Na cmentarzu św. Piotra jest taka zapomniana kwatera, do której mało kto dociera. Zarośnięta, zapomniana przez dziesiątki lat, a spoczywa w niej postać, która położyła ofiarę swojego życia w walce o zdrowie i życie mieszkańców Gniezna. To Zygmunt Stanowski, dyrektor miejscowego szpitala, którego nagrobek stoi do dziś pomimo upływu ponad 150 lat od jego śmierci – wielokrotnie dłużej, niż trwało jego życie, przerwane w młodym wieku przez straszną chorobę. Kiedy zmarł, w prasie napisano o żalu, jaki wzbudziło jego odejście: „Wszystkich wyznań ludzie gorzko płakali”.
Kwatera, o której mowa, znajduje się na uboczu, ale dość blisko kościoła św. Piotra. Nie prowadzą tam żadne ścieżki, a do odwiedzin nie zachęcają też zarośla, które latem obficie obrastają otoczenie. Tak jest od kilkudziesięciu lat, a być może to właśnie dzięki temu ten fragment cmentarza właśnie zachował się w taki sposób. Kilka lat temu autor częściowo uporządkował to miejsce i odsłonił nazwiska tych, którzy tu spoczywają, wiedziony przypuszczeniami zalegającej pod roślinnością historii. I tak jest w przypadku nagrobka Zygmunta Stanowskiego, zmarłego w 1869 roku. Symboliczny krzyż na nagrobku tkwi w głęboko nasypanej warstwie ziemi, powstałej z opadających przez dekady liści…
O tej postaci niewiele można powiedzieć ponad to, co napisano w prasie i jak go wspominali ówcześni mieszkańcy Gniezna oraz bliscy. A jednak, z odmętów dziejów można wyciągnąć fragmenty informacji, które pozwolą nam „odtworzyć” tę postać. Nie posiadamy jego wizerunku, a tym bardziej zdjęcia – fotografia wówczas nie była jeszcze powszechna. Pozostaje jedynie opierać się na wyobraźni w oparciu o archiwalne zapiski.
Urodził się w kwietniu 1837 roku w Rogalinie pod Poznaniem z rodziców Franciszka i Magdaleny z domu Robińska. O jego ścieżce naukowej niewiele można powiedzieć ponad to, że 5 sierpnia 1862 roku ukończył studia medyczne we Wrocławiu, zdobywając stopień doktora medycyny. Cztery lata później w Izbicy Kujawskiej wziął ślub z Ludgardą Elżbietą Kiedrowską, mającą wówczas 19 lat. Doczekali się wspólnie dwójki dzieci – Jadwigi oraz Stefana.
Kiedy Zygmunt Stanowski trafił do Gniezna – trudno powiedzieć. Prawdopodobnie jednak osiedlił się tu nie tylko w ramach swojej praktyki lekarskiej, ale także od razu objął posadę dyrektora gnieźnieńskiego szpitala. Wówczas w Gnieźnie funkcjonował on jednak w innym miejscu. To dzisiejsza Komenda Powiatowa Policji w Gnieźnie przy ul. Jana Pawła II, który to gmach od lat 30. XIX wieku funkcjonował jako szpital św. Jana. Wówczas był to piętrowy budynek, kryty czterospadowym dachem. Ulica ta jeszcze do lat 30. XX wieku nosiła nazwę ul. Szpitalnej.
Dr Zygmunt Stanowski musiał pracować w Gnieźnie co najmniej kilka lat, bowiem stał się osobą, która zapisała się w pamięci mieszkańców. Jego służba jednak przypadła na czas, kiedy medycyna nie radziła sobie jeszcze z wieloma chorobami.
Warto tu oddać głos korespondentowi „Dziennika Poznańskiego”, który w swoim sprawozdaniu z wydarzeń w Gnieźnie, napisanym na początku marca 1869 roku odnotował: – O pogodzie, cóż wam pisać, jest ona tu ta sama co u was. Trzy procent (stopni – przyp. red.) mrozu bez śniegu, jeden procent, poprzedzony w niedzielę grzmotem, jaki nam obecnie dano, śniegu bez mrozu, to i charakterystyka tegorocznej zimy, która swemy tak częstemi a nagłemi zmianami na stan zdrowia najgorszy wpływ wywiera. Żarnicę, krup pomiędzy dziećmi, tyfus pomiędzy dorosłemi, liczne wybiera ofiary. W nie tak licznej parafii św. Michała np. mieszkając blisko kościoła, naliczyłem od nowego roku 28 pogrzebów, z których tylko 3, na ludzi podeszłego wieku przypada, z reszty zaś nieboszczyków liczył najstarszy lat 44, najmłodszy lat 13. Śmierć nastąpiła w większej części w skutek tyfusu, który nie tylko w mieście lecz i po wsiach niektórych panuje.
