Przejdź do treści głównej



Radni zdecydowali: przedszkola nr 15 i 17 do likwidacji. Sentyment musiał przegrać z brakiem dzieci

Na środowej sesji Rady Miasta Gniezna zapadły decyzje o ostatecznych losach dwóch placówek oświatowych, funkcjonujących na os. Piastowskim i Tysiąclecia. W obu przypadkach powodem ich likwidacji jest niż demograficzny. Budynki nadal mają służyć samorządowi, ale w innej roli. „Te przedszkola likwidują się same, bo nie ma dzieci” – padło na sesji.

Zgodnie z tym, o czym informowaliśmy ostatnio, decyzje w tej sprawie w zasadzie zapadły i głosowanie nad tym było formalnością. Dyskusja na posiedzeniu Rady Miasta jednak była, bowiem niektórzy decydowali się odwoływać do sentymentów czy innych wyliczeń, ale nie zabrakło i uwag o to, jak wygląda sama polityka prorodzinna w kraju. Problem demografii nie dotyczy bowiem tylko Gniezna, ale dotyka miasta i wsie w całej Polsce.

Przedszkole nr 15 na przy ul. Chudoby zlikwidowane zostanie 31 sierpnia 2026 roku, a Przedszkole nr 17 na os. Piastowskim formalnie będzie działać do 31 sierpnia 2028 roku, ale od 1 września br. zajęcia będą odbywać się już w wydzielonych pomieszczeniach Szkoły Podstawowej nr 10 (po przeciwnej stronie).

– Czynnikiem, który doprowadza do podjęcia takowych uchwał jest czynnik demograficzny i ekonomiczny, ponieważ utrzymanie tych przedszkoli, które gromadzą taką małą ilość dzieci po prostu podraża kwestię utrzymania tych dwóch placówek – przekazał Dariusz Banicki, dyrektor Wydziału Edukacji w Urzędzie Miejskim w Gnieźnie.

Co mogłoby powstać w miejscach przedszkoli? Prezydent Michał Powałowski przyznał, że byłyby to nadal budynki miejskie z przeznaczeniem pod działalność dla seniorów – w tym celu będą trwały starania o środki zewnętrzne.

– Statystyki i suche dane to jedno, ale miastem nie rządza komputery tylko prezydent i odpowiednie władze. Również myślę, że w tym przypadku tego zabrakło – spojrzenia na to, jaki jest potencjał tego miejsca, o tym zawsze mówiłem. Tutaj zapadły takie, a nie inne decyzje, natomiast nadal uważam, że to miejsce miało i ma nadal potencjał do tego, by dzieci tam mogły uczęszczać i się kształcić i przyszłe pokolenia również to przedszkole mogło wykonać. Takich miejsc, dogodnych, z dużym ogrodem przedszkoli, nie jest aż tak tyle z takimi warunkami – stwierdził radny Arkadiusz Masłowski, nie wskazując jednak, gdzie są te pokolenia, które miałyby „zasilić” to miejsce.

Radny Paweł Kamiński zapytał o oszczędności, jakie planuje się uzyskać z likwidacji przedszkoli. Dariusz Banicki odparł: – Na koniec 2025 roku średni koszt dziecka w przedszkolu miejskim wynosił około 2 tys. złotych (…). Jeśli chodzi o Przedszkole nr 15, koszt utrzymania dziecka w tym miejscu wyniósł 3200 złotych, a w Przedszkolu nr 17 – 2900 złotych – mówił, dodając, że obecna rekrutacja pokazała, że wybór placówek do likwidacji został trafnie dokonany, a dodatkowo i tak ubyły dwa oddziały w jeszcze dwóch innych placówkach – nr 1 i 8.

Na pytanie radnego Sebastiana Błochowiaka, Dariusz Banicki przyznał, że obecnie w placówkach niepublicznych i punktach przedszkolnych jest 780 dzieci – w ubiegłym roku było 883, a dwa lata temu 976. To pokazuje, jaki jest spadek demograficzny – co roku ubywa 100 dzieci. Sebastian Błochowiak odparł, że jego zdaniem w placówkach prywatnych demografia jest jednak mniej odczuwalna. Radny Tomasz Dzionek odpowiedział później, że nie jest to prawda i wskazują na to liczby.

Radny Paweł Kamiński stwierdził, mówiąc najpierw do Dariusza Banickiego: – Całkowicie pana rozumiem, jeśli chodzi o to o, że te placówki są zamykane. Tu jest ekonomia, która rządzi. Można pogodzić to w inny sposób. Wszyscy jednak wiedzą i dzwoni nam z tyłu hasło „demografia”. Tu zwrócę się do pana, panie prezydencie, tak się złożyło, że to pan będzie tę żabę jadł. Z tego względu, niestety, że reprezentuje pan taką opcję polityczną, tu w samorządzie, która tam na górze, nie proponuje propozycji zdrowej, naturalnej rodziny. Tylko dużo więcej. Jeśli się słyszy o polityce społecznej, to mówi się o ideologiach LGBT, związkach partnerskich, aborcji, a to, niestety, rozwojowi rodziny nie służy.

