Przejdź do treści głównej



Dalki „przed torami”. Historia pierwszego osiedla bliźniaków

Ul. Cienista. W oddali domy przy ul. Odonica. Fot. Janusz Chlasta, źródło: Archiwum Państwowe w Poznaniu oddział w Gnieźnie, sygn. J DSC06388.

Inne realia gospodarcze, inne zasady społecznego współżycia. W takich czasach powstawało w Gnieźnie osiedle, na którym stawiane były bliźniaki – domy z sąsiadującymi ze sobą mieszkaniami.  Choć podobne budynki realizowano już wcześniej, to nigdy jeszcze według z góry zaplanowanego projektu o takiej jednolitej zabudowie, jakie powstało w rejonie ul. Cienistej. Dziś taka forma jest powszednia, ale wtedy było czymś rzadko spotykanym, a przy tym szansą na to, by mieć swój dom i fragment ogródka.

Początek lat 60. XX wieku to w zasadzie czas, kiedy ludowa Polska, choć wciąż naznaczona wojennymi „ranami” w miejskiej urbanistyce, zaczęła krzepnąć na tyle, by zacząć myśleć nie tylko o odbudowie, ale o zupełnie nowym budownictwie. Co prawda nowe osiedla w wielu miastach powstawały już wcześniej, ale niekiedy związane było to z konkretnymi projektami, realizowanymi w ramach kilkuletnich planów gospodarczych.

Lata 60. w architekturze otwierały się coraz bardziej na dalekosiężne zamierzenia, dotychczas rzadko spotykane w tej gałęzi gospodarki. To wtedy w Gnieźnie ruszyła budowa os. Tysiąclecia, a także zaczęto rysować pierwsze koncepcje przyszłych Winiar. Głód mieszkaniowy był spory, a odpowiedzią na nie było budownictwo spółdzielcze. To na skutek tego powstawały prawdziwe kombinaty budowlane, których zadaniem było wznoszenie kolejnych kompleksów osiedlowych według z góry zaplanowanego projektu i układu. Książeczki mieszkaniowe, wpłaty i… czekanie.

Zapomnianym, a przecież równie istotnym wątkiem, choć zapomnianym dzisiaj, był temat budownictwa indywidualnego – nastawionego na własne, wydzielone nieruchomości w postaci domów. Budowanych jednak na zasadach, na które pozwalały ówczesne realia. Odpowiedzią na to było Spółdzielcze Zrzeszenie Budowy Domków Jednorodzinnych – instytucja, która miała dać możliwość realizacji marzenia o własnym domu na działce.

Koncepcje i plany

Początek projektu „na Dalkach” to rok 1964, kiedy to pierwsze 38 osób zgłosiło zainteresowanie w ramach zawiadomienia skierowanego do różnych zakładów pracy – w sporej mierze pozytywnie odpowiedzieli przedstawiciele gnieźnieńskiej oświaty, tj. nauczyciele miejscowych szkół. Jednocześnie wskazano teren pod planowaną inwestycję – pola na skraju Dziekanki i Dalek, gdzie do tej pory niczego nie było poza… szpitalnym cmentarzem, wówczas już przygotowywanym do zamknięcia (otwartym ponownie kilkanaście lat temu). Lokalizacyjnie było to w rejonie zbiegu ówczesnej ulicy Cienistej i Dalkoskiej, tuż przy przejeździe kolejowym. Jedyną instytucją w pobliżu była szkoła specjalna, wybudowana w tym samym czasie przy dzisiejszej ul. Orzeszkowej.

Mieszkania w blokach z czasów Gomułki były – i to już było pozytywnym aspektem. A jednak dzisiaj wielu wspomina ciemne kuchnie, wysoko położone okna, źle rozplanowane pomieszczenia. Nikt wtedy jednak nie wybrzydzał, każdy się cieszył z tego, że udało mu się dostać własne „M”. W przypadku budownictwa jednorodzinnego było podobnie, ale pierwszy projekt przedłożony przyszłym mieszkańcom został… odrzucony. – Zaproponowano im coś w rodzaju wiejskich chałupek, bez piwnic, z „wygódką” w ogrodzie – pisano kilka lat później w „Przemianach”.

