Datownik zatrzymany na 4 września 1939. Niemy świadek dramatycznych chwil

Niewielki przedmiot może nieść duży ładunek historii. W tym przypadku jest wymownym symbolem końca dwudziestu lat niepodległości II Rzeczypospolitej w lokalnym wydaniu. To pieczątka, przechowywana w prywatnych zasobach, na której – dosłownie – zatrzymał się czas. Po raz ostatni została użyta 4 września 1939 roku i tak spakowana, trafiła gdzieś daleko od Gniezna, gdzie minęły lata, zanim została znaleziona.
Wspomnień bezpośrednich świadków dramatycznych chwil ewakuacji urzędów i instytucji nikt nie spisał. Po latach zbierano jedynie to, co zachowało się w pamięci zwykłych mieszkańców, pojedynczych żołnierzy czy – już po wielu dekadach – ostatnich, bezpośrednich świadków. Dziś jest ich już coraz mniej. Ostatni. Pozostają jedynie pamiątki – jak ta pieczątka Urzędu Skarbowego w Gnieźnie, przechowywana w zasobach Macieja Elantkowskiego, gromadzącego regionalia, dotyczące Gniezna i okolic.
Lata temu, w nieokreślonej bliżej lokalizacji, została ona odnaleziona na dalekich przedpolach Warszawy. Przez lata przechodziła z rąk do rąk, zanim „powróciła” do Gniezna po ośmiu dekadach od wywiezienia. Najpewniej pierwotnie wyjechała w skrzyni z dokumentami, być może w teczce służbowej, a kto wie, może też w kieszeni marynarki, pospiesznie tam schowana. Pieczątka przetrwała idealnie, poza datownikiem, który lekko skorodował. To dzięki temu wiadomo, że po raz ostatni została użyta 4 września 1939 roku, kiedy najpewniej zatwierdzano nią ostatnie przyjmowane w tej instytucji dokumenty. Potem, być może zagubiona lub też umyślnie ukryta, korodując, jakoś przetrwała do naszych czasów.
Urząd Skarbowy w Gnieźnie w 1939 roku mieścił się w kamienicy przy dzisiejszej ul. Kościuszki 12 (wówczas był to numer 9). Dzisiaj to budynek mieszkalny, ale przez kilkanaście lat okresu międzywojennego przyziemie, parter i pierwsze piętro zajmowała „skarbówka”. Niestety, w zasobach gnieźnieńskiego oddziału Archiwum Państwowego w Poznaniu nie zachowała się pełna dokumentacja tej posesji.
Wracając do tematu wspomnień, bardzo słabo opisana jest tematyka ewakuacji urzędów i instytucji z Gniezna. Przez lata PRL-u sprawę tę wprost opisywano, jako ucieczkę władz politycznych i bezpieczeństwa, połączone z zostawianiem ludności na pastwę wroga. Rzecz w tym, że szeroko rozumiane władze wykonywały odgórne polecenia kierowane z Warszawy, nakazujące opuszczenie Wielkopolski.
Takie wspomnienia, dzień po dniu z pierwszych kilkudziesięciu godzin września 1939 roku oraz okresu poprzedzającego wybuch wojny, spisał ostatni gnieźnieński starosta Feliks Kasprzak.
– W poniedziałek, 4 września, od wczesnego rana była sytuacja bardzo napięta. Ciągłe naloty i bombardowania miasta Gniezna powiększały chaos. Zbombardowany został dworzec kolejowy i poczta. Paliły się koszary piechoty. Na dziedzińcu starostwa bomba wyrwała głęboki lej, zwaliła jedną ze ścian zewnętrznych gmachu i zapaliła archiwum. O gaszeniu ognia nie można było marzyć z braku sprzętu przeciwpożarowego, już wcześniej ewakuowanego na wschód, i wody, na skutek przerwania rurociągu. Normalna ewakuacja urzędów koleją, na skutek rozbicia węzła kolejowego na dworcu, została uniemożliwiona. W dodatku brak było instrukcji od wojewody Bociańskiego, który przyrzekł ją nadesłać. Skoncentrowani w Gnieźnie starostowie z innych powiatów nalegali o natychmiastowy wyjazd. Doszło do tego, ze zmuszony byłem staroście grodzkiemu stołecznego miasta Poznania zagrozić natychmiastowym aresztowaniem, jeżeli nie zaprzestanie szerzenia paniki, kazałem mu natychmiast opuścić teren powiatu, z czego też skwapliwie skorzystał – opisywał starosta gnieźnieński Feliks Kasprzak.