Radny Jan Budzyński powiedział, że sytuacja jest oczywista – dzieci nie ma, więc budynki będą stały puste, więc po co je utrzymywać: – Czy to nie świadczy o gospodarności? O czym my tu mówimy. Przestańmy dyskutować – stwierdził i dodał jeszcze: – Te przedszkola likwidują się same, bo nie ma dzieci. 

Radny Jan Szarzyński odparł dalej, żeby przedszkole funkcjonowało w bardziej okrojonej wersji, z mniejszą liczbą dzieci lub w połączeniu z placówką dla seniorów: – To jest bardzo zła decyzja – powiedział.

– Cóż powiedzieć, proszę państwa, trzeba zawsze znaleźć jakiś argument, aby być przeciw. Natomiast nie chciałem w żaden sposób, bo myślę, że to nie ma sensu, by mieszać dzieci z polityką, ale odpowiadając na te decyzje „na górze” powiedzieć tyle – zobaczcie państwo, kiedy krzywa urodzeń zaczęła padać, a kiedy wprowadzono program 500+ – powiedział prezydent Michał Powałowski.

– Rozwiązanie jest w Warszawie, jest systemowe i nie ma barw politycznych. W Polsce od wielu lat mamy duopol. Albo rządzi PiS, albo Platforma – w takim skrócie. Dzieci, które są rekrutowane obecnie do przedszkoli, urodziły się w czasach, kiedy rządził PiS. I co z tego? Zarówno jedna, jak i druga opcja polityczna, nie zaproponowała obywatelom takich systemowych rozwiązań, które zachęciłyby do tego, żeby ten niż demograficzny zmniejszyć i zachęcić młode osoby do narodzin. To nie jest problem polityczny, tu nie ma rozwiązań przedstawianych przez Warszawę Ten problem nie ma twarzy samorządu tylko ten problem powinien być rozwiązany w samej Warszawie, a nie jest – powiedział Tomasz Dzionek wskazując, że problem jest długofalowy i trwa od lat.

Dalsza dyskusję, która jak w poprzednich przypadkach lawirowała wokół sentymentów i górnolotnych słów, bez określenia konkretów rozwiązania tego problemu, przewodniczący przeciął stwierdzając, że kolejne wypowiedzi niczego już nie zmienią.

Ostatecznie za likwidacją obu przedszkoli zagłosowało 13, przeciw było 7 radnych i 1 wstrzymał się od głosu.

#Tagi

W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

guest
3 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Paulina
Paulina
30/04/2026 02:44

Odnosząc się do słów: „problem powinien być rozwiązany w samej Warszawie, a nie jest” – odnoszę się do tych słów jako kobieta w wieku rozrodczym, matka emigrantka z miasta Gniezna. Problem jest systemowy i zaczął się podczas zmian systemu. Z opowiadań gdzieś przed przełomem lat 1989/90 w Gnieźnie istniały zakłady pracy: garbarnia, cukiernia, produkcja odzieży: koszul, butów, zakłady mleczarskie, mięsne, meblarskie, metalowe. Poprzedniemu pokoleniu, głownie Baby bumersom (1946-1964) żyło się stabilnie pod względem możliwości znalezienia pracy. Później nastąpił przełom 1989/90 Kapitalizm. Zakłady pracy zamykano, proces trwał po mału kładąc rękę na coraz większą ilość firm, zakładów pracy, w tym państwowych, wielkie restrukturyzacje, a w rzeczywistości cięcia etatów i zmykanie firm. Gniezno z roku na rok stawało się sypialniom Poznania, szczęśliwi byli Ci którzy mieli znajomości by móc pracować w Gnieźnie, lub przechodzili na emerytury. Pamiętam jak na pożegnanie w podstawówce nasza wychowawczyni powiedziała nam: „widzicie jaka jest sytuacja na rynku pracy po waszych rodzicach, życzę wam żeby się zmieniła, kiedy będziecie wchodzić na rynek pracy” następnie nastąpiło kolejne uderzenie najpierw ok 1997, później 2008- 2009 kiedy doszło do wielkiego krachu i upadku banków światowych, patrzyliśmy jak nasi rodzice, którzy i tak już decydowali się na mniej dzieci, w czasach niepewności, często z pokolenia X tracą stanowiska pracy i próbują usilnie znaleźć coś w zamian. Pamiętam jak z koleżankami spotkałyśmy się na Placu św Wojciecha i wymieniałyśmy doświadczenia, ile setek CV wysłałyśmy, do ilu firm pukałyśmy, że np 2 lata jesteśmy bezrobotne. Wszyscy licealiści, studenci pierwszych lat wiedzieli jedno, Gniezno jest miastem bez perspektyw na przyszłość, można tu jedynie klepać latami biedę i być na bezrobociu i w końcu trafić z beznadziei i depresji na Dziekankę, albo wszelkimi możliwymi siłami doprowadzić do emigracji do dużych miast albo za granicę. Patrzyliśmy na Władzę Gniezna np byłego prezydenta Pana K, który próbował sprowadzić jakieś japońskie firmy, chyba się udało z produkcja baterii, ale było to dalej stanowczo za mało jak na liczne pokolenie millenialsów, wyjechaliśmy więc. Licznie, gromnie pokoleniowo. Po to żeby móc zarabiać, kształcić się, czasem założyć rodziny, po to żeby uzyskać jakiekolwiek perspektywy na przyszłość. Z perspektywy czasu, myślę że to jedna z najlepszych rzeczy, które moje pokolenie mogło dla siebie zrobić. I tutaj odnoszę się do słów słów: „problem powinien być rozwiązany w samej Warszawie, a nie jest” . To nie prawda. Proszę przeanalizować jakie roczniki od końca lat 90 emigrowały z Gniezna, to Pan zrozumie. Problem nie tkwi w Warszawie, tylko w Gnieźnie. Warszawa co najwyżej mogła przejąć cześć pokolenia milleniarsów, którzy w Gnieźnie mogli pozostać, założyć rodziny i mieć dzieci. Problem tkwi jak widać z całej tej opowieści w tym, że Gniezno jest idealnym niemal miejscem dla osób w wieku emerytalnym, a fatalnym dla osób w wieku produkcyjnym, a największym tego powodem były zmiany systemowe, redukcja miejsc pracy, brak powstawania nowych, brak realnych i długoterminowych sukcesów w postaci przywrócenia Gnieźnie stabilizacji w zakresie środowiska pracy, co z tym idzie utrzymania się dla większości osób z mojego pokolenia. Oczywiście dochodzą do tego dodatkowe czynniki takie jak np.: większość kobiet wybiera się na studia do dużych miast i tam zostaje(tak pamiętam przepełnione pociągi relacji Gniezno- Poznań z frekwencją prawie samych studentek ok 6.50 w weekendy), rozbieżność wykształcenia, poglądów politycznych potencjalnych partnerów co też jest istotne w procesie budowania domniemanych relacji mających doprowadzić do postania rodzin, skrajnie wysokie ceny mieszkań, problemy z powrotem do pracy matek, lęk przed brakiem możliwości legalnej aborcji, zmiany środowiskowe, ocieplenie klimatu, wojny, koszt emocjonalny, czasowy, psychiczny, społeczny i finansowy wychowania jednego dziecka w dzisiejszych czasach, ale i tak najważniejszym czynnikiem w Gnieźnie był ten tragiczny rynek braku pracy. Tego już się nie cofnie, my ludzie, którzy wyemigrowali z tego miasta i zaczęli budować swoje życie gdzieś indziej już nie wrócimy, przykro mi, ale na przestrzeni lat Gniezno albo stanie dalej wyludniającym miastem starszych ludzi, albo zrobi wszystko by ruszyć rynek pracy w tym mieście i przyjmie imigrantów z innych Państw zapewniając sobie dochód z podatków, który z resztą też nie będzie jakiś wyskoki przy obecnym zabieraniu pracy ludziom przez IA, a co za tym idzie braku dochodu z podatków z pracy wykonywanej przez sztuczną inteligencję. Czasem przykro czyta się o tak postępującej degradacji pokoleniowej Gniezna, ale przy historii zmian ustrojowych, ekonomicznych, krachu itp nie było innej drogi.

Marek Zygmunt
Marek Zygmunt
29/04/2026 21:24

A dlaczego nic się nie mówi o likwidacji Żłobka na Ustroniu ! Czyżby na Ustroniu już też dzieci chętnych do zabawy, jak rodzice są w pracy……. brakowało ?

Ricardo E.
Ricardo E.
29/04/2026 19:05

mam pytanie do radnych, czy taka wasza decyzja służy rozwojowi miasta, czy dalszej degradacji Gniezna jako miasto, czy takie decyzje ściągną młode małżeństwa w te właśnie rejony miasta czy zwyczajnie wybiorą tereny poza granicami miasta, inne miasteczka, miasta do osiedleni się bo Gniezno nic im nie oferuje. likwidujcie wszystko bo tak jest najprościej a obudzicie się w palcem w du…. a pytanie dla mieszkańców miasta – na kogo wy głosowaliście – stare wypasione koty????