Nowy projekt przedłożono jeszcze w 1965 roku i przewidywał on zabudowę bliźniaczą – każdy „podwójny” dom na planie kwadratu, podpiwniczony, piętrowy, posiadający własne kotłownie, centralne ogrzewanie oraz toalety i łazienki. Łączna powierzchnia użytkowa mieszkania – około 75 metrów kwadratowych. Każdy właściciel swojej połowy miał do dyspozycji działkę o powierzchni około 200 metrów kwadratowych, ze wspólnym wjazdem na posesję z sąsiadem z drugiego bliźniaka, stojącego obok.

Pierwsze domy

Budowę osiedla zaplanowano według etapów. Pierwszym był obszar dzisiejszej ul. Odonica i Cienistej (wschodnia strona). Pierwsze prace ziemne ruszyły późną wiosną 1966 roku. Roboty jednak szły bardzo powoli – tak jak doprowadzenie na miejsce prądu czy zapewnienie wody.

To nie były czasy, kiedy każdy właściciel poszukiwał swojej ekipy budowlanej i negocjował ceny. Początkowo domy stawiano wspólnie, spółdzielczo, a do pierwszych prac zaciągnięto uczniów Zasadniczej Szkoły Zawodowej, która to placówka mogła tą drogą otrzymywać materiały na budowę – niedostępne w zasadzie na rynku dla indywidualnych klientów. To było już lato 1968 roku.

Spośród młodzieży z ZSZ, do prac zaangażowano tych, którzy zgłosili się w ramach Ochotniczych Hufców Pracy: – Młodzież klas niższych, która w ten sposób odbywała również swą praktykę, w dwóch 15-osobowych grupach (chłopcy i dziewczęta) pracowała przy budowie szkolnej hali warsztatowej oraz przy konstrukcji stropów nad piwnicami i parteru na budowie domków jednorodzinnych przy ul. Cienistej. Na tej samej budowie pracowali ich starsi koledzy z hufca, mającego już charakter czysto ochotniczy. 18 chłopców, w tym kilku absolwentów szkoły, wznosiło piętra, pracowało przy elewacji budynków i budowie osadników kanalizacyjnych – pisały „Przemiany” z sierpnia 1968 roku. 

Potem, kiedy zaprzestano korzystania z prac uczniów, zaczęto zatrudniać przedsiębiorstwa zrzeszone w spółdzielniach, które również miały dostęp do towaru budowlanego. To był jednak czas szeroko rozumianego „kombinowania”, by w ogóle móc dokończyć inwestycje.

– Do tego dołączyły się znane kłopoty z cementem oraz innymi materiałami, szczególnie z zakresu instalacji centralnego ogrzewania  sieci wodno-kanalizacyjnej. Przyszli właściciele domków wyjeżdżali z Gniezna „w Polskę”, poszukując rur stalowych, grzejników i armatury – wspominały „Przemiany” w 1973 roku. Domy często więc wykańczano na raty, budując wtedy, kiedy pojawił się towar. Czasami, by przyspieszyć prace, „organizowano” sobie własne ekipy lub samodzielnie wykańczano niektóre roboty.

Budowa osiedla podzielona była na etapy. Domy powstawały tak, jak kolejno szły ulice – Odonica, Cienista, Przemysława II i Ziemowita. Czasami było tak, że jedni już mieszkali, kiedy sąsiedzi obok wstawiali okna, a jeszcze inni dopiero murowali fundamenty.

Cztery ulice

Ostatecznie w ciągu dekady powstało 75 budynków bliźniaczych, a więc 150 domów – 16 przy ul. Odonica, 38 przy ul. Cienistej, 46 przy ul. Przemysława II i 50 przy ul. Ziemowita. W późniejszym czasie i już według zupełnie innego projektu, powstała jeszcze zabudowa szeregowa po drugiej stronie ul. Odonica oraz przy ul. Słowiańskiej (początkowo wspomniana ul. Odonica miała nosić nazwę ul. Piasta, ale przemianowano ją po tym, jak na Winiarach wybudowano os. Piastowskie).

Osiedle zlokalizowane było jednak podobnie jak dawna wieś Dalki – na nieco odległych wówczas przedmieściach. Ul. Dalkoska była wyłożona brukiem z kamieni polnych, na której kursował autobus linii nr 5. Pojawienie się nowej zabudowy wzbudziło także dodatkowe potrzeby. – Działający aktualnie na osiedlu kiosk spożywczo-nabiałowy WSS zaspokaja podstawowe potrzeby mieszkańców. Z myślą o latach przyszłych, kiedy powstaną tu następne szeregi domków, wyznaczono miejsce na budowę pawilonu wielobranżowego. Miejmy nadzieję, że handel zdąży z jego budową na czas – pisał lokalny miesięcznik na początku 1973 roku. Ostatecznie pawilon należący do Społem stanął przy ul. Cienistej (kilka lat temu został już zamknięty).

Mankamentem, z którym borykano się od początku powstania bliźniaków, były przydomowe szamba. Licząc na ilość tej prawie półtorej setki domów, wywozy nieczystości z osiedla były pewną uciążliwością oraz kosztem. Dlatego już w połowie lat 70. zaczęto czynić starania o wybudowanie kanalizacji, której doprowadzenie nie było jednak takim prostym zadaniem. Raz, że trzeba było ją doprowadzić z miasta, a dwa – trzeba było na to przeznaczyć własne środki. W tym celu powołany został społeczny komitet, który dzięki wspólnej składce wszystkich mieszkańców podjął się tego zadania.

Władze miasta wsparły działania, ale nie da się ukryć, że to jednak udało się wykonać głównie dzięki mieszkańcom, którzy jednogłośnie chcieli zrealizować ten projekt. Inwestycja powstawała w sporej mierze w czynie społecznym w 1978 roku i było to bez wątpienia najtrudniejsze infrastrukturalne zadanie. Koszt – bagatela – 1,7 mln złotych. Pomogło wspólne kopanie rowów, układanie instalacji oraz wciągane do inwestycji gnieźnieńskie przedsiębiorstwa, w których pracowali mieszkańcy z tego fyrtla.

W sąsiedztwie osiedla

W drugiej połowie lat 70. na skraju osiedla, przy krańcu ul. Rzepichy, powstała duża kotłownia, wchodząca w skład – tu długa nazwa – Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Poznaniu Zakładu Produkcji nr V w Gnieźnie. Jej zadaniem stało się początkowo dostarczanie ciepła do Szpitala „Dziekanka”. Mimo wstępnej kalkulacji co do możliwego podłączenia bliźniaków do sieci ustalono, iż to zadanie jest zbyt drogim do realizacji i nieopłacalne dla mieszkańców. Ciepłociąg doprowadzono jednak do zespołu pięciu bloków, które powstały na przełomie lat 70. i 80. przy ul. Orzeszkowej.

Osiedle jednak zostało spowite ciepłociągami – jeden, od strony zachodniej, prowadził z kotłowni do wspomnianego szpitala (i ten istnieje do dziś). Pod koniec lat 80. wybudowano drugi, jako odnoga do planowanego, ale ostatecznie niezrealizowanego osiedla domów wielorodzinnych na Kokoszkach (zobacz więcej). Przez środek osiedla, pomiędzy działkami, przeprowadzono rury w formie nadziemnej i nad ulicami – wiodły one dalej przy wiadukcie nad torami kolejowymi i wzdłuż ul. Kostrzewskiego aż do Kokoszek (zostały zdemontowane dopiero na początku XXI wieku). Jedyna z nich korzyść była taka, że przez długie lata służyły do zabawy miejscowym dzieciom.