Wojsko z gnieźnieńskich jednostek, początkowo stacjonujące kilkanaście kilometrów na zachód od miasta na ustalonych pozycjach, zaczęło się wycofywać już pod koniec pierwszego dnia września w kierunku wschodnim, omijając Gniezno od południa.
Pod koniec trzeciego dnia w Gnieźnie i okolicy pozostało niewielu żołnierzy, głównie łącznikowych i zaplecza. Dowództwo Armii Poznań, które także stacjonowało w mieście, również wyruszyło na wschód.
– Wojewoda kazał czekać; ogólna instrukcja z centrali warszawskiej mówiła, że władze administracyjne wycofują się na trzy godziny przed wojskiem. Ale gdzie tu szukać wojska? Oficer łącznikowy od chwili zameldowania się w sobotę u mnie, jak poszedł, tak już więcej się nie pokazał. Pułkownika, który w pierwszym dniu wybuchu wojny przedstawił mi się jako komendant garnizonu, ani śladu! Zresztą w palących się koszarach ani jednego wojskowego. Wobec zbombardowania gmachu pocztowego i centrali telefonicznej, które stoją w płomieniach, wszelki kontakt starostwa ze światem jest zerwany; nie ma tu co robić! Przeważna część akt, zwłaszcza tajnych, jest już popalona, aby nie wpadły w ręce wroga – wspominał Feliks Kasprzak. Dalej starosta wspominał, że kolejni spotykani wojskowy mówili mu, że opuszczają miasto i jadą na wschód.
– Ciągle jeszcze wahałem się z decyzją, czy wyjechać z Gniezna, czy czekać tutaj na przyrzeczoną instrukcję wojewody? Zadecydował komendant policji, który oświadczył mi, że wydał polecenie policji, aby skoncentrowała się z całego powiatu w Gnieźnie, co się już dokonało, i że wycofuje się z nią na wschód. Stało się to poza moimi plecami, bez mojej wiedzy. Jedyny organ, którym mogłem się posługiwać jako ramieniem władzy, usunął się spod mojej dyspozycji; byłem bezsilny. Cały aparat władzy był rozbity; nie miałem tu co robić! – pisał po latach gnieźnieński starosta, który następnie wraz z obecnym w mieście starostą czarnkowskim wyjechali w kierunku Konina i dalej do Koła. Stało się to jeszcze 4 września.
I taki był najprawdopodobniej także los pieczątki, która ma datownik ustawiony na 4 września 1939 r., kiedy po raz ostatni przybito nią jakieś dokumenty skierowane do instytucji. Urząd Skarbowy, jako instytucja państwowa, najpewniej podlegał tym samym instrukcjom ewakuacyjnym, które w obliczu faktycznego wystąpienia wojny, zwyczajnie wzięły w łeb. Któryś z urzędników, najprawdopodobniej przeczuwając konieczność zabezpieczenia nie tylko dokumentacji, ale także istotnych przedmiotów stanowiących ten element urzędniczej władzy, postanowił zabrać ją ze sobą. W tym pieczątki. Ta jedna, znaleziona została najprawdopodobniej podczas jakichś wykopów lub w jakimś schowku, prawdopodobnie gdzieś między Sochaczewem a Warszawą, gdzie dotarli niektórzy przedstawiciele gnieźnieńskich instytucji w tamtych dramatycznych dniach polskiej obrony. Pieczątka „zatrzymała się” wymownie – na 4 września 1939 roku – dniu nie tylko zamknięcia de facto rozdziału II Rzeczypospolitej w Gnieźnie i okolicy, ale także końcu pewnej epoki.
Źródła:
- Wspomnienia Feliksa Kasprzaka za: „Dni klęski, dni chwały”, red. E. Makowski, K. Młynarz, Poznań 1970
- Archiwum Państwowe w Poznaniu Oddział w Gnieźnie, zespół Akta Miasta Gniezna
#Tagi
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.





















