z początkiem 1810 roku powrócił do służby. Zbiegło się to z wyprawami Napoleona, do których dołączył: Odkomenderowany do głównego sztabu marszalka Dawousta, ranny pod Mozajskiem i Berezyną, przedstawiony został do krzyża legii honorowej, który go nie doszedł po zatraceniu akt w wielkiej rejteradzie. W tej to pamiętnej kampanii 12 roku, sam ranny w nogi, spostrzegł w śniegu jęczącego przyjaciela swego Smoczyńskiego Warszawianina, wziął go na ramiona, i poniósł aż doszedł szczęśliwie furgonu, gdzie go złożył uratowawszy od niechybnej śmierci. 1813 r. ranny pod Lipskiem i wzięty do niewoli austryackiej, gdy z niej powrócił, podał się 1 grudnia 1815 do dymisyi, którą mu cesarz Aleksander I udzielić raczył.

Odtąd, liczący już 27 lat młodzieniec, mający na swoim koncie frontowe przejścia, podjął się cywilnej działalności – jako główny pełnomocnik majątku Sapiechów w Dereczynie, a następnie księżnej Izabeli Czartoryskiej Lubomirskiej, a na końcu w ordynacji Zamojskich. W tej to roli przetrwał do 1830 roku, kiedy ojczyzna ponownie wezwała go do walki – wybuchło powstanie listopadowe: Z wyboru obywateli Warszawy obrany i potwierdzony na szefa sztabu gwardyi narodowej uformował gwardyą obywateli mojżeszowego wyznania, którzy sami usługi swe ojczyźnie ofiarowali i pełnił zarazem obowiązki kapitana rapportiera do marca 1831 roku.

Udział w powstaniu listopadowym przekreślił jego możliwą dalszą karierę. Ignacy Chotomski, liczący sobie już 45 lat, opuścił teren zaboru rosyjskiego, udając się do Wielkopolski, znajdującej się pod pruskim panowaniem. Tu osiadł na zakupionym majątku w Grotkowie pod Gnieznem (dziś gmina Niechanowo), którym zarządzał do 1847 roku, kiedy to dworek uległ spaleniu od uderzenia pioruna. Wówczas całość sprzedano, a Chotomski osiadł w Gnieźnie.

(…) i odtąd miał zatrute ostatki życia swego ciągłym niepokojem, aż nareszcie znękany chorobą legł w grobie, doświadczywszy wiele zawodów i przykrości… – pisał jego bliski, nieznany z imienia znajomy, wspominając dalej: – Już to jako żołnierz, już jako plenipotent wielkich domów zwiedził Rosyą, Turcyą, Austryą, Włoch, Niemcy i Francyą, nikt lepiej od niego nie znał własnego kraju, a obdarzony gruntownem ukształceniem i bystrością umysło, tak był zajmującym w opowiadaniu zdarzeń, wypadków, charakterów i bystrością umysłu, tak był zajmującym w opowiadaniu zdarzeń, wypaadków, charakterów, spraw i różnych okoliczności mało bardzo znanych, iż znajomi i przyjaciele jego, a mianowicie ś.p. historyk nasz Jędrzej Moraczewski nalegał nań wielokrotnie o spisanie Pamiętników.

W krótkiej biografii Ignacego Chotomskiego brakuje jednak informacji o jego małżeństwie. Problem jest nawet z ustaleniem imienia żony, gdyż w nekrologach widnieje Ewa, a na krzyżu – Karolina. Możliwe, że używała obu imion na przemiennie. Nie wiadomo o niej nic ponad to, co napisano na krzyżu nagrobkowym oraz co zawarto krótko w biogramie zmarłego: – Pozostała żona, anielską łagodnością i poświęceniem bez granic słodziła mu przykre i bolesne chwile długiej choroby, której uległ nareszcie w 73 roku życia.

Ignacy Chotomski zmarł 21 lipca 1861 roku, niemal w przededniu kolejnego powstania narodowego, którego już nie dożył. Spoczął, jak już napisano, na cmentarzu ewangelickim przy ul. Sobieskiego. Tam też osiem lat później pochowano jego żonę.

Fakt, że grobem opiekowano się w okresie międzywojennym świadczy o tym, że był on traktowany jako miejsce spoczynku bohatera narodowego. Dowodzi to także wola przeniesienia grobu podczas likwidacji cmentarza. Dziś jednak o tej pamięci świadczy już tylko stary krzyż, gdyż pamięć nie tylko ludzka, ale i społeczna, ulotna jest.

#Tagi

W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

guest
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany