Fajna parafia

Przyszło nam żyć w mrocznych czasach, kiedy rozpacz dopadająca chwilami przeciętnego człowieka burzy nie tylko z pozoru ułożoną jego codzienność, co łamie przede wszystkim jego duchową sferę, która słabo ukształtowana zanika aż powoli przestaje istnieć. W serca wielu wiernych katolików wkrada się niepokój, gdyż stają się świadkami autentycznej autodestrukcji Kościoła.
W obecnych czasach katolicy nie powinni być formowani przez tzw. fajne parafie, podobnie jak dzieci, które nie są w stanie przetrwać intelektualnie dzięki uczęszczaniu do fajnych szkół. Często występujące w naszych kościołach nieczytelne kazania, niestosowna niejednokrotnie muzyka, legion świeckich szafarzy oraz wszystko, co może stać się powodem zgorszenia mają wpływ na duchowe kształtowanie się katolika. Uczęszczanie do lokalnej parafii stanowi często niemożność moralną z powodu zgorszenia, świętokradztw, braku szacunku dla sacrum oraz modernistycznego nauczania. Ta niemożliwość moralna staje się jeszcze poważniejsza, kiedy rodzice usiłują wypełnić narzucony im przez Boga obowiązek wychowania dzieci na dobrych katolików i zaczynają mierzyć się z problemem zaistniałej przeciętności w kościele.
Można obawiać się, że lokalna parafia może prowadzić nawet do utraty lub wypaczenia wiary w rzeczywistą obecność, gdyż Najświętszemu Sakramentowi rzadko jest okazywany należny szacunek. Może mieć miejsce bardzo poważne naruszenie zasad skromności w strojach lub istnieć niebezpieczeństwo zgorszenia ze względu na brak pobożności. Może być też tak, że parafia oferuje nawet dość pobożnie odprawianą Mszę, ale ojciec dochodzi do wniosku, że jego rodzina potrzebuje czegoś więcej niż jedynie poprawną liturgię, zwłaszcza, że tradycyjne parafie i kaplice, których w Polsce jest coraz więcej, oferują pełen zakres katechizacji i formacji, które gdzie indziej są niedostępne. Te miejsca, w których sprawowana jest dawna liturgia, naszych dziadów i pradziadów stają się jednak niewygodną prawdą, tylko dla kogo, skoro są przecież katolickie i głoszą czystą naukę katolicką?
Utrata katolickiej Mszy naszych przodków oraz utrata zdrowej doktryny, a nawet zamykanie naszych kościołów, czy ograniczenia w udzielaniu nam sakramentów tworzy stan wyższej gotowości. To ten stan trzyma dzisiaj wielu katolików przytomnie i gorliwie przy tradycji Kościoła katolickiego. Czy jakakolwiek kochająca, współczująca i miłosierna matka odmówiłaby swoim dzieciom pomocy niezbędnej dla ich doczesnego dobra? Jeśli ludzkie matki czynią to tak chętnie, czy nie powinniśmy liczyć na coś znacznie więcej od najdoskonalszej z matek – świętej Matki Kościoła?
W niedzielę, 1.lutego 2026r. o godz.16.00 przy pomniku Opatrzności Bożej modlić się będziemy różańcem św. za rodziny z Gniezna i z Polski, o moralne i duchowe nawrócenie się oraz by było jak najwięcej katolickich rodzin w naszej ojczyźnie
#Tagi
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.





















Przytoczone powyżej zdjęcie nie jest wcale odosobnione. W wielu kościołach odbywają się przysłowiowe „hocki-klocki”, które całkowicie nie przystają do tego do czego jest przeznaczony kościół. Kongregacja ds. Sakramentów i Kultu Bożego w dokumencie z 1975 r. („Taniec w Liturgii”) stwierdziła, że taniec nie jest częścią oficjalnego kultu w Kościele łacińskim. W zachodniej kulturze taniec często kojarzy się z rozrywką i zmysłowością, co jest niezgodne z powagą liturgii.