Inna sprawa to ruch tranzytowy. Mało kto dziś pamięta, że przez pewien czas ul. Cienista stanowiła fragment obwodnicy. To był czas budowy dzisiejszej ul. Kostrzewskiego, która w pierwszym etapie powstała na odcinku „po łuku” – od ul. Wrzesińskiej do ul. Prostej na Dalkach. Największą inwestycją była budowa wiaduktu nad torami kolejowymi, co uskuteczniono w latach 80. i wtedy ruch „poszedł górą”. Mało kto też dziś pamięta, że ul. Kostrzewskiego planowana była jako czteropasmowa trasa – po zachodniej stronie obecnej nitki była pod to przygotowana rezerwa terenu. Założenia jednak nigdy nie zrealizowano.

Ciasne, ale własne

Na podwórkach urządzanych na działkach wokół domów bardzo szybko pojawiły się grządki z uprawami oraz drzewami owocowymi, a także… żywy inwentarz tj. kury, kaczki, króliki, które były zbawieniem w okresie powszechnego niedoboru żywności w sklepach. Przy ciepłej aurze i otwartych oknach, to właśnie poranne pianie koguta budziło wiele osób.

Wspólne podwórka miały być asumptem do integracji mieszkańców. Pomysł ten jednak zweryfikowało życie – w ciągu kolejnych lat zostały w większości opłotowane tak, by każdy miał jednak nico więcej prywatności. To był początek urządzania się już po swojemu, bez spółdzielczego wsparcia.

Metraż dostępny w mieszkaniu był dość ograniczony, a potrzeby bywały różne i każdy chciał mieszkać wygodnie. Ponieważ na działkach było jeszcze „sporo” miejsca, to w kolejnych latach coraz więcej mieszkańców decydowało się rozbudować domy – od strony ogrodu czy wjazdu.

Mimo, że ulice zostały utwardzone kilka lat po wybudowaniu osiedla, była to w wielu przypadkach prowizorka wykonana metodą gospodarczą. Dopiero w drugiej połowie lat 90. i w pierwszych latach 2000. wykonano gruntowne prace – budowę chodników oraz jezdni (co poprzedziła też budowa gazociągu). Jedynie ul. Cienista, główna dawna część obwodnicy oraz wciąż główna droga przelotowa, czekała na ten remont kilkadziesiąt lat.

Na koniec

Osiedle bliźniaków na Dalkach było i nadal chyba jest ciekawym, choć mocno zmodyfikowanym na przestrzeni lat projektem. Pokazywał on dążność do tego, by posiadać własny kąt z działką. Mieszkali tu nauczyciele, kolejarze, urzędnicy, robotnicy czy rzemieślnicy. Dość dodać, że było to osiedle w jakiejś mierze nawet wielokulturowe, o czym pewnie mają świadomość tylko jego dawni mieszkańcy. Wartym wspomnienia jest też to, że po 1989. roku, a więc po uwolnieniu rynku, w miejscowych garażach zaczynały powstawać pierwsze firmy (niektóre z nich istnieją do dzisiaj, choć w innej lokalizacji).

Ulice przez lata pełniły funkcję placu zabaw, podobnie jak wspomniane rury ciepłociągu, czy betonowe elementy z budowy ciepłowni, znajdujące się na skraju osiedla. Funkcjonował sklep „Społem”, prywatny warzywniak i kiosk. Dziś nie ma po nich śladu – pierwszy został zamknięty kilka lat temu, drugi zamieniony na mieszkanie, a trzeci stoi pusty. Symbolem „postępu” stał się paczkomat stojący przy ul. Cienistej. Historia osiedla toczy się dalej, choć już w innym wymiarze.

