Kawa od Merkura. Zapach i smak, który przyciągał klientów i zapadał w pamięć

Prawdziwi kawosze wiedzą, jaki smak kawy najbardziej im odpowiada i znają miejsca, w których dobrze ją podają. Dawno temu to właśnie przy ul. Chrobrego w Gnieźnie mieściła się jedna z najbardziej znanych przedwojennych palarni kawy, której zapach – jeśli wierzyć pamięci dawnych mieszkańców – czuć już było z oddali. To historia firmy „Merkur”, której założyciel, Zygmunt Migdałek, był nie tylko przedsiębiorcą, ale i działaczem społecznym.
Dziś już o tej marce nikt nie nie pamięta. Odeszły pokolenia gnieźnian, które znały skład Zygmunta Migdałka i szyld wiszący nad wejściem do jego przybytku. „Merkur„, bo tak nazywała się jego firma, zapadał szczególnie w pamięci zmysłem węchu i smaku, bowiem firma starała się, by kawa była jak najlepszego wykonania.
Zygmunt Migdałek przybywa do Gniezna w 1907 roku. To czas zaboru i – parafrazując tytuł znanego serialu – czas gospodarczej, najdłuższej wojny nowoczesnej Europy. To okres walki polskich firm z niemieckimi o klienta, byt i zarobek, by powiększać polski kapitał i polską zdolność do samodecydowania w momencie, kiedy nadejdzie okazja do odzyskania wolności. Zygmunt Migdałek świetnie się w tę działalność wpisywał. Kiedy przybył do Gniezna, miał już kupieckie doświadczenie, zdobyte we Wronkach, gdzie od młodości uczył się pracy w handlu.
Urodzony w 1885 roku w Żernikach koło Jarocina, do Gniezna trafił mając 22 lata i od razu włączył się w działalność Towarzystwa Młodzieży Kupieckiej. W 1908 roku zostaje już jego prezesem, aktywnie podnosząc sprawność organizacji, która skupiała młode osoby zatrudnione na co dzień w handlu. Jego ruchliwość i przedsiębiorczość pozwalają na to, by po kolejnych dwóch latach uruchomić własny interes.
W 1910 roku Zygmunt Migdałek otwiera swoją firmę przy ul. Dąbrówki 29. Wówczas ulica nosi jeszcze imię cesarza Wilhelma – Wilhelmstrasse. Pod szyldem „Merkur” krył się „polski specjalny skład kawy, herbaty i cukrów oraz palarnia kawy”. Firmę rozwija powoli, ale systematycznie, kierując ofertę przede wszystkim do polskich mieszkańców Gniezna. Już w 1911 roku zawarł umowę z Leonem Jakuszkowiakiem, który w jego imieniu otworzył filię w Inowrocławiu, działającą jeszcze w latach 30. Sprowadzane do obu sklepów towary zaczęto dostarczać coraz dalej poza oba miasta, docierając do sąsiednich powiatów. „Merkur” docierał z zakupami bezpośrednio do klienta, świadcząc swojego rodzaju usługę kurierską w tym zakresie.
Wszystko krzyżuje wybuch I wojny światowej i… załamanie się łańcucha dostaw towarów kolonialnych, sprowadzanych z odległych krajów. W tym trudnym dla kupiectwa czasie stara się balansować, jak wielu innych przedsiębiorców, starając się wciąż utrzymywać klientelę. Przetrzymuje do wybuchu powstania wielkopolskiego, które wraz z innymi przedstawicielami polskiego środowiska gospodarczego aktywnie wspierał. Dopiero w 1920 roku firma wychodzi na prostą i decyduje się przenieść swoją działalność pod nowy adres – ul. Chrobrego 40. Wtedy była to jeszcze osobna kamienica, a dzisiaj jest to część Starego Ratusza – w miejscu, gdzie znajduje się aktualnie jedna z knajp.
Zygmunt Migdałek szybko przyjmuje się w nowej lokalizacji, a cały asortyment prezentuje w dwóch witrynach, działając jako palarnia kawy oraz „fabryka cukrów deserowych”.
– W zakres działania firmy wchodzi przedewszystkiem palenie kawy w aparatach najnowszego systemu z zapędem elektrycznym. W takich aparatach palona kawa doskonale się oczyszcza i zachowuj cały aromat – opisywała reklamówka firmy, zamieszczona w 1929 roku w Ilustracji Wielkopolskiej. To właśnie zapach tej kawy miał się rozpościerać daleko od lokalu, działając na zmysły przechodniów. Mówiło się, że podróżni przyjeżdżając pociągami na stację w Gnieźnie, kiedy wchodzili z ul. Lecha na ul. Chrobrego już mogli czuć zapach kawy… Nawet jeśli był to tylko marketing szeptany, to był dobrze wycelowany. – „Merkur” sprowadza towar w najlepszym gatunku wprost od wytwórców lub z najpoważniejszych rynków, wobec czego ma ceny bezkonkurencyjnie niskie – dodawano dalej w tej samej gazecie. Poza kawą oferował także: herbaty, kakako, cukry, czekolady, bombonierki w wielkim wyborze. Zapewniał także dostawy na zamówienia listowne.
Zygmunt Migdałek, pomimo obecności konkurencji, już w latach 30. mógł śmiało reklamować się, jako najstarszy taki przybytek w Gnieźnie. Starał się zawsze celować do klientów okazjami i promocjami, szczególnie w święta. Był też hojny i wspierał różne inicjatywy charytatywne, zbiórki dla biednych itp.
Poza działalnością firmową, Zygmunt Migdałek angażował się w działalność towarzysko-samorządową. Z wiekiem przeszedł z Towarzystwa Młodzieży Kupieckiej do bardziej „dorosłych” organizacji, jak Towarzystwo Kupców, ściśle współpracując z wieloma miejscowymi przedsiębiorcami, jak Bolesław Kasprowicz czy Edmund Holka (u tego ostatniego był nawet świadkiem na ślubie). Wstąpił do rady Komunalnej Kasy Oszczędnościowej miasta Gniezna. Zaangażował się do rad nadzorczych Banku Kredytowego czy dziennika „Lech”. Współtworzył w 1919 roku także Hurtownię Gnieźnieńską, w której był w zarządzie. Ponadto był członkiem komisji odwoławczej Izby Skarbowej w Poznaniu, radcą Izby Przemysłowo-Handlowej w Bydgoszczy, a także wchodził w skład zarządu Sokoła oraz Stronnictwa Narodowego. Był radnym miejskim z ramienia różnych list w kadencji 1921-33 oraz 1935-1939.
Losów firmy oraz właściciela w czasie okupacji niemieckiej nie sposób ustalić, ale niechybnie odcisnęła ona piętno na tej działalności. Po wojnie bowiem nie ma informacji, by „Merkur” został reaktywowany w swojej pierwotnej formie. Zygmunt Migdałek kontynuował jednak działalność społeczną, włączając się w reaktywację wielu organizacji. Towarzystwo Kupców zaczęło działać jako Zrzeszenie Kupców, którego został prezesem, ale ponownie pojawił się także w takiej samej funkcji w zarządzie Banku Kredytowego.
We wszystkim starano się dopasowywać do nowej, rodzącej się komunistycznej rzeczywistości, w której swoboda zrzeszania oraz przedsiębiorczość były coraz bardziej ograniczane. Jeśli komuś firmy nie odebrano, to zmuszano do działania w spółdzielniach lub w ramach zrzeszeń. Ograniczano dostawy towarów, narzucano domiary. Zygmunt Migdałek, podobnie jak wielu przedwojennych kupców, próbował się w tym odnaleźć. – Od 40 lat pracuje w swym zawodzie i uczy młodsze generacje pracy rzetelnej i wytężonej. Wypowiadając nieubłaganą walkę spekulantom zaskarbił sobie serca i zdobył szacunek społeczeństwa. Dzięki tej pracy Gniezno posiada wiele poważnych placówek kupieckich, zasługujących na zaufanie – pisał w maju 1947 roku Głos Wielkopolski. Był aktywny prawie do końca swojego życia, starając się w ramach Zrzeszenia Kupców kształcić nowe, młode kadry, organizując specjalne kursy.
Los Zygmunta Migdałka przypieczętowała choroba, na którą zapadł i przez którą zmarł 1 grudnia 1950 roku. Zapisał się jako działacz kupiecki i jako taki był żegnany przez to środowisko w nekrologach na łamach ówczesnego, wielkopolskiego dziennika. Spoczął na cmentarzu św. Piotra, gdzie jego grób jeszcze istnieje do dziś.
#Tagi
W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.


















