Przejdź do treści głównej



Bocznica działa, ciężarówki pędzą. Mieszkańcom został kurz, hałas i spękania na ścianach. „Kolej traktuje Gniezno jako miasto peryferyjne”

Rysujące się ściany budynków, hałas od rana do wieczora, kurz, a do tego ignorowanie znaków. To rzeczywistość mieszkańców ul. Pocztowej, którzy od lat apelują w sprawie bocznicy kolejowej. 40-tonowe ciężarówki, rozjeżdżające ulice śródmieścia, mogłyby korzystać z innego miejsca do rozładunku na terenie Gniezna, ale mimo, iż mija już kilka lat od nagłośnienia problemu, na spotkaniu radnych ze stronami nie pojawiają się przedstawiciele PKP. Problem powraca, bo – jak stwierdził jeden z uczestników – kolej traktuje Gniezno, jako miasto peryferyjne.

O sprawie informowaliśmy już wiele razy na przestrzeni ostatnich lat, bo temat jest istotny. Kiedyś na ul. Pocztową przyjeżdżały Stary, Jelcze, ewentualnie Kamazy. Odbierały węgiel, niekiedy kruszywo, a bocznica funkcjonowała na zasadach, które nikomu nie przeszkadzały. Podobnie jak złomowisko znajdujące się obok. Na przestrzeni lat jednak sporo się zmieniło – kilku, kilkunastotonowe transporty zastąpiły tzw. wanny, zabierające nawet 40 ton ładunku. Zaczęły regularnie kursować po tym, jak kilka lat temu PKP niespodziewanie dla mieszkańców okolicy wyremontowało starą bocznicę i zaczęło rozładunek kruszywa dla okolicznych firm budowlanych. Kursy są od kilkanaście do kilkudziesięciu na godzinę – tuż obok starych budynków mieszkalnych. Ściany się zarysowują, mieszkańcy nie mogą otwierać okien przez kurz, a hałas towarzyszy im przez cały dzień. Do tego dochodzi brak pilnowania porządku na tym terenie przez właściciela – czyli kolej.

Temat ponownie poruszono na wtorkowej Komisji Gospodarki Miejskiej i Ochrony Środowiska. Na początku przewodniczący Tomasz Dzionek wskazał, że z PKP przyszła informacja o nieobecności przedstawiciela firmy na spotkaniu z radnymi z uwagi na wypadek kolejowy, który miał miejsce dzień wcześniej w Garbatce.

– W tej sprawie tak naprawdę nic się nie dzieje, problem się pogłębia i cały czas narasta, ulica jest w coraz gorszym stanie, budynki się coraz bardziej rysują. Proszę pamiętać, że to strefa zabytkowa i te pięć kamienic jest wpisanych w rejestr, jako zabytkowe. To nie jest tylko kwestia komfortu naszych mieszkańców, ale po prostu ci ludzie zaczynają się bać o swój majątek, który jest w coraz gorszym stanie – wskazał Sławomir Ratajczak, reprezentujący mieszkańców. Dodał, że na tym terenie, z uwagi na jego otwartość, dochodzi do ciągłego zaśmiecania: – Ogólnie mieszkańcy mają poczucie, że ta część miasta została pozostawiona sama sobie. Pamiętajmy, że przy rozładunku w tym miejscu następuje bardzo duży hałas. To jest strefa zamieszkała, a nie przemysłowa, gdzie jest dopuszczony hałas 61 decybeli wciągu dnia i 56 w środku nocy. Nie zmierzyłem tego profesjonalnym urządzeniem, tylko aplikacją z telefonu, ale dochodziło to do 100 decybeli. To nie jest hałas, który trwa przez 2-3 minuty, ale zaczyna się o 5:30, a potrafi zakończyć o 22 – dodał, wskazując, że nie pojawiły się obiecane maty wygłuszające, a do tego dochodzi hałas pojazdów, w tym sygnałów cofania.

Latem 2024 roku, na skutek prowadzonych rozmów, postawiono znak zakazu wjazdu pojazdom powyżej 20 ton DMC poza godzinami od 8 do 14. – My tego pilnujemy – przyznał Sławomir Ratajczak, wskazując dalej: – Czy to na tym polega, że my gonimy się, bawimy w myszkę i kotka, że przyjadą czy nie przyjadą? Ci ludzie kompletnie nie przestrzegają jakichkolwiek zasad. Na nasze prośby, kiedy zwracamy się do nich, żeby wjeżdżali od tyłu, to spotykamy się z dużą agresją, taką bezpośrednią – mówił. Wskazał, że kiedyś były wykonywane jakieś obliczenia, ale nie zna ich rezultatu. Jego zdaniem można byłoby wykonać badanie hałasu czy drgań.

Zastępczyni prezydenta Joanna Śmigielska przyznała, że żałuje iż nie ma przedstawiciela kolei na tym spotkaniu: – Deklaracji i zgody na przeniesienie tej bocznicy z PKP nigdy nie otrzymaliśmy i nadal jej nie mamy. Tutaj stanowisko spółki nic się nie zmieniło – przyznała. Dodała, że problemem dla tego terenu jest to, że dojazd do niego powinien prowadzić przez drogę publiczną. Tą jest tylko ten sporny odcinek drogi, prowadzącej od ul. Chrobrego „na wprost”.