Epidemie różnych chorób przybierały nierzadko lokalny wymiar, a efektem czego była wysoka umieralność. Tyfusu zaś obawiano się bardzo i dlatego osoby takie starano się izolować. Właśnie temu służył Szpital św. Jana, w którym pracował dr Zygmunt Stanowski. I tam, niestety, wkrótce po napisaniu powyższego listu do redakcji gazety, najprawdopodobniej zapadł na tę straszną chorobę. Tyfus męczył go przez prawie dwa tygodnie, zanim odszedł 24 marca 1869 roku.
– Tyfus pytociowy, który nam tylu już zabrał zacnych i kochanych lekarzy naszych, przeciął i śp. Zygmuntowi po 13 dniach choroby nić młodego żywota. Liczył bowiem lat 32. Dziś niepodobna nam wyrazić żalu, jaki wszystkich przejmuje, bo serca boleją i tylko płakać i modlić się nam jeszcze podobna – pisał gnieźnieński korespondent „Gazety Toruńskiej”.
Jak opisano jego postać: (…) nauką i zacnością charakteru nabył zarząd nad tutejszym szpitalem miejskim i innemi zakładami. Jak szczerze dbał o los chorych, dowodzą słowa jego trzy kwadranse przed zgonem wyrzeczone: „tylko dbajcie o szpital i moich chorych!”.
Jego pogrzeb odbył się 25 marca 1869 roku ze szpitala na cmentarz św. Piotra: – Przewielebny ks. biskup Cybichowski raczył łaskawie na czele 3 kanoników i kleru prowadzić zwłoki do grobu i dziwnie wzruszający był ten pochód cichy i rozpaczliwy. Wszystkich wyznań ludzie gorzko płakali. Pomimo pruszącego śniegu wiele set ludzi towarzyszyło zwłokom na cmentarz św. Piotra za miasto. Przy otwartym grobie zabrał głos przyjaciel zgasłego ks. Grabski i wymownie opowiedział bieg życia jego. Z nauką, czym jest lekarz „ów posłannik boży”, połączył pociechę dla biednej młodej wdowy i jej niemowląt, wskazując im Boga, jako źródło niewyczerpane pociechy i ratunku. Żałobne nabożeństwo w intencji zmarłego odbyło się dopiero 13 kwietnia 1869 roku w kościele pw. św. Trójcy.
Miejsce zmarłego lekarza zajął inny, Józef Langiewicz z Witkowa, skądinąd brat słynnego Mariana Langiewicza, generała i dyktatora powstania styczniowego. Józef Langiewicz, również powstaniec, pracował w Gnieźnie do swojej śmierci w 1879 roku.
Co znaczące, istniejący do dziś nagrobek z krzyżem Zygmuntowi Stanowskiemu ufundowali jego znajomi – jak napisano na postumencie, pod datami życia: „poświęcają przyjaciele”. Znamiennym jest jednak, że kilka lat później, kiedy wydana została Kronika Żałobna Rodzin Wielkopolskich, pomimo apelu w prasie, przy biogramie Zygmunta Stanowskiego nie pojawiło się nic, poza datą śmierci.
Młoda żona po doktorze, Ludgarda, pozostała wdową do końca swojego życia. W 1906 roku zamieszkiwała w Gnieźnie przy ul. Bydgoskiej 5 (dziś ul. Grzybowo 5). Prawdopodobnie żyła jeszcze w 1921 roku – miała wówczas 74 lata. Los ich dzieci pozostaje nieznany. Grób natomiast pozostaje zapomniany, choć spoczywa tak blisko świątyni i tuż obok grobu innego powstańca styczniowego – Józefa Winnickiego.
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.
Podziwiam autora,który jest pasjonatem Gniezna i przywołuje z historii takie nie tylko ciekawe,ale i ważne wydarzenia z naszego miasta. Prosimy o więcej takich ciekawostek,a potem o kolejną książkę o pierwszej stolicy Polski z lat nie tak bardzo odległych.
Świetnie się czyta takie zapomniane historię