#Tagi

W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

guest
6 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Maria Wichniewicz
Maria Wichniewicz
02/04/2026 12:38

Na przełomie lat 60-tych i siedemdziesiątych, kiedy zaczęły powstawać pierwsze domki, zainicjowano powstanie pierwszej Rady Osiedla. Jej przewodniczącym został emerytowany wojskowy pan Szafrański z ówczesnej ul. Piasta. W zasadzie nie rozpoczęto wtedy żadnych prac społecznych, ponieważ cały teren przeznaczony na to osiedle był dziewiczy, a po budowaniu kolejnych domków, przypominać zaczął krajobraz księżycowy. Pierwszym i bardzo ważnym zadaniem tego przewodniczącego było postaranie się o ustawienie tymczasowego kiosku spożywczego, bowiem w najbliższej okolicy nie było żadnego punktu tak bardzo potrzebnej branży spożywczej dla osiedlających się już mieszkańców. nadeszły lata siedemdziesiąte, budowa szła w dość szybkim, jak na tamte czasy tempie. Przydzielone domki – bliźniaki miały już swoich kandydatów na zasiedlenie, ale mimo, iż zarządzała tym Spółdzielnia Budowy Domków jednorodzinnych, której prezesem był początkowo nauczyciel szkoły Zawodowej pan Nitka, później pracownik gnieźnieńskiej oświaty pan Kujawski, to jednak każdy szczęśliwiec, któremu udało się nabyć prawo do budowy musiał sam zatroszczyć się o wykonawcę. Spółdzielnia, której kierownikiem technicznym był pan Stachowiak umożliwiała jedynie czasem załatwienie materiałów budowlanych, co również w tych czasach było nieprawdowdopodnie trudne. Zarząd Spółdzielni załatwiał także sprawy związane z kredytem dla poszczególnych członków oraz notarialnym przydziałem gruntów. W tym miejscu trzeba dodać, ze wszystkie tereny przydzielano na zasadzie tzw. wieczystego użytkowania. Tymczasem budowy ciągnęły się nieregularnie, często z powodu braków materiałów, wykonawcy uciekali na inne inwestycje, ale jakoś wiązano koniec z końcem i kolejni szczęśliwcy wprowadzali się do nie do zawsze wykończonych domów. Pierwsze rysy z radości z faktu posiadania własnego dachu nad głową zaczęły pokazywać się niebawem, gdyż dopiero wówczas zauważano wiele mankamentów. Pierwszym z nich, najważniejszym okazał się brak kanalizacji, co powodowało szybkie zapełnianie przydomowego szamba. A ponieważ działki były niewielkie, sąsiedzkie zbiorniki budowane były bardzo blisko siebie, i co tu mówić – nie zawsze szczelne, wiec nawet gdy jeden z sąsiadów oszczędzał to i tak jego zbiornik zapełniał się ściekami sąsiada na zasadzie naczyń połączonych. Mieszkańcy buntowali się i wówczas postanowiono powołać nową radę osiedla, która przystąpi do prac związanych z budową sieci kanalizacyjnej. W tamtych czasach jedyną możliwością było wykonanie tej poważnej inwestycji w ramach tzw. czynu społecznego. Powołana w 1974 roku rada osiedla Dalki powierzyła mi funkcję przewodniczącej i od tego czasu zaczęły się realizacje udogodnień na osiedlu. Ale to już jest historia na kolejną opowieść.

Gnieznianin
Gnieznianin
29/03/2026 08:26

Więcej takich historii

Przybysz
Przybysz
26/03/2026 15:15

Więcej takich historii 😀

kasia
kasia
23/03/2026 11:36

super się czyta ..warto znać takie momenty Gniezna

Gospodarka
Gospodarka
23/03/2026 10:19

Tyle się działo, a dzisiaj ludzi narzekają na PRL. W jednym czasie budowano drogi, osiedla i szkoły. Dzisiaj budowa 200 chodnika to wyczyn.

Zbigniew
Zbigniew
23/03/2026 09:42

Cenna informacja miła infor.acja o historii naszego miasta ibhg