Przypomnijmy, że w trakcie poprzednich rozmów w tej sprawie wskazano, że wyjazd na ul. Konikowo przy stacji benzynowej nie stanowi drogi publicznej. Z punktu widzenia kierowcy, ta kwestia nie gra żadnej roli, ale dla administracji i przepisów, jest istotna. Zamknięcie lub ograniczenie (mieszkańcy proponują do 3,5 tony DMC) wjazdu przy budynkach sprawiłoby, że zasadniczo teren zostałby odcięty od dojazdu dla przedsiębiorców. To mogłoby być odczytywane jako utrudnianie działalności i stanowić powód do roszczeń. Bo dojazd „alternatywą” z ul. Konikowo prowadzi przez teren, który nie jest drogą publiczną.

– Każdy brak interwencji albo sygnału z Urzędu Miasta wobec kolei to będzie odwlekał wszystko w czasie. W czwartek byłem na ul. Pocztowej, to było około godziny 16. Wszystkie ciężarówki 40-tonowe wjeżdżają sobie ul. Chrobrego. Jakie to będzie uciążliwe dla miasta i będzie generowało koszty, to nie trzeba tłumaczyć – powiedział radny Paweł Kamiński wskazując przez to, że ciężkie transporty szkodzą nie tylko tym mieszkańcom, ale też rozjeżdżają ulice w centrum miasta. – Jak my nie będziemy marudni wobec PKP, żeby oni zrobili wszystko i przenieśli tę bocznicę na stronę południową torów, gdzie mają miejsce, to niech się do tego przymierzą i zaczną o tym myśleć. Radny zasugerował, że skoro Straż Miejska ma mobilny monitoring, to można wykorzystać go do weryfikowania sytuacji na tym fyrtlu i przestrzegania oznakowania.

– Myślę, że jest jedno tylko wyjście, aby postawić ultimatum kolei, że do tego a tego terminu, ustalonego i wykonalnego, który zabroni tam w ogóle wjazdu pojazdom. Ta bocznica w tamtym miejscu w ogóle nie ma racji bytu. Miasto się zmieniło, jest zupełnie inna sytuacja i to jest zadanie kolei, żeby ułatwiała też życie ludziom w mieście – stwierdził Jan Budzyński wskazując, że powinno się także porozumieć z firmami, które korzystają z tej bocznicy, aby wspólnie rozmawiać z koleją nad lepszym rozwiązaniem, poza centrum miasta.

Radny Robert Gaweł przyznał: – Kolej, szanowna pani prezydent, traktuje Gniezno jako miasto peryferyjne, a władze miasta traktuje jako władze, na którym nie zależy kolei. Nieobecność dzisiaj przedstawiciela kolei to jest kompletne lekceważenie Miasta Gniezna. Cała sprawa to jest tylko sprawa kolei i jak będzie poważny nacisk, tu się zgodzę z radnym Budzyńskim, to tę bocznicę można zmienić. Przedsiębiorcy się dostosują i będą rozładowywać gdzieś indziej. Radny wskazał, że przy Trzech Mostach dawno temu funkcjonowała duża rozładunkowa rampa kolejowa, która dzisiaj zarasta, a można ją wykorzystać.

Przewodniczący Tomasz Dzionek stwierdził: – Gdyby to był Poznań, to tam już byłby znak. Po prostu. Z ograniczeniem tonażowym, uwzględnieniem stanowiska mieszkańców, bo kolokwialnie mówiąc – te domy, ci mieszkańcy, byli tam wcześniej. Bezspornym jest, że prowadzenie takiej działalności, generującej taki hałas, taki ruch samochodów ciężarowych, jest co najmniej uciążliwy – mówił i dalej wskazał, co jest istotne w tej sprawie pomimo, że trwa już tyle lat: – Dzisiaj się spotykamy i nie wiemy, kto jest właścicielem działek, po których mogłaby być prowadzona alternatywnie droga. To jest zarzut do wszystkich zainteresowanych. Urząd Miasta powinien o tym oczywiście wiedzieć, skoro są prowadzone rozmowy, jak i sam zainteresowany powinien mieć wiedzę, aby zaproponować konstruktywne rozwiązanie, albo stwierdzić, że go nie ma, bo nie mamy dostępu do działki z drogi publicznej.

Obecny na miejscu przedstawiciel Policji poinformował, że w tym miejscu nie wydano żadnych mandatów, tylko pouczenia. To pojedyncze przypadki. Tomasz Dzionek stwierdził, że takie podejście to brak wyciągania konsekwencji nie wobec pojedynczych przypadków, ale wciąż trwającego procederu.

Joanna Śmigielska dodała, że w całej sprawie zapomina się o złomowisku, wobec którego był też ten tonaż ustalany, aby nie utrudniał on jego działalności. Przypomniała, że w sprawę bocznicy zaangażowani byli nawet parlamentarzyści i też to nie ruszyło sprawy żadnym kierunku: – Mogę złożyć jedną deklarację, że ja obiecuję, że się umówię i pojadę do nich porozmawiać. Mam nadzieję, że trafię do tych, co trzeba i że zostanę przyjęta. 

Na powyższym w zasadzie dyskusja się zakończyła, choć padła też propozycja, by zorganizować spotkanie w Urzędzie Miejskim z udziałem przedstawicieli mieszkańców, władz oraz PKP. Jak jednak wskazano, przez tyle lat z kolei nikt się nie pofatygował w tej sprawie do Gniezna, to czemu nagle mieliby z tego skorzystać? To jednak jedna z wielu okołokolejowych kwestii, wskazująca, że jest trochę racji w tym, że Gniezno traktowane jest przez kolej jedynie jako punkt na mapie.

#Tagi

W związku z dbałością o poziom komentarzy prowadzona jest ich moderacja. Wpisy mogące naruszać czyjeś dobra osobiste lub podstawowe zasady netykiety (np. pisanie WIELKIMI LITERAMI), nie będą publikowane. Wszelkie uwagi do redakcji należy kierować w formie mailowej. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

guest
0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany